O Tym Się Mówi
•
14.10.2026
O tym się mówi, o tym się teraz mówi, o tym się mówi, mówi cały czas. Zapraszamy na O Tym Się Mówi przed mikrofonem Beata Hołubowicz-Stachaczyk, a w studiu Strefy FM Piotrków Tomasz Bartosiak, związany ze środowiskiem Ruchu Narodowego oraz Konfederacji.
Dzień dobry, panie Tomaszu.
Dzień dobry, pani redaktor, witam wszystkich słuchaczy Strefy FM.
Panie Tomaszu, zacznijmy od wyjaśnienia: Konfederacja która? Bo mamy kilka, można powiedzieć, tych odłamów, którą pan dzisiaj reprezentuje i w ogóle którą reprezentuje?
Dla nas Konfederacja jest tylko jedna. Konfederacja stworzona z dwóch liderów, Sławomira Mentzena i Krzysztofa Bosaka, prezesa Ruchu Narodowego.
Ale najbliżej panu do Krzysztofa Bosaka.
Tak, jestem działaczem Ruchu Narodowego z Krzysztofem Bosakiem oraz też działaczem w Piotrkowie Trybunalskim. Działamy od dłuższego czasu, wspieramy Ruch Narodowy i wszystkich patriotów z tego regionu.
Skąd pan jest?
Ja pochodzę z polskiej wsi, można powiedzieć, że jestem chłopem ze wsi Sadkowice, powiat rawski, województwo łódzkie.
A na co dzień czym się pan zajmuje?
Na co dzień jestem prezesem zarządu spółki SIM KZN Reymontowski, spółki, która ma za zadanie budować mieszkania o preferencyjnym czynszu, mieszkania na długoterminowy najem na bardzo stabilnych warunkach, mieszkania nowe, wykończone pod klucz. Budujemy w województwie łódzkim, w dwunastu samorządach, bo jest to spółka, która z udziałem samorządów buduje mieszkania, pozyskując wcześniej finansowanie. Nie dajemy zarabiać zagranicznym korporacjom, zagranicznym bankom.
No tak, bo państwo jako Konfederacja to są antyunijni, są też właśnie taką...
Propolscy, pani redaktor, nie antyunijni, tylko propolscy.
A czym to się różni?
Myślę, że antyunijność to jest z reguły nastawienie anty na wszystko.
A pan nie jest, nie jesteście.
Nie, oczywiście, że nie. Ja jestem za... za tym, żeby Polska we współpracy z innymi krajami Unii Europejskiej rozwijała się, ale żeby najpierw patrzyła na interes swoich obywateli, a dopiero później na interes Niemców czy Francuzów.
Czyli tak naprawdę nie jest pan przeciwko Unii, jest tylko pan przeciwko temu, żeby nam narzucano za dużo, czy w ogóle żeby nam cokolwiek narzucano?
Najlepiej, żeby inne mocarstwa, inne kraje nie narzucały nic Polakom, ale oczywiście zobowiązaliśmy się traktatem lizbońskim do tego, że będziemy współpracować. Oczywiście umawialiśmy się na inne warunki. Ta współpraca miała pomagać, a nie szkodzić. W tym momencie zmierzamy w kierunku, w którym Unia Europejska bardziej szkodzi Polsce niż pomaga.
A co najbardziej szkodzi zdaniem pana?
Myślę, że przede wszystkim tu uderzamy w polskie rolnictwo. Polski rolnik jednak odczuwa te ograniczenia, jakie Unia Europejska na niego nakłada, te ograniczenia w stosowaniu oprysków czy nawozów sztucznych, te różne reguły, które nie dotyczą krajów Mercosur czy Ukrainy, a Polacy, polscy rolnicy muszą je stosować, sprawiają, że nie jesteśmy tak bardzo konkurencyjni na rynku rolnym jak kraje Ameryki Południowej lub Ukrainy. Polski rolnik traci po prostu na tym.
No tak, ale panie Tomaszu, to ja zapytam tak: to co, tak bez żadnych ograniczeń mamy stosować, jak nam wygodnie, te wszystkie środki i mamy jeść żywność taką, że i tak już mamy nowotwory, mamy różnego rodzaju kłopoty, alergie układu pokarmowego?
Nie powiedziałem stosujmy tego tyle, ile nam pasuje.
No ale pan mówi o ograniczeniach.
Tak, powiedziałem, że polscy rolnicy muszą stosować te ograniczenia, muszą ograniczać, kiedy ukraińscy rolnicy nie są w Unii. Nie muszą tego stosować, ale te właśnie warzywa, te owoce, to mięso przychodzi na rynek unijny, więc zapętliliśmy się w koło, które tak naprawdę uderza tylko w nasz przemysł, chociaż i tak ludzie jedzą tę tańszą, gorszą żywność. Ja nie jestem zwolennikiem tego, żebyśmy mogli pryskać i nawozić czym popadnie. Jestem zwolennikiem tego, żeby oni też mieli takie same zasady, żeby reguły gry były na tym samym poziomie. Jestem zwolennikiem tego, żeby Polak jadł polską, zdrową żywność, a nie ukraińską gorszej jakości, tylko dlatego, że jest tańsza. I jeszcze dopowiem, dojdziemy do tego, że polscy rolnicy nie będą produkować, bo będzie to po prostu nieopłacalne. Już wiele produkcji jest wygaszanych, bo jest po prostu nieopłacalna.
To panie Tomaszu, to zapytam jeszcze tak: po pierwsze, rolnicy jako jedna z niewielu grup dostają świetne dopłaty do tego, co robią. I to bierzemy z Unii i tu jest ta korzyść. A druga rzecz, właściwie gdzie jest powiedziane, że jeżeli coś się nie opłaca, to my mamy ciągnąć w nieskończoność? Panie Tomaszu, czy będzie pan budował mieszkania, jeśli pan będzie do nich dokładał, bo będzie za dużo mieszkań na rynku?
Oczywiście, że nie.
A no właśnie, czy rolnik musi za wszelką cenę prowadzić produkcję czegoś, czego się nie opłaca? Pan jest przedsiębiorcą, pan wie, coś się nie opłaca, zmieniamy działalność, a nie mówimy, że nam się nie opłaca i wychodzimy na ulicę.
Tak, tylko inaczej wygląda gra w piłkę nożną, jeśli zasady dla obydwu drużyn są takie same, niż jeśli jedna drużyna ma cokolwiek dyktowany rzut karny i zawodnik może strzelać bramkę co chwila. Tak jest w przypadku właśnie naszej konkurencji z rynkami z Ukrainy czy krajów Mercosur. Tam nie ma tych bardzo rygorystycznych reguł, jakie są właśnie na rynku polskim czy ogólnie krajów Unii Europejskiej. Te zasady po prostu nie są równe. Ja jestem zwolennikiem równości, równości w biznesie.
Ale wie pan, że równości nie ma, nie było i nie będzie, bo tak jak nie ma sprawiedliwości. Ale po to jesteśmy polskimi politykami, czy działaczami, czy obywatelami, żebyśmy domagali się tego, żeby Polacy byli sprawiedliwie traktowani na arenie międzynarodowej, szczególnie właśnie w handlu i w biznesie, bo nie będziemy się rozwijać, a raczej zwijać, kiedy tych jasnych reguł i równych zasad nie będzie.
Ja nie jestem zwolennikiem tego, żeby utopijnie myśleć i dopłacać do czegokolwiek. Nie jestem w ogóle zwolennikiem dopłat. Ja uważam, że te wszelkie dopłaty z Unii Europejskiej tak naprawdę to jest jak z dopłatami do kredytów do mieszkań. To finalnie i tak wywinduje ceny do góry, bo jeśli nie zwiększymy podaży... To te ceny nie spadną. Tak samo jest przykładowo z dopłatami do maszyn rolniczych czy ciągników. Proszę zapytać zwykłego sadownika czy rolnika, jak ceny ciągników czy ceny maszyn rolniczych skoczyły do góry, kiedy zaczęły się dopłaty unijne. Każdy powie, że ciągnik, który kosztował 50 tysięcy, kosztuje teraz 150 tysięcy.
No wie pan, pieniądze na rynku w zasadzie są te same, to jest tylko kwestia, dokąd trafiają i skąd będą brane.
To ja jeszcze na koniec tej części zapytam, powiedział pan o handlu, o prohibicji. Jest taka propozycja, żeby od 22 do 6 rano w całym kraju nie sprzedawać alkoholu, również na stacjach benzynowych. To jest w tej chwili praca rządu nad tą ustawą. Czy pan jest za taką ustawą?
Ukłon w stronę zorganizowanych grup przestępczych, które będą sobie z tym świetnie radziły, jak w czasach Al Capone w Stanach Zjednoczonych. To był tylko i wyłącznie ukłon w stronę tych, którzy nie szanują prawa i nie szanują tych zasad.
Czyli nie jest pan za tym?
Będzie zakwit handel poza legalnymi źródłami, w których można kupić alkohol. Myślę, że każde ograniczenie, każde zabranie wolności obywatelowi jest błędem i tak samo w przypadku tej ustawy to też jest błędne. Teraz zabraniamy picia alkoholu, niedługo zabronią jeżdżenia samochodami spalinowymi, a jeszcze za kilka lat zabronią nam jeść mięso i będziemy jeść te przysłowiowe kotlety z robaków.
Panie Tomaszu, to co pan mówi jest bardzo ciekawe, bo pan mówi o wolności, tylko czy ta wolność na przykład związana z alkoholem, że mogę kupić alkohol o każdej porze dnia i to również na stacji benzynowej, nie doprowadza do tego, że wolność wychodzi nam bokiem? Bo wolność to jest odpowiedzialność, natomiast ludzie, nie do końca wszyscy są odpowiedzialni. Proszę zobaczyć, ilu mamy kierowców, którzy są wiecznie pijani, łapani przez policję, zabierane są im prawa jazdy i kolejny raz wsiadają za kółko i piją. Społeczeństwo nasze jest rozpite.
Tak, ale uważa pani, że alkoholik, no bo inaczej człowieka, który wsiada za kierownicę na podwójnym gazie nie można nazwać, on sobie nie poradzi z brakiem dostępności alkoholu na stacji benzynowej?
Nie, oczywiście, że sobie poradzi. On sobie oczywiście, że poradzi, on sobie zrobi zapas na najbliższy tydzień.
Tylko wie pan, panie Tomaszu, były takie sytuacje również w Piotrkowie, że były miejsca, gdzie mieszkańcy osiedla Wyzwolenia nie mogli sobie dać rady z przygodnymi klientami, którzy po godzinie 22 w sklepach nocnych kupowali ten alkohol, od kiedy weszła u nas uchwała, że nie ma sprzedaży nocnej, jednak uspokoiło się. Inne większe miasta robią to samo. Kraków na przykład, w Sopocie i w Gdańsku myśli się coraz częściej o takich zakazach, bo jednak jakaś grupa nie ma tej dostępności, a bimber robiony był zawsze i będzie pewnie.
Ja na przykład, kiedy przyjedzie do mnie szwagier, też nie mam tej dostępności, a może chciałbym go dobrze ugościć, jak do mnie przyjedzie.
No dobrze, i przynajmniej jesteście zdrowsi, bo nie pijecie.
Jesteśmy zdrowsi, ale nikt nie mówi o tym, że mamy się upijać, tylko możemy spędzić miło czas. Akurat w domu nie mam zbyt dużo alkoholu, a na przykład przyjeżdża do mnie, chciałbym go ugościć, na trawienie coś postawić. Jest godzina 22.15, widzę, że jeszcze sklep przez 15 minut jest otwarty, jadę do niego i nikt mi nie chce sprzedać alkoholu. Jak będę wyglądał w oczach mojego szwagra? A jak będzie pan wyglądał, jak nie kupi pan makaronu i nie będzie pan mógł ugościć szwagra na przykład? A nie wiadomo, czy jak teraz zakazują alkoholu, czy niedługo nie zabronią jedzenia makaronu na przykład.
No tak, ale wie pan co, uważa pan, że wszystko to jest związane z tym, że człowiek powinien mieć tylko prawo, a gdzie są obowiązki? Do czego my dochodzimy? Proszę zobaczyć.
Ale to nie jest obowiązek, to jest zakaz. A teraz idziemy w społeczeństwo pełne zakazów. Mamy zakaz używania telefonów przez dzieci w szkole podstawowej.
Zły pomysł.
To jest akurat dobry pomysł.
A no widzi pan, czyli kolejny zakaz, który jednak... Ale ja jestem zwolennikiem zakazu picia alkoholu przez dzieci, jestem zwolennikiem zakazu picia napojów energetycznych przez dzieci, jestem zwolennikiem zakazu korzystania z telefonów komórkowych w szkołach przez dzieci, bo wtedy młody człowiek jest kształtowany na resztę życia. Ale nie jestem zwolennikiem zakazu picia alkoholu przez dorosłe osoby, bo jeśli będą chciały, to ten alkohol znajdą i często znajdą go gorszej jakości, który jeszcze wpłynie gorzej na ich zdrowie i życie.
To ja zapytam kolejną rzecz. Podoba się panu, kiedy przy kasie idziemy do kasy, a tam są całe regały alkoholu, właśnie w miejscu, w którym musimy chwilę postać. Czy to nie jest oburzające, że tak ładne butelki przyciągają wzrok i same się proszą? Czy wie pan, w innych krajach, nawet Unii Europejskiej, papierosy są pochowane, alkohol jest pochowany. Pan przytoczył Stany Zjednoczone. Stany Zjednoczone na przykład mają tylko miejsca, w których można kupić alkohol, nie ma w supermarkecie alkoholu, więc czy my nie idziemy za daleko z tą wolnością?
Myślę, że teraz nie wchodzimy w etap raczej myślenia o wolności, jeśli rozmawiamy o tym, w jaki sposób eksponowany jest alkohol w danym sklepie, to jest raczej polityka marketingowa danego sklepu i w jakiej on postawi. No ale powinna być zakazana albo nie, a to jest znowu zakaz. A myślę, że to raczej tu wchodzimy na jakieś moralne ustosunkowywanie się menedżerów wielkich sieci handlowych do tego, gdzie oni stawiają alkohol. Oczywiście, że wykorzystują pewnie według jakichś badań poszczególne rozmieszczenie poszczególnych produktów. W taki sam sposób są rozmieszczane chipsy, w taki sam sposób są napoje gazowane, obok chipsów. Wszystko jest tak zrobione, żeby ten proces przejścia przez sklep był jak najbardziej efektywny dla sprzedającego.
A panie Tomaszu, co jest panu najbliższe, bo tak pana troszkę poganiam, bo my za dużo nie mamy czasu, ale co jest panu najbliższe? Mówi pan, już wiem, że nie znosi pan zakazów, że wolność jest dla pana bardzo ważna. Co jeszcze jest ważne w tym, co pan na co dzień robi, co czuje, co wyznaje?
Dla mnie najważniejsze w tym momencie przede wszystkim jest to, żeby stworzyć w Polsce przestrzeń do tworzenia się nowych rodzin i rodzenia się dzieci.
A jak to zrobić?
Poprzez dostępność mieszkań, których aktualnie brakuje, bo tych mieszkań nie będzie brakowało za 10 lat, bo według wszystkich badań w Polsce będziemy mieć 3 miliony pustostanów i Polaków około 33?35 milionów, więc będziemy mieć dostępność do tych mieszkań za 10 lat. Tych mieszkań brakuje teraz. Jeśli teraz z tym nic nie zrobimy, to nasze państwo będzie wymierać i będziemy mieli ogromny problem nie tylko w społeczeństwie, ale też w gospodarce, bo to człowiek napędza gospodarkę, więc musimy jak najszybciej na rynek wprowadzić te mieszkania. Te mieszkania to jest jakiś jeden element.
Natomiast, proszę pana, po wojnie nie było mieszkań, po wojnie była bieda, dzieci się rodziły. To czy myśli pan, że to jest kwestia tylko dobrobytu, tylko mieszkania?
To nie jest kwestia tylko dobrobytu i tylko mieszkania, bo to jest oczywiście też zmiana mentalna wśród ludzi. Człowiek jest teraz bardziej wygodny i wiadomo, dziecko w jakiś sposób może wydawać się, że jest obciążeniem dla rodziny, ale myślę, że to też jest tylko takie złudne wrażenie. Myślę, że największym problemem mimo wszystko jest to, że młode rodziny, myślę, że w 50 procentach, nie mają gdzie rodzić te dzieci, wychowywać, bo albo mieszkają z rodzicami, albo mieszkają z rodzeństwem, albo mieszkają w 25-metrowym mieszkaniu.
Oczywiście, że był ten problem w komunie, choć wtedy mnie na świecie nie było, ale z uwagi na to, że?
Ale był wyż demograficzny, dzieci się rodziły. To dopiero w latach 80. zaczął się spadek. Po II wojnie światowej był ten boom demograficzny.
Teraz oczywiście każdy jest wygodniejszy, nasze społeczeństwo się bogaci. Mimo wszystko ja uważam też, byłem teraz na konferencji w Belwederze pod patronatem prezydenta Karola Nawrockiego właśnie odnośnie mieszkalnictwa, były pokazywane badania, że małżeństwa, młode małżeństwa decydują się na dziecko wtedy, kiedy mają zapewnioną stabilność mieszkaniową.
I jakbym mógł jeszcze dopowiedzieć, bo drugi ważny element, o który pani zapytała, co jest dla mnie jeszcze ważne, dla mnie też jest ważne, żeby zmienić mentalność Polski, bo na papierze jesteśmy dwudziestą gospodarką świata, a wśród społeczeństwa tego nie widać. Musimy uwierzyć w to, że jesteśmy silnym państwem. Nie widać, czy nie chcą ludzie mówić w ten sposób, nie wierzą albo wygodnie jest mówić, że jesteśmy biedni, bo trudno jest uwierzyć, że jesteśmy na dwudziestym miejscu, jeśli chodzi o gospodarkę. Ja nie jestem zwolennikiem tej tezy. Myślę, że powinniśmy bardziej postawić na własną samodzielność, nie powinniśmy zwracać uwagi na to, co obce mocarstwa czy obce państwa nam nakazują. Niestety tu minus jest w naszej klasie politycznej, bo polityk zachłyśnięty tym, że któryś z krajów, któraś z fundacji zagranicznych może mu przyspieszyć karierę i pomóc, z reguły coś potem chce w jakiś sposób się odwdzięczyć.
Panie Tomaszu, musimy kończyć. Ja myślę, że to nie jest ostatnia nasza rozmowa. Tomasz Bartosiak, związany ze środowiskiem Ruchu Narodowego oraz Konfederacji. Dziękujemy bardzo i mam nadzieję, że do zobaczenia.
Do zobaczenia. Do usłyszenia.