O Tym Się Mówi
•
13.10.2026
O tym się mówi, o tym się teraz mówi, o tym się mówi, mówi cały czas. O tym się mówi. Marcin Cecotka, witam państwa. Moim gościem jest Przemysław Winiarski, radny Piotrkowskiej Rady Miasta.
Dzień dobry.
Dzień dobry, panie redaktorze, dzień dobry państwu.
Głośno ostatnio o panu. Skąd to całe zamieszanie wokół pana jako radnego?
Panie redaktorze, o to pewnie należałoby spytać pana przewodniczącego.
Dlaczego?
Dlatego, że dobrze poinformowane wiewiórki w tym mieście i nie tylko mówią, że to on był właśnie sygnalistą w tej sprawie.
Ale w jakiej sprawie? Może wyjaśnimy naszym słuchaczom, bo nie sądzę, żeby wszyscy wiedzieli, o co chodziło tak dokładnie.
A chodzi o moją służbę publiczną, bo nie obawiam się tak tego nazwać, służbę publiczną dla miasta i mieszkańców. Służbę polegającą na współpracy z policją, a często również z prokuraturą w kwestii stwierdzania zgonów. Tych zgonów, których nie stwierdzają lekarze rodzinni, których nie stwierdza pogotowie, a które muszą stwierdzić powołani przez policję lekarze, dlatego że są to zgony takie, powiedzmy, niestandardowe, czyli w miejscach publicznych, w wyniku wypadków, w przypadkach podejrzenia działania przestępczego. Także są to takie zgony często na pograniczu, powiedzmy, czasami nawet z podejrzeniem jakiegoś przestępstwa.
Czyli w wielkim skrócie pan wykonuje odpłatne czynności na rzecz miasta i one dotyczą właśnie stwierdzania zgonów, wystawiania karty zgonu. Pan wystawiał takie faktury i wystawił na łączną kwotę prawie 20 tysięcy.
Panie redaktorze, kwota jest niewątpliwie dużo większa, dlatego że... To działanie odbywa się od kilkunastu lat. To działanie zostało tak skonstruowane przez ówczesne władze miasta, przez prawników i księgowych za tamtych czasów. Nie muszę dodawać, że zostało, jak rozumiem, zaakceptowane przez dzisiejsze władze miasta, bo przecież tam podobno są osoby kompetentne.
W Radzie Miasta, tak?
Nie, no w Radzie Miasta również pan przewodniczący jest znawcą prawa samorządowego, a pan przewodniczący, czyli pan Mariusz Staszek, jest osobą świetnie poinformowaną, ponieważ po pierwsze w poprzednich kadencjach doskonale o tym wiedział, na jakiej zasadzie się to odbywa. Po drugie, jeszcze niedawno był, przypomnę, szeregowym pionkiem w powiecie, który akurat za zorganizowanie podobnej służby dla powiatu na wzór miasta odpowiadał i dokładnie na wzór miasta to wszystko zorganizował, także był osobą świetnie poinformowaną co do każdego szczegółu. Przypomnę, że od początku tej kadencji jest również przewodniczącym Rady Miasta i to on powinien czuwać.
Ale pan od kiedy te usługi świadczy na rzecz miasta?
Od kilkunastu lat.
Czy to jest zgodne z prawem, że radny świadczy usługi na rzecz miasta?
Panie redaktorze, tu pojawiają się konsekwencje, ponieważ jest sformułowanie na temat działalności gospodarczej na majątku miasta. Mi prawnicy swego czasu mówili, że zmarli mieszkańcy nie są majątkiem miasta i ja tak to przyjąłem. Natomiast interpretacje są różne. Bardzo często interpretacje są takie, że radny nie powinien być wynagradzany w ramach działalności gospodarczej, co w ogóle jest jakimś, że tak powiem, dziwną konstrukcją, ale nie o tym dzisiaj mowa. Natomiast pan przewodniczący był świetnie od samego początku.
No tak, ale dlaczego cały czas uparcie wraca pan do postaci przewodniczącego Mariusza Staszka i nawet twierdzi, że to właśnie on poinformował wojewodę o tej sytuacji?
Panie redaktorze, ja z tą sytuacją się w ogóle nigdy nie kryłem. Za wykonaną służbę każdą należy się zapłata. Tak miasto to skonstruowało. Ja faktury w świetle reflektorów dostarczałem do biura obsługi mieszkańców i ja nie widzę w tym absolutnie nic złego.
A radni? Czy radni widzą coś złego?
Nie wiem, bo radni nie zajęli stanowiska.
I pan powiedział, że przyjęli taką postawę Piłata.
Dokładnie. To znaczy była postawa Piłata, była w moim przekonaniu zainspirowana przez ? znowu wracamy do postaci pana przewodniczącego, jestem o tym święcie przekonany. Niektórzy radni zagłosowali za zdjęciem tego punktu, jestem przekonany, w dobrej wierze, a niektórzy absolutnie przyjęli postawę Piłata, umyli ręce, dlatego że nie chcieli przy okazji rozmawiać o paru innych rzeczach, które to rzeczy by wyniknęły.
Ponieważ, panie redaktorze, spójrzmy na sprawy szerzej. Kto uwił sobie lukratywną posadkę w miejskiej spółce?
No powszechnie wiadomo, że właśnie pan Mariusz Staszek, nie mając żadnych kompetencji do sprawowania takiej funkcji.
Ale o której funkcji pan teraz mówi?
Mówimy o funkcji specjalisty od spraw cyberbezpieczeństwa w miejskich wodociągach i kanalizacji.
Skąd pan wie, że nie było żadnych uprawnień?
Znam pana Mariusza Staszka od dawna i wiem, że nie ma kompetencji przede wszystkim, czy uprawnień, czy nieuprawnień, jakie tam są formalne wymogi, jakie on papiery gdziekolwiek uzyskał, tego do końca nie wiem. Natomiast wiem, że nie jest osobą kompetentną w tym miejscu i przede wszystkim zostało to stanowisko stworzone pod niego.
Czy to jest osobna sprawa?
No nie, bo rozmawiajmy o celu tych przepisów.
Cel tych przepisów?
No przepisów ograniczających możliwości działania gospodarczej czy szerzej pracy na rzecz miasta. Czy radny wykonujący służbę publiczną i z miejskich pieniędzy za to wynagradzany, podkreślę, bez preferencji, ponieważ razem ze mną tę funkcję sprawuje w mieście jeszcze dwóch doświadczonych lekarzy, ponieważ tę pracę muszą wykonywać lekarze doświadczeni. To jest praca, to jest służba ryzykowna, służba często w dziwnych godzinach.
No skoro się, ale kto takie prawo ustanowił?
No kto ustanawia w Polsce prawo? No nie no, w Polsce ustanawia prawo, jak rozumiem, parlament.
No właśnie. No więc prawo jest ułomne, natomiast jest coś takiego: prawo powinno być twarde, ale powinno być mądre. Ale nie zawsze jest. Dura lex, sed lex. Natomiast prawo czasami jest głupie. W tym przypadku mamy do czynienia z głupim prawem, ponieważ cel, który jakby temu prawu służy, nie zostaje osiągnięty, a tym celem jest zapobieganie zjawiskom korupcyjnym.
A takie pojawiły się, takie głosy, prawda, że cała ta sprawa ma podłoże takie korupcjogenne.
Tak, panie redaktorze, tylko oceńmy to obiektywnie. Czy ktoś, kto tworzy dla siebie stanowisko dobrze opłacane w miejskiej spółce i mimo że formalnie nie zarządza tą spółką, pełni tam jednak stanowisko kierownicze i mówi się, że jest takim, bym powiedział, cichym szefem w tej spółce. Czy ktoś taki nie wkracza w obszar, no powiedzmy, takiego półcienia, jeżeli chodzi o sprawy korupcyjne? Przecież to konkretnie dla niego zostało to stanowisko stworzone i pod niego.
To nie jest zresztą... No to żeby nie było tak tylko o panu przewodniczącym.
No to popatrzmy na inne zjawiska w naszym mieście.
Popatrzymy, popatrzymy, oczywiście. Ale popatrzmy.
No proszę bardzo. Proszę mi pozwolić o tym powiedzieć. Mianowicie chociażby stanowisko polityczne koordynatora WMZK. Tam, zanim został przez Radę zaakceptowany, bo w przypadku pana Mariusza Staszka ja sobie konkursu nie przypominam, to chyba się odbyło bez konkursu. Natomiast w przypadku koordynatora WMZK został skonstruowany konkurs, a zanim ten konkurs został zaakceptowany przez radnych, znane było i wygłoszone zresztą przez radną Mazur, zanim pan przewodniczący zdążył jej wyłączyć mikrofon, nazwisko obecnie pełniącego funkcję koordynatora.
No tak, z panem Jabłońskim rozmawialiśmy i on powiedział, że był konkurs, on się zgłosił jako jedyny, więc wygrał.
Widzę, że pan ma jakieś wątpliwości co do konkursu, tak?
Oczywiście, że mam wątpliwości, bo jeżeli się konkurs organizuje pod określoną kandydaturę, to należy powiedzieć, że jest to konkurs ustawiony.
Ale rozmawialiśmy na ten temat i pan Jabłoński powiedział, że był konkurs ogłoszony, tylko on się zgłosił, więc wygrał.
O, panie redaktorze, uszyte grubymi nićmi.
Podobnie, no powiedzmy sobie szczerze, rodzina na swoim w naszym mieście.
Jaka rodzina?
No przykład, na przykład stanowisko inżyniera miasta. Co się w naszym mieście pozytywnego, wskutek stworzenia takiego stanowiska, zadziało poza... za rozmyciem kompetencji. Ja tego nie widzę. Natomiast spójrzmy, kto jest inżynierem miasta. Pan Adam Bak. Inżynierem miasta jest pan Adam Bak, który ma związki rodzinne, nie do końca znane mi precyzyjnie, czy to jest szwagier, czy przyżywany szwagier, brat czy szwagier, jednakowoż rodzina obecnego prezydenta miasta.
Ale pan Adam Bak nie jest fachowcem, pana zdaniem?
Moim zdaniem w bardzo wielu kwestiach mija się z prawdą, nie potrafi przyznać się do błędów. Przykład: oznakowanie przejść dla pieszych znakami dla niewidomych na nowo oddanej inwestycji ulicy Rakowskiej-Wolborskiej. Zwracałem uwagę, że oznakowanie jest błędne. Pan Adam Bak szedł w zaparte, powoływał się na przykład Łodzi, gdzie był jakimś pracownikiem w służbach drogowych i podobno było to rozwiązanie na poziomie europejskim. Wczoraj, wracając z pracy, zauważyłem, że po cichutku zostało to rozwiązanie zmienione na to, o którym mówiłem ja.
Ale nie potrafi przyznać się do błędu.
Nie potrafi przyznać się do błędu, ponieważ publicznie mnie odsądza od czci i wiary, natomiast po cichu, za miesiąc czy dwa, to jest szersza polityka w tym mieście, dotycząca również szerzej pojętych władz miasta.
No dobrze, panie radny, żeby zakończyć pana sprawę, pana kwestię, to co będzie z panem dalej? Do kiedy pan będzie mógł pełnić mandat radnego Piotrkowskiej Rady Miasta?
Panie redaktorze, powiem tak: ja mam w życiu wiele rzeczy do zrobienia. Ja mam absorbującą pracę, mam wspaniałą rodzinę, której poświęcam za mało czasu, także ja sobie z czasem poradzę. Oczywiście chciałbym dalej służyć mieszkańcom i dlatego całą ścieżkę odwoławczą, która jest w tym przypadku przewidziana, przejdę.
Czyli dalej co będzie?
Ponieważ uważam, że z moralnego punktu widzenia to ja mam rację, a nie pan Mariusz... Mariusz Staszek, ani nawet nie wojewoda. Sądzę, że zainspirowany przez pana Mariusza Staszka. Co dalej będzie, nie wiem. No prawdopodobnie wojewoda wyda zarządzenie zastępcze, od którego ja się z pewnością odwołam.
Czyli to jeszcze trochę potrwa.
To jeszcze trochę potrwa. Panie redaktorze, są takie wyroki i są takie stanowiska, które mówią, że nie ma absolutnego zakazu, jeżeli chodzi o wystawienie przez radnego w swojej gminie faktury. Muszą być spełnione pewne warunki. Mianowicie taki radny nie może działać na zasadzie uprzywilejowanej, czyli nie może otrzymywać większego wynagrodzenia niż inni wykonujący podobną funkcję, czyli nie może w sposób uprzywilejowany być do spełnienia tej funkcji wyznaczony.
O jakim uprzywilejowaniu tutaj możemy mówić, jeżeli spośród kilkudziesięciu lekarzy w naszym mieście trzech lekarzy od lat zgadza się pełnić tę służbę.
Panie radny, będziemy powoli kończyć, ale jeszcze chciałbym zapytać o jedną rzecz, ponieważ sytuacja w Radzie Miasta jest jaka jest. Mówi się, że te wasze obrady często są burzliwe, ale niektórzy z pana byłych kolegów, koleżanek zmienili zdanie, jakbym to powiedział, w kwestii opozycyjności, to znaczy już nie są w opozycji w stosunku do urzędującego prezydenta. Czy może zna pan powody?
Bardzo się cieszę, panie redaktorze, że pan ten temat poruszył, ponieważ uważam, że wzięli te trzydzieści srebrników przysłowiowych.
Jakie są na to dowody?
Panie redaktorze, wszystkie są przesłanki, a tymi przesłankami jest to, że wszyscy ci moi koledzy, którzy zmienili barwy klubowe w imię szczytnych celów... współpracy z prezydentem dla budowy miasta i tak dalej, i tak dalej, wszyscy oni są w taki czy inny sposób związani finansowo z miastem. Część z tych kolegów pracuje w OSiR, część pracuje w OSiR-ze, część ma bliskich, którzy pracują w OSiR-ze. Ten pan, o którym mówimy, już wcześniej pracował.
No to co z tego, że pracował?
Ale można sobie wyobrazić różne formy uprzywilejowania wiążące się z pracą w OSiR-ze. Można pracować na takim obiekcie, można pracować na innym, można mieć... Panie redaktorze, można mieć mniej nadgodzin, można mieć więcej nadgodzin.
Ale to naprawdę, panie radny, na koniec...
Ja widzę takie motywacje, ponieważ nie widzę żadnej konkretnej pracy na rzecz miasta. Ale może są inne motywacje. Nie chcą ci ludzie sypać piachu w szprychy...
Panie redaktorze, uważam, że mądra opozycja jest potrzebna, a mądra władza potrzebuje opozycji i potrzebuje słuchać głosu opozycji.
To naprawdę na koniec, czy bierze pan pod uwagę start w wyborach na prezydenta Piotrkowa?
Nie, panie redaktorze. Ja znam swoje miejsce w szeregu. Ja też. Uważam, że moje miejsce jest przy pacjencie, moje miejsce jest przy chorym. Jednocześnie uważam, że w polityce trzeba mieć określone kompetencje, których uważam, że ja nie mam.
Uważam jeszcze, panie redaktorze, pozwolę sobie to jeszcze na koniec powiedzieć, że takiej osoby, która w przyszłości taką funkcję w naszym mieście mogłaby pełnić i byłoby, w cudzysłowie, dla obecnej władzy zagrożenie, że taką funkcję może pełnić, to jest pani, była wiceprezydentka Krystyna Czechowska, o której uważam, że to była grubymi nićmi uszyta intryga. Danie jej stanowiska wiceprezydenta po to, żeby zrzekła się funkcji radnego, a potem odsunięcie jej z funkcji wiceprezydenta. Jest to mistrzowskie zagranie pana Staszka i być może jeszcze innych luminarzy, które spowodowało, że pozbyli się politycznego konkurenta na miarę przyszłego, prawdziwego... prezydenta naszego miasta, nie obecnego prezydenta, nad którym spuśćmy już dzisiaj zasłonę milczenia.
I zakończmy tę rozmowę. Dziękuję bardzo.
Przemysław Winiarski, radny Piotrkowskiej Rady Miasta, był z nami.
Dziękuję serdecznie.
Dziękuję, panie redaktorze, dziękuję państwu.