O Tym Się Mówi
•
17.09.2026
O tym się mówi, o tym się teraz mówi, o tym się mówi, mówi cały czas. Beata Hołubowicz-Stachaczyk, a to jest O Tym Się Mówi. Zapraszamy wszystkich Państwa bardzo serdecznie.
W studiu Strefy FM Piotrków kapitan Adam Romas, członek zespołu prasowego Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej.
To jest pokłosie tego, że wczoraj miałam pana kapitana Państwowej Straży Pożarnej w Piotrkowie. Dzień dobry, panie kapitanie.
Dzień dobry, pani redaktor, dzień dobry państwu.
Panie kapitanie, niedawno skończyły się wakacje. Myśmy od tego czasu nie mieli okazji ze sobą rozmawiać. Jakie to były wakacje dla was, dla tych, którzy pracują na okrągło i na okrągło jeżdżą do różnych wydarzeń i zdarzeń?
Jeżeli chodzi o podsumowanie sezonu wakacyjnego, to jest ono całkiem udane, ze względu na to, że nie mieliśmy żadnego wypadku śmiertelnego związanego z udziałem ludzi na akwenach wodnych. Były drobne incydenty związane z zwiększeniem się na przykład intensywności wiatru lub deszczu, ale one nie wynikały, nie zagrażały bezpośrednio życiu ludzi.
Czyli przepraszam, panie kapitanie, nikt nie utonął tu na tym terenie?
Na naszym rejonie absolutnie nie było żadnego zgonu, więc można to uznać za pewien rodzaj sukcesu.
Natomiast pomagaliście ludziom, którzy na przykład wsiedli na łódkę, żaglówkę i wiatr mocno wiał i przewróciła się taka żaglówka?
Przewróciła się, ewentualnie zdarzały się sytuacje, że ludzie utknęli na jakiejś wyspie i trzeba było ich stamtąd ewakuować. Zdarzały się przewrócenia, właśnie tak jak pani redaktor mówi, łódek i ewentualne poszukiwania ludzi. Ale nie było nigdy sytuacji w tym roku, aby w naszym rejonie doszło do śmiertelnego wypadku na akwenach wodnych.
No to jest bardzo optymistyczna wiadomość. Natomiast jeśli chodzi o takie pożary typowe, na przykład traw, bo wiem, że parę razy musieliście jechać do palących się łąk. Czy dużo było tego w stosunku do ubiegłych lat?
Nie, ten rok nie odbiega w znaczącym stopniu od lat ubiegłych. Mamy te podobne zdarzenia, cały czas walczymy oczywiście. Powoli rozpoczyna się sezon grzewczy, tak więc teraz będziemy się nastawiać na pożary sadzy w kominach. Natomiast jeżeli chodzi jeszcze o takie podsumowanie sezonu letniego, to nawet możemy powiedzieć, że zanotowaliśmy do tej pory mniejszą liczbę pożarów względem roku poprzedniego.
Myśli pan, że to jest edukacja ludzi, bo często te podpalenia traw, jak właśnie powiedziałam podpalenia, wynikają z czynnika ludzkiego, a nie dlatego, że sama trawa się zapaliła. Czy myśli pan, że ta edukacja, żeby nie podpalać trawy, nie wypalać tych łąk, daje rezultaty?
Zgadza się, jest prowadzona taka edukacja w społeczeństwie, aby możliwie ograniczyć takie podpalenia. W mojej ocenie ta edukacja przynosi pozytywne skutki i między innymi zmniejszająca się liczba pożarów może świadczyć o właśnie tak skutecznej edukacji.
Czy było inne wydarzenie, które utkwiło panu czy jednostce w pamięci? Czy to były takie na szczęście stereotypowe wydarzenia?
Myślę, że ten rok był taki standardowy. Oczywiście ostatnie wydarzenia związane na przykład z wypadkiem śmiertelnym na DK91, rzeczywiście to jest w ostatnim czasie takie bardzo głośne, powiedziałbym, zdarzenie. I wstrząsające, młodzi ludzie w sumie. Niestety tak, niestety nie udało się uratować człowieka.
No właśnie, państwo często są pierwsi na miejscu zdarzenia i to wy zaczynacie tę akcję ratunkową, bo kiedyś bardziej straż pożarna kojarzyła się, przyjeżdżała, gasiła ogień, no, cięła na przykład samochód, żeby zakleszczonych, poszkodowanych wydobyć z tych samochodów. Dzisiaj państwo jeszcze bardzo szybko udzielają pomocy. To się chyba zmieniło właśnie przez przeszkolenia, przez to, że jesteście pierwsi na miejscu zdarzenia.
Zgadza się, dzisiaj strażak nie zajmuje się tylko i wyłącznie? łącznie pożarami, czy tak jak pani redaktor zauważyła, również wypadkami. Każdy ze strażaków ma ukończony kwalifikowany kurs pierwszej pomocy. Na samochodach jeżdżą odpowiednie wyposażenia medyczne w postaci na przykład torby R1, które są odpowiednio wyposażone, żeby móc poradzić sobie z jakimiś podstawowymi zadaniami medycznymi, które mogą nam się przydarzyć na wypadkach. Natomiast trzeba pamiętać, że nie jesteśmy typowo ratownikami medycznymi i w momencie, kiedy nie ma tej karetki na miejscu zdarzenia, my oczywiście będziemy robić to, co możemy, to, co w naszej mocy. Natomiast po przyjeździe zespołu PRM-u będziemy raczej delegować im te zadania, a sami zajmiemy się właściwymi dla naszej formacji zadaniami.
Ale czasem to są sekundy, minuty, które decydują o tym, że jeżeli państwo zaczną reanimację na przykład, to jest szansa na to, że te czynności życiowe zostaną przywrócone.
Czy często właśnie musicie pomagać, bo jednak dojazd pozostałych służb jest uzależniony od wielu innych czynników?
To, pani redaktor, na chwilkę zmienię temat, ponieważ jeżeli chodzi o takie pomaganie w medyce, to oczywiście zgadza się, w wypadkach to ma miejsce, ale często też pojawiają się sytuacje, w których jedziemy do zdarzenia, ponieważ czas dojazdu zespołu ratownictwa medycznego jest znacząco, znacząco przekroczony i na przykład jest karetka zajęta i to my musimy udzielać tę pomoc przez na przykład 10 czy 15 minut. To takie zdarzenia rzeczywiście się zdarzają.
No były chyba, przepraszam, takie sytuacje zimą, kiedy nagle złapał lód, chodniki były bardzo oblodzone, mróz złapał, jak to się potocznie mówi, i wiem, że karetek brakowało, było dużo kontuzji i państwo jeździli do poszkodowanych.
Zgadza się. W takim wypadku my staramy się możliwie skutecznie zastępować te PRM-y. To są bardzo poważne wydarzenia, bo to jest życie i zdrowie ludzkie.
Czy zdarza się, że jeszcze zdejmujecie koty z drzew, balkonów i gdzieś innych takich dużych, no nie wiem, miejsc? miejsc wysokich, gdzie te koty utknęły, czy już dzisiaj to raczej się nie zdarza?
Myślę, że zdarza się to coraz rzadziej, natomiast tak raz na jakiś czas pojawiają się takie zdarzenia, gdzie trzeba pojechać, ściągnąć jakieś zwierzę, które utknęło na wysokiej gałęzi, w jakiejś instalacji przy dachowej i tak je się ratuje.
Kiedyś pamiętam, kiedy tutaj jeden z panów strażaków powiedział, że nigdy nie znaleźliście szkieleta na drzewie, to znaczy, że koty w końcu prędzej czy później jakoś sobie poradzą. Czy to prawda?
Większość kotów jest sobie w stanie poradzić i wiele z tych naszych interwencji, wiele z tych naszych zgłoszeń, które trafiają, są po prostu wynikiem troski ludzi. Zdarzają się także sytuacje, w których strażacy podjeżdżają pod jakieś okno, pod jakieś drzewo i to zwierzę samo ucieka w innym kierunku, tak.
Ale to też znaczy, że byliście skuteczni. Można tak to uznać. Wiem też, że nie wiem, czy akurat wasza jednostka, ale zdarzają się takie sytuacje, kiedy większe zwierzę wpadnie do jakiegoś zbiornika czy zaczyna tonąć i państwo też pomagają uratować takie zwierzaki. Były tutaj na terenie naszej jednostki takie sytuacje, czy to raczej ogólnopolskie?
Zdarzały się takie sytuacje, w których na przykład mały szczeniak utknął w studzience kanalizacyjnej i wtedy też Państwowa Straż Pożarna z Pyskowic próbowała go ewakuować.
Panie kapitanie, wracając do tego, co jest też bardzo ważne, to powiedział pan, że przygotowujecie się na zdarzenia związane na przykład z pożarami sadzy w kominach, czyli zbliża się sezon grzewczy, to nie tylko te pożary, ale również wyjazdy niestety do czadu, do zaczadzonych ludzi. To się zdarza co roku. Jak to wygląda na co dzień? Czy jest tego coraz mniej, czy niestety ciągle jest tyle samo mniej więcej?
Na ten moment jesteśmy w trakcie przygotowań do tego sezonu, natomiast ilość tych zdarzeń jest porównywalna. Tutaj chciałbym zaznaczyć, że w zasadzie ten sezon można uznać już za rozpoczęty. Już mieliśmy pierwsze zdarzenia związane z pożarami sadzy w kominie, ale tutaj, pani redaktor, zwróćcie uwagę, to nie jest tylko ta sadza w kominie, również te zaczadzenia, czyli zatrucia, podtrucia tlenkiem węgla. Tutaj bardzo dużą uwagę chciałbym nacisnąć w kierunku rozporządzenia MSWiA w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, które zakłada, że od 1 stycznia 2030 roku w każdym domu będzie musiała być zainstalowana czujka dymu, a w sytuacji, kiedy mamy jeszcze prowadzony proces spalania, na przykład mamy kocioł gazowy, mamy kominek, należy w tym pomieszczeniu także zainstalować czujkę czadu. I to będzie obowiązkowe od 1 stycznia 2030 roku.
Trzy lata raptem i to zleci nie wiadomo kiedy.
Dokładnie tak. To obostrzenia już wchodzą w przypadku innych obiektów, na przykład pokoje hotelowe, natomiast ta data 1 stycznia 2030 roku jest dla nas, dla mieszkańców, bardzo istotna, ponieważ to wtedy my wszyscy będziemy musieli się uzbroić w takie czujki.
No ale, panie kapitanie, taka czujka kosztuje około 100 złotych, więc nie jest to wydatek bardzo duży, biorąc pod uwagę, że można uratować życie i zdrowie i może zamiast czekać jeszcze trzech lat, kiedy państwo już będą egzekwowali zgodnie z prawem, może warto zamieścić taką czujkę w mieszkaniu, w pomieszczeniu, gdzie przebywamy, bo jak pan wie z własnego doświadczenia, może się to skończyć źle.
Oczywiście, że tak. Pani redaktor, należy zwrócić uwagę, że pożary, które pamiętają nasi ojcowie czy nasi dziadkowie, kiedy ten pożar rozwijał się przez 10, 15, 20 minut, to już jest dzisiaj pieśń przeszłości. Dzisiaj w przypadku pomieszczeń, w których mamy bardzo dużo materiałów syntetycznych, pożar potrafi wejść w stan rozgorzenia już po 3?4 minutach. Minutach. Czyli właściwie nie ma czasu na ucieczkę. Czyli w zasadzie potrzebujemy systemu, który bardzo szybko potrafiłby nas poinformować o tym, że rzeczywiście ten stan zagrożenia jest. I właśnie dlatego, między innymi dlatego, ten wymóg czujek zostanie wprowadzony.
Panie kapitanie, pan należy do specjalnej grupy. Co to jest za grupa?
Tak, zgadza się. Zapewne pani redaktor ma na myśli moduł GFFF Łódź. Jest to moduł przeznaczony do gaszenia pożarów lasów bez użycia pojazdów. I to moduł, który znajduje się w siedmiu miejscach w Polsce, to jest siedem miast. I w ramach tych modułów będą prowadzone misje zagraniczne, głównie zagraniczne.
Pan był w Hiszpanii.
Zgadza się. Pomagał pan przy tych strasznych pożarach, których nie można było opanować. To są jakieś pewnie specjalne przeszkolenia, bo tak jak pan powiedział, to nie jest tak, że wchodzimy w żywioł i sobie dajemy radę. To jest bardzo trudna praca. Co trzeba spełnić, jakie trzeba warunki spełnić, żeby znaleźć się w takiej specjalnej grupie?
No rzeczywiście, żeby dostać się do takiej grupy nie jest łatwo. Natomiast pierwszym, najważniejszym aspektem jest to, że trzeba być członkiem Państwowej Straży Pożarnej, trzeba być funkcjonariuszem Państwowej Straży Pożarnej. No ale jest dużo strażaków, a to pan jest w tej grupie specjalnej.
Tak, był organizowany nabór, ponieważ trzeba zaznaczyć na początku, że ten moduł łódzki funkcjonuje tak naprawdę od poprzedniego roku, od 2021 roku, więc nie mieliśmy jeszcze naborów uzupełniających. Wszyscy, którzy są w module, są z pierwszego naboru. Natomiast nabór wyglądał w ten sposób, że braliśmy ludzi z poszczególnych komend, też należało rozlokować odpowiednio, aby nie osłabić zbytnio w przypadku jakiejś dyspozycji konkretnego rejonu. I zostali wyznaczeni funkcjonariusze przez dowódców jednostek, którzy następnie byli oceniani przez specjalną komisję złożoną między innymi z funkcjonariuszy, którzy już wyjeżdżali, którzy znają... znają tę specyfikę oraz z na przykład psychologa.
No właśnie, bo chyba ta druga rzecz, ta druga część, odporność na to, co się dzieje dookoła, jest bardzo ważna. Radzenie sobie w sytuacjach kryzysowych. Ile pan był w Hiszpanii, panie kapitanie?
Dziesięć dni.
Dziesięć dni. Przez dziesięć dni pan brał udział w gaszeniu pożaru.
Tak, tylko trzeba zaznaczyć, że ja pełniłem funkcję oficera łącznikowego, czyli nie byłem takim strażakiem liniowym, tylko pełniłem raczej funkcję, można powiedzieć, biurową. No ale niemniej jednak koordynacja tych biurowych spraw jest czasami, bywa ważniejsza od tego, gdzie jest się na linii, bo jeśli nie ma tej współpracy, to nie będzie też efektów.
Jakie przeżycia panu towarzyszyły? Widział pan to wszystko w zasadzie własnymi oczami.
No na pewno skala pożarów, które występują w Hiszpanii, ukształtowanie terenu jest zupełnie, zupełnie inne. Człowiek tak naprawdę po wyjeździe do takiej Hiszpanii zdaje sobie sprawę, że te nasze pożary zlokalizowane na nizinie środkowoeuropejskiej są stosunkowo płaskie, można powiedzieć, nie mamy zbyt wielu gór. Czyli w górach ten pożar jest dużo, dużo bardziej poważny. Jest dużo trudniejszy do opanowania pod kątem tego, że ten teren nie umożliwia wejścia bardzo często ciężkiego sprzętu, który mógłby znacząco, znacząco ułatwić tą pracę. Dodatkowo klimat też, nie oszukujmy się, jest... No było bardzo gorąco.
Jak wy to znosiliście?
Niestety trzeba było pić dużo wody, ale praca musiała zostać wykonana, więc jest to po prostu pewien dyskomfort, na który trzeba się zgodzić, trzeba się z tym pogodzić.
Po takim zdarzeniu miał pan wątpliwości, czy dobrze pan zrobił trafiając do takiej grupy? Czy utwierdził się pan w tym, że jednak jest niezbędna ta pomoc ludzka i robi pan to, co pan chciał robić?
Zdecydowanie się utwierdziłem w tym, co myślałem, czyli to, że te moduły są jak najbardziej potrzebne. Mówimy tutaj o pożarach... pożarach ogromnej, ogromnej skali, wielokrotnie większe aniżeli nasze historycznie największe pożary, więc trudno powiedzieć, że jakiś kraj może się przygotować na pożar rzędu sześćdziesięciu tysięcy hektarów. To jest ogromna, ogromna połać terenu i ta pomoc w ramach unijnego mechanizmu ochrony ludności uważam, że jest naprawdę, naprawdę świetnym pomysłem.
Tutaj pan mówi o tym takim służbowym spojrzeniu, natomiast takie ludzkie, przecież tam widział pan na pewno mnóstwo tragedii, wypalone całe połacie, to przecież całe miasta były narażone na to, ludzie byli ewakuowani. To chyba trauma taka dosyć poważna.
No zgadza się. W przypadku Hiszpanii mieliśmy też sytuacje, które bezpośrednio zagrażały zabudowaniom ludzkim. Ludzie w pewnych rejonach musieli zostać ewakuowani po to, aby w razie nadejścia tego pożaru nie było zagrożenia życia dla nich. Byli zdyscyplinowani? Większość tak, większość tak. My co prawda nie uczestniczyliśmy w ewakuacji żadnych ludzi, żadnego mienia, my byliśmy odpowiedzialni za pracę na liniach, natomiast słyszałem, że były takie sytuacje, w których rzeczywiście trzeba było ewakuować. Plus do tego było widać ślady na tych budynkach, gdzie często pożar zatrzymywał się na budynkach, pożar zatrzymywał się na ogrodzeniach, czasami wchodził na wewnątrz posesji. Widok naprawdę straszny, chyba nie do spotkania zbyt często na terenach Polski. I oby na terenach Polski tego nie było.
Kapitan Adam Romas, członek Zespołu Prasowego Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej. Ja nie wiem, dzisiaj w Piotrkowie wyjątkowo nie mogę zapamiętać tej nazwy. Dziękujemy bardzo i do usłyszenia, i do zobaczenia.
Dziękuję również.