Ale To Już Było
•
18.08.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było. Dzisiaj w tym miejscu trudno szukać wielkiego sportu czy kultury. Mamy handel, a przecież stadion, kiedyś zwany 35-lecia PRL przy ulicy Dmowskiego, był jedną z najważniejszych aren sportowo-kulturalnych Piotrkowa Trybunalskiego.
Mieścił tysiące kibiców, rozgrywano tutaj finały Pucharu Polski, Superpuchar, grała reprezentacja olimpijska. Stadion był też areną centralnych dożynek 1979 roku czy Śmigłowcowych Mistrzostw Świata z 1981 roku.
Do tego grona wydarzeń kulturalnych: wielkich koncertów Dżemu, Rezerwatu czy Lady Pank w 1982 roku. O tych wydarzeniach mówiliśmy już w programie Ale to już było, a archiwalne audycje można znaleźć na stronie Strefy FM w zakładce Podcasty.
Stadion był więc ważnym kulturalno-sportowym centrum miasta, jednak do czasu. Dziś spróbujemy może rozwiać troszeczkę mitów, może przypomnieć, ale przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie, które w Piotrkowie powraca od lat: czy miasto mogło uratować stadion Piomy?
Przenieśmy się do połowy szalonych lat 90. Stadion nie należał wówczas do miasta, był częścią majątku Fabryki Maszyn Górniczych Pioma. Transformacja gospodarcza coraz mocniej dawała się we znaki wielkim zakładom. Pioma również miała problemy finansowe i, jak wspomina ówczesny prezydent Piotrkowa Michał Rżanek, zalegała miastu z podatkiem od nieruchomości.
Wtedy pojawił się pomysł: może zamiast części należności miasto przejmie sam stadion. W pewnym momencie, ale to już jest druga kadencja, czyli to już jest po 1994 roku, Pioma zalegała do miasta, do budżetu miasta z podatkiem od nieruchomości. Padła propozycja, żeby miasto przejęło ten stadion, między innymi za umorzenie tych podatków, ale nie tylko. Przypominam, że budżet wówczas był praktycznie na styk. Myśmy nie zadłużali miasta. Dzisiaj łatwo powiedzieć: trzeba było brać, tyle że przejęcie stadionu oznaczało również przejęcie kosztów.
Obok znajdowała się hala, która według prezydenta Rżanka była już w... już w takim stanie, że pojawiały się problemy związane z przepisami przeciwpożarowymi, a sama sprawa stadionu nie została też rozstrzygnięta po prostu jedną decyzją prezydenta. Były zdania podzielone, czy przejmować stadion, czy nie. Tym bardziej, że w ramach tego kompleksu była też taka hala sportowa, która praktycznie była już do wyłączenia ze względu na przepisy przeciwpożarowe związane z wyłożeniem tam boazerią i tak dalej, i tak dalej.
Decyzję podjęli radni, czy przejąć, czy nie. Ta decyzja była procedowana czy przygotowywana prawie rok czasu. Były dwie sesje poświęcone temu. Były komisje, które chodziły, oglądały ten obiekt. I dochodzimy do momentu kluczowego. Rada miasta głosuje nad przyszłością stadionu.
Z relacji Michała Rżanka wynika, że część radnych związanych zawodowo z Piomą nie uczestniczyła w głosowaniu. Chętnych radnych do przyjęcia przez miasto obiektu nie było. Stadion pozostaje więc własnością Piomy i wtedy pojawia się przedsiębiorca pochodzący z Piotrkowa, Antoni Ptak. Ma pomysł na futbol. Do Piotrkowa mają przyjechać młodzi brazylijscy piłkarze, ma powstać szkółka piłkarska.
W 1996 roku Antoni Ptak kupuje stadion. Chciał tu w Piotrkowie urządzić taką szkółkę brazylijską, ściągać tu młodych piłkarzy. I on zaproponował, ale zanim zaproponował to Piomie, to myśmy podjęli tę decyzję jako rada, że nie podejmujemy, nie przejmujemy stadionu. I dalszy ciąg to już była sprawa właśnie tego przedsiębiorcy i Piomy. Oni tam dokonywali transakcji i on rzeczywiście sprowadził tu tych piłkarzy, tam przez jakiś czas to funkcjonowało. I to jest bardzo ważne. Odmowa przejęcia stadionu przez miasto nie oznaczała jeszcze jego likwidacji.
Antoni Ptak inwestował w piłkę. Piotrcovia grała na stadionie, a później awansowała nawet na zaplecze Ekstraklasy. Prawdziwie brzemienna w skutki decyzja przyszła kilka lat później.
W 1999 roku, już za prezydentury Andrzeja Pola, Rada Miasta zmieniła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla kompleksu Piotrkowi Ptak. Na terenie sportowym dopuszczono działalność usługowo-handlową. Michał Rżanek nie był wtedy prezydentem, był jednak radnym i uczestniczył w głosowaniu.
Po latach zapamiętał przede wszystkim jednego człowieka, radnego Jerzego Królikiewicza. Przyszedł projekt uchwały, oczywiście po jakichś tam dyskusjach, o zmianie planu zagospodarowania przestrzennego na tym terenie, dopuszczający oprócz działalności sportowej również prowadzenie działalności gospodarczej. I pamiętam tę sesję, gdzie cała rada, niezależnie od opcji politycznych, przyjęła tę uchwałę. Pamiętam tylko jednego radnego, nieżyjącego już, pana Królikiewicza, który mówił, że to doprowadzi do tego, że tym, że się postawi jeden kosz, znaczy do gry w kosza i już będzie uznane, że to jest, a resztę można robić, co się chce. I rzeczywiście tak się stało. Przepowiednia okazała się wyjątkowo celna.
Na terenie pojawiło się targowisko i giełda samochodowa. Funkcja handlowa coraz mocniej wypierała? grała sportową, ale piłka jeszcze przez kilka lat się broniła. Piotrcovia grała w drugiej lidze, dopiero w 2003 roku anonim tak przeniósł drużynę do Szczecina. W tym samym roku rozpoczęła się rozbiórka stadionu. Ostatnie fragmenty, poza częścią trybuny z transformatorem, zniknęły w 2005 roku.
Kto więc zlikwidował stadion? Najprościej było wskazać jednego winnego: wolny rynek. Tyle że historia rzadko jest tak prosta. W połowie lat 90. miasto rzeczywiście mogło przejąć obiekt. Rada uznała jednak, że tego nie zrobi ze względów finansowych. Stadion kupił więc prywatny przedsiębiorca, który początkowo rzeczywiście rozwijał tutaj piłkę, ale co nie zabronione, to dozwolone. Kilka lat później samorząd pozwolił na rozszerzenie funkcji terenu o handel i to był początek upadku stadionu.