Ale To Już Było
•
28.07.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było. W dzisiejszej audycji znów cofniemy się do 1979 roku. Rok znaczący dla Piotrkowa Trybunalskiego. Roku, w którym w dziewięć miesięcy od decyzji pierwszego sekretarza Edwarda Gierka miasto Piotrków, cóż, zmieniło się nie do poznania. Tylko bogata wyobraźnia mogła sobie pozwolić na wizję tego, co będzie tu za cztery miesiące. Znaleźli się jak zwykle sceptycy, którzy nie szczędzili komentarzy. Na pewno nie zdążą. Zakres prac był ogromny. Władze wojewódzkie i te miejskie stanęły na głowie, aby uczynić Piotrków prawdziwą stolicą nieistniejącego już obecnie województwa piotrkowskiego. Zabrano się więc za wyburzenia wszechobecnych ruder, powstały nowe skwery, remontowano wszystko, co się dało. W poprzedniej audycji Ale to już było mówiliśmy między innymi o nowych drogach, elewacjach czy malowaniu dachów. Powtórkę można znaleźć w zakładce podcasty na stronie strefa.fm.
Choć piotrkowianom, jak i Piotrkowowi, pomagała cała Polska, to główne gros prac tych porządkowo-remontowych wykonywano rękami własnymi rozwiniętego i w poprzednim systemie stawianego na piedestale przemysłu. A przecież fabryk było co niemiara. Fabryka maszyn górniczych, trzy huty: Kara, Hortensja, Feniks, fabryka sklejek, mebli, urządzeń szklarskich Vitroma, Sigmatex czy zakłady Delta. Do tego przeróżne spółdzielnie: Społem, Masarnia czy Telsin. Wszędzie masa chętnych do pracy, było komu robić.
Miasto więc podzielono na sektory, którymi miały zająć się już odpowiednie zakłady pracy, wspomina ówczesny prezydent Antoni Sokalski.
Miasto podzielone było tak jak samorządy mieszkańców, sześć może było. Do tego były przypisane zakłady pracy, rejony i szkoły ? wszystkie w tym rejonie. No i spotykali się na przykład dyrektor szkoły, dyrektor zakładu, przewodniczący samorządów mieszkańców, robili obchody na swoim terenie i patrzyli, co jeszcze można zrobić.
Uporządkowanie prac kluczem do sukcesu. Teoretycznie i taki biały napis na czerwonym tle mógłby zawisnąć gdzieś w hali fabryki.
Jak dodaje Antoni Sokalski, taki wymiar pracy miał też aspekt finansowy. Najpierw była dyskusja, zachęta, a później było rozliczanie. W ten sposób każdy zieleniec, każdy trawnik był zadbany, powiedzmy sobie. Wszystko było zrobione i nikt nie miał pretensji, mało tego, nikt nie szukał pieniędzy za to. I tu dochodzimy do czynu społecznego.
Posłuchajmy fragmentu filmu Kronika przemian dokumentującego prace i dożynki z 1979 roku. Widoczne efekty pracy w różnych punktach miasta to w dużej mierze zasługa szeroko zakrojonej akcji czynów społecznych. Wartość tych prac wyniosła ponad tysiąc złotych w przeliczeniu na jednego mieszkańca województwa. W sposób zorganizowany pracowały załogi zakładów pracy, samorządy mieszkańców, rolnicy, młodzież.
Czym właściwie był czyn społeczny? Dziś osoby, które wtedy uczestniczyły w takich nieodpłatnych, głównie fizycznych pracach na rzecz dobra ogółu i społeczeństwa, mogłyby powiedzieć, że to marnowanie czasu, a nawet forma niewolnictwa. No ale to malkontenci. Mieszkańcy więc sprzątali, sadzili zieleń, malowali elewacje, porządkowali ulice i przygotowali miasto na przyjazd gości. Choć udział w takich akcjach często przedstawiano jako dobrowolny, w rzeczywistości wiązał się z oczekiwaniami władz lub przełożonych.
Do pracy wziąć musieli się również młodzi. Każda szkoła średnia musiała się czymś zająć. Jak wspomina Antoni Sokalski, było to rozwiązanie, dzięki któremu na przykład za ogród botaniczny w parku Poniatowskiego odpowiadali uczniowie II Liceum Ogólnokształcącego, dzięki czemu był ład, porządek i dyscyplina. I tam zawsze musiał być porządek. Była lekcja wychowawcza, to pani nauczycielka czy pan nauczyciel brał daną klasę i szedł, wyrywali. Paliwasy porządkowali, wygrabiali i tak dalej. Bo o co chodzi, że nie wszystkie skwery mogły być zrobione za skromne pieniądze gospodarki komunalnej. Młodzież tu dużo robiła i nikt nie miał pretensji. Wszyscy robili.
Nazwisko prezydenta Sokalskiego starsi piotrkowianie mogą też kojarzyć z tak zwanymi trójkami Sokalskiego. Pomysł jeszcze z czasów, gdy Antoni Sokalski był wiceprezydentem Opola. Kiedy to o drobnych nieprawidłowościach, takich jak dziury w jezdni czy krzywe płyty chodnikowe, informował go jeden z motocyklistów. Pomysł w Piotrkowie ewoluował na trójki obywatelskie.
Przedstawiciel ? zależy od czego, bo to były różne zespoły: samorządu mieszkańców, czyli przewodniczący albo członek samorządu mieszkańców, i dyrektor zakładu z danego rejonu. I oni chodzili tak samo, no i sprawdzali, co jest do roboty, z tym że oni nie wydawali decyzji, tylko mi zgłaszali. A później wysyłałem pracownika.
Wtedy było inaczej, bo był jeden wydział, jedna odpowiedzialność. Nie było, że pisma między wydziałami jakieś wydawali, nie było tego.
Poszedł Wacek z Jankiem, uzgodnili, że to trzeba zrobić, i chodzili, dawali decyzje: dwa, trzy dni na usunięcie czegoś, powiedzmy sobie ? drobne rzeczy. No i później kontrolowali i oni już mieli mandaty, upoważnienie do tego, że wydawali mandaty. Wtedy były 50, 100 zł za niewykonanie, ale muszę powiedzieć, że tych mandatów było mało, dlatego że ludzie wykonywali rzeczy.
Tak trójki Sokalskiego pilnowały porządku, kontrolowały, a nawet zdawały drobne mandaty. Wszystko po to, aby miasto wyglądało jak spod igły. I wyglądało, bo ówczesne efekty pracy piotrkowianie wspominają do dziś.
Wszystko na wielkie polskie święto i przyjazd delegacji z całej Polski oraz samego pierwszego sekretarza Edwarda Gierka, który, jak już informowaliśmy, przyjechał, występy obejrzał i pojechał. Czyn społeczny jednak nie poszedł na marne. Z niektórych budynków czy kładki nad torami kolejowymi korzystamy do dziś. Szansa, jaką dla Piotrkowa stworzyły dożynki, została w pełni wykorzystana. Łatwiej teraz będzie planować dalszy rozwój miasta. Województwo zostało zapoczątkowane w tak imponujący sposób w roku jubileuszu trzydziestopięciolecia Polski Ludowej.