Ale To Już Było
•
08.09.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było.
Czym mierzy się potęgę danej miejscowości? Jeszcze 40 lat temu nie były to punkty usługowe czy handlowe oraz widoczność miasta na rolkach w internecie. Za PRL-u były to zakłady produkcyjne, fabryki, wielkie kombinaty czy zakłady spółdzielcze. A o ich wielkości też można było się dowiedzieć, ale bardziej za pomocą prasy czy kroniki filmowej.
Komunizm jednak się skończył, a krótko po nim zaczęły podupadać i upadać perełki przemysłu. Można to ostatnie zdanie traktować zarówno z nostalgią, i uczuciem dumy, jak i z przekąsem przez pryzmat zwolenników planu Balcerowicza. Dziś w programie zajmiemy się kolejnym z nieistniejących już zakładów, którego resztki straszą jeszcze przy ulicy Adama Próchnika.
Historia piotrkowskiego Metalplastu zaczyna się w niezwykłych okolicznościach, jeszcze podczas II wojny światowej. W 1944 roku, gdy front zbliżał się do Warki, Niemcy rozpoczęli wywożenie wyposażenia działającej tam fabryki okuć budowlanych Bracia Lubert. Część najcenniejszych obrabiarek zabrali, jednak dyrektor Jerzy Lubert przekonał okupantów, że pozostałe maszyny można przenieść dalej od frontu i wykorzystać do produkcji na potrzeby niemieckiego wojska.
Maszyny więc rozebrano i koleją przetransportowano do Piotrkowa. Po wojnie przy ówczesnej ulicy Tomickiego 25, czyli dzisiejszej Próchnika 25, działała fabryka okuć budowlanych Bracia Lubert, ale pod zarządem państwowym. Później zakład funkcjonował jako część Zjednoczonych Fabryk Okuć i Sprzętów Metalowych, następnie jako Piotrkowska Fabryka Okuć Budowlanych imienia Ludwika Waryńskiego, a w kolejnych dekadach pojawiła się już znana wszystkim nazwa Metalplast.
Najtrudniejszy okres dla Metalplastu przyszedł w latach 90. Państwowy zakład trafił w ręce spółki, która wydzierżawiła jego majątek, jednak z czasem zaczęło brakować pieniędzy praktycznie na wszystko, zalegano z opłatami i wypłatami, a pracownicy wspominali warunki, które dziś trudno sobie wyobrazić. W halach było zimno, brakowało odzieży i obuwia roboczego. Podczas mrozów pękały rury, a ludzie mimo to przychodzili do pracy.
Likwidator mówił wprost, że nie ma pieniędzy nawet na wodę, prąd czy telefony. Próbowano jeszcze ratować przedsiębiorstwo, ale na początku 1997 roku zapadła decyzja o likwidacji.
Co ciekawe, niemal równocześnie na terenie fabryki pojawiła się nowa spółka związana z byłym udziałowcem Metalplastu. Przejęła znaczną część załogi, ale kilkadziesiąt osób straciło pracę. Wśród pracowników pojawiały się wówczas oskarżenia, że zamiast rzeczywiście ratować stary zakład, próbowano rozpocząć działalność pod nowym szyldem i zostawić za sobą długi.
Metalplast, który przez dziesięciolecia dawał zatrudnienie piotrkowianom, właściwie przestał istnieć. Po fabryce pozostał ogromny kompleks, dla którego przez następne lata próbowano znaleźć nowe zastosowanie. Nieruchomość od Skarbu Państwa nabył piotrkowski przedsiębiorca Andrzej Stępień, który już w 2001 roku planował stworzenie w dawnym zakładzie centrum usługowo-handlowego z gastronomią, administracją i funkcjami rozrywkowymi.
Wizja piękna i zrealizowana niczym Europa czy Sigmatex. Później pojawił się pomysł urządzenia na terenie dawnego Metalplastu targowiska. Jeszcze w 2012 roku pomysł ponownie powrócił, ale też został jedynie na papierze.
Tymczasem zabudowania dawnej fabryki coraz bardziej niszczały. W 2016 roku sytuacja stała się na tyle niebezpieczna, że po zawaleniu się stropu i pojawieniu się zagrożenia runięciem około dwunastometrowej ściany, służby zamknęły chodnik i jeden pas na ulicy Próchnika.
W ten sposób miejsce, którym przez dziesięciolecia pracowało setki piotrkowian, samo stało się problemem i symbolem końca części przemysłowej historii miasta.
Z Metalplastem wiąże się również afera niebezpiecznych odpadów, ale tym tematem zajmiemy się już w innej audycji. Ale to już było.