Ale To Już Było
•
21.07.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było. Rok 1979, rok 35-lecia Polski Ludowej. Jednocześnie rok wielkich przemian dla Piotrkowa Trybunalskiego, stolicy jednego z 49 województw. 9 września 1979 roku w Piotrkowie Trybunalskim, wtedy jeszcze znaczącym mieście wojewódzkim, odbyło się jedno z ważniejszych wydarzeń w kalendarzu imprez, powiedzmy to sobie, masowych, czyli centralne dożynki.
Sama impreza miała charakter propagandowy, był to mariaż, połączenie tradycji dożynek, ludowego święta zakończenia żniw, z zaciskaniem więzi sojuszu chłopsko-robotniczego. Co dla ówczesnej władzy, Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, było jednym z głównych haseł pchających kraj do świetlanej przyszłości.
Co było potrzebne do tego, aby impreza się udała? No tutaj mamy już stale ustalone elementy: wieniec dożynkowy, starosta i starościna, powitanie chlebem i solą, występy artystyczne i dobra zabawa.
W 1979 roku w Piotrkowie gościli przedstawiciele województw całej Polski i przede wszystkim, jak wtedy mawiano, pierwszy sekretarz PZPR Edward Gierek. Miasto, które jeszcze niedawno należało do zaniedbanych, w którym zmiany na lepsze następowały bardzo powoli, zyskało nagle szansę odrobienia już nie wieloletnich, ale wielowiekowych zaległości.
Stało się to w wyniku decyzji najwyższych władz, które powierzyły Piotrkowi rolę gospodarza centralnych dożynek. Możemy usłyszeć i zobaczyć w archiwalnym filmie Dożynki centralne 1979, a gościom należało jakoś zaimponować, więc sztab miejski oraz wojewódzki stanęli na głowie, żeby przez dziewięć miesięcy odmienić miasto i zrobić z piotrkowskiej stolicy województwa miasto z prawdziwego zdarzenia.
Tak sprawę wspomina Antoni Sokalski, prezydent miasta w latach 1976?1981.
Myśmy się dowiedzieli w styczniu 1979, że miasto Piotrków przez Edwarda Gierka zostało wytypowane na stworzenie bazy dla obchodów centralnych dożynek '79.
Wyznaczyliśmy pewne zadania, nie tylko w mieście, ale i w województwie. W ciągu bardzo krótkiego tygodnia czasu musieliśmy przedłożyć swój program. Myśmy każdego roku wcześniej robili takie programy porządkowania i estetyzacji miasta. Jak były hasła centralne dożynki, to ten program wzrósł ileś razy. Czasu więc było naprawdę mało.
Ówczesny prezydent Sokalski miał trochę ponad 30 lat. Przyjechał do Piotrkowa z Opola, gdzie był wiceprezydentem i miał za zadanie rozbić skostniałe piotrkowskie układy. Jednak przez rychłą decyzję Edwarda Gierka o organizacji dożynek stał się kluczowym elementem najważniejszej przebudowy Piotrkowa Trybunalskiego.
A jak wyglądało miasto przed dożynkami? Wjazdy drewniane, stare chaty, ogrodzenia pełne, porozwalane, no i od tego trzeba było zacząć ? wspomina prezydent Sokalski. Do tego kulała infrastruktura. Brakowało nowoczesnych dróg, a duża część już istniejących nieprzystosowana była do supernowoczesnych dużych i małych Fiatów. Był to raczej czas dróżek konnych.
Ile będzie kosztowało ułożenie ? oprócz ulicy Dąbrowskiego, bo tam klinkier był ułożony ? położenia asfaltu na wszystkich ulicach, nie tylko w centrum, ale i promienistych; zrobionych na 44 miliony.
Napisałem pismo do premiera Jaroszewicza. Napisał: "Zgoda." Dzwonię do starosty i mówię: "Rób, człowieku, bo mamy pieniądze." Wszystkie ulice, ułożony asfalt na wszystkich ulicach. I tak to się działo i nie było dyskusji. Asfalt lał się więc strumieniami.
Powstała trasa WZ, Aleje 22 Lipca, dziś pod nazwą Alei Armii Krajowej oraz węzeł Bełchatowski. Plany były większe, jednak części nie udało się zrealizować. Kolejna wielka inwestycja, tym razem drogowa: piotrkowska trasa wschód?zachód. Ma ona zapewnić dobrą komunikację z budującym się zagłębiem bełchatowskim.
Supernowoczesna Koniczyna to też zasługa m.in. prezydenta Antoniego Sokalskiego. Węzeł Bełchatowski miał być tylko w zakresie skrzyżowań. Podjąłem decyzję z dyrektorem Moskalewiczem, który był dyrektorem rejonu budowy II mostu w Piotrkowie, że jeżeli już możemy coś robić i robimy, to robimy porządnie, pełną koniczynę.
Ale nie tylko drogi musiały być jak nowe, ale również całe otoczenie miało wyglądać jak z katalogu. W końcu goście przyjeżdżający do Piotrkowa, w tym sam pierwszy, nie mogli oglądać drewnianych baraków, przedwojennych ruder i porzuconych szklarni, niezadbanych ogrodów czy przede wszystkim obskurnych elewacji.
Miasto ogarnęło więc wielkie burzenie, sprzątanie i malowanie. Jak wspomina Antoni Sokalski, aby wszystko miało estetyczny i spójny sznyt, wyznaczono artystę, wtedy plastyka Spółdzielni Mieszkaniowej Jerzego Korczaka-Ziółkowskiego. Więc nie tylko asfalt, ale i farba lały się strumieniami.
Kiedyś mówiono: grunt to frunt, więc remonty raczej odbywały się z zewnątrz budynków. Trawników, jak dodaje prezydent Sokalski, z przekąsem nie malowano, tylko dach. Jeden, konkretnie na Sezamie, specjalnie dla Edwarda Gierka. Dach był jeden pomalowany na byłym Sezamie, dlatego że jak myśmy po jednej naradzie spojrzeli z okien egzekutywy Komitetu Wojewódzkiego i ten budynek był taki wielokolorowy, tam blaszane pokrycie, brzydkie, no i podjęliśmy decyzję, że jeżeli przyjedzie Gierek i wejdzie do gabinetu, chociaż może nie wejdzie, a może wejdzie, no to żeby ładnie wyglądało, żeśmy ten dach pomalowali chyba w kolorze zielonym, myślę, że zielonym.
Gierek ostatecznie dachu nie zobaczył, ale wszystko to robiono dla zadowolenia nie tylko pierwszego, ale przede wszystkim mieszkańców Piotrkowa Trybunalskiego.
W jednej audycji ciężko zmieścić zakres prac, jakie wtedy przeprowadzono: od budowy stadionu, domu rolnika, po zieleń miejską, wielki projekt mieszkaniowy czy czyny społeczne.
O tym wszystkim wraz ze wspomnieniami Antoniego Sokalskiego zajmiemy się w kolejnych audycjach. Ale to już było.