Ale To Już Było
•
29.06.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było.
Dziś, podróżując przez Piotrków Trybunalski z zachodu na wschód albo odwrotnie, możemy to zrobić w miarę szybko i sprawnie. Wszystko za sprawą przecinającej miasto trasy W-Z, czyli alejami generała Władysława Sikorskiego i alejami Mikołaja Kopernika. Choć oczywiście znajdą się głosy, że można by szybciej, sprawniej i tym podobne, ba, na te głosy reaguje nawet inżynier miasta Adam Bak, który proponuje tak zwaną zieloną falę. W niedalekiej przyszłości niestraszne kierowcom mają być czerwone światła i jak szybko do Piotrkowa wjedziemy, tak szybko z niego wyjedziemy. Być może ucierpi na tym rynek turystyczny, ale za to kierowcy zyskają.
Tak będzie, a jak było? No jeszcze 30 lat temu zupełnie inaczej. Samą dwupasmówkę, jak się w Trybunalskim Grodzie na drogę mawia, wybudowano podczas największego budowlanego rozkwitu miasta, czyli na czas dożynek centralnych w 1979 roku. Ale nie całą, bo odcinek pomiędzy nowo powstałymi alejami Armii Krajowej a trasą kolejową został zapewne ze względów finansowych pominięty.
Kierowcy więc jadąc musieli zboczyć z prościutkiej jak linijka trasy W-Z, wykonać łuk i przejechać pod wiaduktem kolejowym nad ulicą Gawroła Narutowicza. Wiązało się to również ze zwężeniem trasy.
W latach 90. postanowiono coś z tym fantem zrobić. Sprawą zajął się Waldemar Matuszewicz, wtedy wicewojewoda piotrkowski. Postawiono na aż trzy nowe tunele pod nasypem kolejowym, dwa dla samochodów osobowych i jeden dla pieszych. Pieniądze pozyskano, prace rozpoczęto i pod koniec 1998 roku pojawił się problem. Wyczerpały się środki, a ówczesny minister finansów Jerzy Miller poinformował ówczesnego prezydenta Piotrkowa Andrzeja Pola, że rząd już się do budowy nie dołoży.
Jak można przeczytać w Tygodniku Trybunalskim, Waldemar Matuszewicz, którego ponoć pomysł powstania tuneli był, napotkał też różne inne problemy. Drogowcy nie chcieli budować wiaduktu, bo jest kolejowy, a kolejarze odpowiadali, że dla pociągów jest on zbędny. I też go nie wybudują.
Na szczęście kasa się znalazła i prac nie przerwano, co nie spodobało się mieszkańcom, bo w Tygodniku Trybunalskim z '99 roku natrafiłem na artykuł, że prace prowadzone przy tunelach były nawet w nocy, mocno utrudniały wypoczynek, a młoty pneumatyczne zakłócały spokój. Ale czy dzień czy noc, zdążyć z projektem przed nowym milenium trzeba było. Malkontenctwo mieszkańców nie przeszkodziło w hucznym i uroczystym otwarciu nowych i wyczekiwanych obiektów. Najpierw pierwszy, po dwóch tygodniach drugi. Doczekały się odpowiedniego przywitania przez włodarzy, mieszkańców i oczywiście dziennikarzy.
Pod koniec czerwca 1999 roku otwarciu drugiego tunelu trasy W-Z towarzyszył szampan ówczesnego już marszałka województwa Waldemara Matuszewicza oraz uroczysty przejazd rowerowy. Z taką inicjatywą wystąpił prezes PeUK-u Tomasz Kaczmarek. Cała inwestycja kosztowała 12,5 miliona złotych, co jak poddamy kalkulacji inflacji, na dzisiejsze byłoby ze dwa razy tyle. 10 baniek pokrył budżet państwa, a 2,5 znaleziono w subwencji drogowej.
A co w tej historii robi szampan? No, skrzynkę musującego trunku założyli się właśnie marszałek Matuszewicz z dyrektorem PeUK-u Kaczmarkiem. Marszałek powątpiewał, że uda się wykonać inwestycję na czas.
Dla Piotrkowian duża zmiana, bo historyczne usprawnienie ruchu wiązało się ze zmianami w jego organizacji, co skutkowało jeszcze jazdą na pamięć i stłuczkami. Jednak najwięcej frajdy niedowiarkom i piotrkowskim malkontentom przyniosła gigantyczna ulewa, jaka nawiedziła miasto kilka tygodni po otwarciu. I nowe tunele woda zalała, półtorametrowa warstwa wody. Tu winnym okazała się zbyt mała przepustowość rur odwodnienia.
To jednak choroby wieku dziecięcego, bo dziś już nikt nie wyobraża sobie miasta bez tuneli na trasie W-Z, a mieszkańcy, jak można przeczytać, chcą więcej takich udogodnień, na przykład tunel na Rolniczej. Na to magistrat też ma w rękawie różne asy i rozwiązania, tylko żeby ulewy znów nad Piotrkowem zbyt dużej nie było.