Ale To Już Było
•
04.05.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było.
Jeszcze kilkanaście lat temu był moment, kiedy w polskich miastach jak grzyby po deszczu pojawiały się sklepy z produktami kolekcjonerskimi: kolorowe opakowania, nazwy brzmiące niewinnie, dopisek nie do spożycia, klej do brody czy sól do kąpieli. W praktyce dopalacze, czyli nowe substancje psychoaktywne o nieznanym składzie i nieprzewidywalnym działaniu.
Szczyt zjawiska przypadł na lata około 2008?2010. Sprzedaż odbywała się często legalnie, bo producenci modyfikowali skład szybciej niż państwo wpisywało kolejne substancje na listy zakazane.
Przełom nastąpił jesienią 2010 roku. Masowe kontrole i decyzje sanepidu doprowadziły do zamknięcia setek sklepów w całej Polsce. To był głośny sygnał: państwo zaczyna reagować. ?Ludzie umierają, także żarty się skończyły? ? grzmiał ówczesny premier Donald Tusk.
W październiku 2010 roku kilkuset inspektorów sanitarnych, wspieranych przez prawie trzech tysięcy policjantów, wkroczyło jednocześnie do prawie tysiąca sklepów i hurtowni z dopalaczami, w tym do tych w Piotrkowie Trybunalskim.
Problem był duży, bo po Tajfunie, Mocarzu czy Spajsie zaczęli ginąć ludzie, a piotrkowski sanepid wraz z policją namierzyli aż 13 punktów w mieście, które oferowały dopalacze.
Młodszy aspirant Ilona Sidorko. Kolejne zatrzymanie sprzedawców środków psychoaktywnych.
Policjanci z Wydziału do Walki z Przestępczością Narkotykową piotrkowskiej komendy zatrzymali dwie osoby. 22-latka i 24-latek sprzedawali w sklepie w centrum miasta środki psychoaktywne pod przykrywką odświeżaczy do toalet i odświeżaczy powietrza.
Problem jednak nie zniknął, a przeniósł się do internetu i nieformalnego obrotu.
Z czasem zmieniło się też podejście prawa. Nowe przepisy objęły dopalacze odpowiedzialnością karną, zrównując je w wielu przypadkach z narkotykami. Równolegle ruszyły kampanie społeczne ostrzegające młodych ludzi przed skutkami ich używania.
Uwaga! Dorośli będą mówić. Młodzieżowo, ale heheszków nie ma. True story.
Narkotyki i dopalacze zabijają. Do tej pory zarejestrowano kilka tysięcy zgłoszonych zatruć dopalaczami. To więcej niż jest polskich youtuberów.
Jak to zwykle bywa, ktoś musiał zostać obwiniony za problem dopalaczy. Postacią, która stała się symbolem biznesu w Polsce, był Dawid B., nazwany przez media królem dopalaczy. Stał za jedną z największych sieci sprzedaży tych substancji, wykorzystując lukę w przepisach. Produkty formalnie nie były narkotykami, bo ich skład był stale modyfikowany. W praktyce oznaczało to handel środkami o nieznanym działaniu i dużym ryzyku dla zdrowia.
Jego działalność stała się jednym z najgłośniejszych przypadków walki państwa z tym zjawiskiem: kontroli, zamykania sklepów i zaostrzania prawa.
Jednocześnie pokazała, że za produktami kolekcjonerskimi stały zorganizowane struktury i duże pieniądze, a sam problem nie zniknął, tylko zmienił formę i przeniósł się do nowych kanałów sprzedaży.
Co ciekawe, od 2014 roku, kiedy postawiono królowi dopalaczy pierwsze zarzuty, po prawomocne wyroki z 2019 roku, to do dziś Dawid B. nie odsiedział nawet jednego dnia i wciąż jest poszukiwany listem gończym.