Magiel
•
08.10.2026
Bardzo nam jest też przyjemnie, że możemy się z Państwem przywitać jeszcze w pięknych okolicznościach przyrody. W czwartek, 8 października. Witamy w Maglu, Robert Gala. Marcin Cecotka.
To jest tak, 8 dzień października, a więc dzisiaj między innymi Światowy Dzień Wyroku. Co tego dnia wydarzyło się na świecie? W 1821 roku został ustanowiony Order Słońca Peru, to jest najwyższe peruwiańskie odznaczenie cywilne i wojskowe przyznawane za zasługi na rzecz Peru. Takie zasługi miał Donald Tusk. Miał Donald Tusk, tak. I też został odznaczony, o tym też mówiono przed laty dosyć dużo. Ale nie tylko Donald Tusk odznaczony, bo także Włodzimierz Cimoszewicz, jeśli chodzi o Polaków wśród nagrodzonych, także Dmitrij Miedwiediew, Leonid Breżniew czy Elżbieta II. Na przykład. Na przykład, oczywiście.
To rok 1821. Rok 1966, wtedy Kazimierz Deyna debiutował w barwach łódzkiego klubu sportowego w Ekstraklasie. ŁKS grał z Górnikiem Zabrze, mecz zakończył się remisem 0 do 0. Długo w tym ŁKS-ie nie pograł, bo to był jedyny mecz, w którym Kazimierz Deyna zagrał, potem trafił do wojska i przeniesiono go do Legii Warszawa. No, Legia miała swoje sposoby na pozyskiwanie młodych zdolnych. Młodych talentów. Tak.
A teraz rok 2010, wtedy w Polsce rozpoczęto budowę portu lotniczego Modlin. Ten port dosyć szybko zbudowano, szybciej niż CPK czy też Port Polska, bo już po dwóch latach był gotowy i samoloty już w 2012 startowały. I jeszcze wydarzenie dokładnie sprzed 50 lat, w roku 1976 oddano do użytku trasę Warszawa-Katowice, czyli tak zwaną Gierkówkę. Budowa wymagała przygotowania setek hektarów terenu i wykonania ogromnych robót ziemnych. Na trasie powstawały mosty, wiadukty, estakady. Oraz bezkolizyjne skrzyżowania. W wielu miejscach całkowicie zmieniano przebieg lokalnych dróg, aby ruch mógł odbywać się płynnie i bez zatrzymywania. Dla większości kierowców były to rozwiązania, z którymi wcześniej praktycznie nie mieli do czynienia. Realizacja inwestycji była ogromnym wyzwaniem organizacyjnym. Gierkówka, tak się na to mówiło. No to jedna z tych flagowych inwestycji czasów Edwarda Gierka. Złośliwi wtedy mówili, że wybudowano ją po to, żeby towarzysz Edward Gierek szybko mógł się przemieszczać z Warszawy na Śląsk, a dokładniej do Sosnowca. Przecież tam pochodził, stamtąd. Ale dzisiaj chyba już na tę trasę tak się nie mówi, trochę zapomnieliśmy o tej nazwie. No bo ta trasa została przebudowana i dziś to jest autostrada.
Nowe menu na szkolnych stołówkach wzbudza coraz większe emocje. Od 1 września na talerzach jest mniej mięsa, soli i tłuszczu, a więcej warzyw. Co na to uczniowie i czy trudno jest gotować według nowych zasad? Nazwy jakoś super nie są apetyczne, ale jest dobra. Mi się ogólnie nie za bardzo podoba taka zmiana. Może to jest i lepiej, ale ja bym jednak wolał, żeby było więcej tego mięsa i tego prawdziwego jedzenia, jak kiedyś było.
Henryka Kranz-Wierzchowska, kucharka. Widzi pani jakąś różnicę między tym rokiem a poprzednim, w tym, co im smakuje? Tak. Są jakieś zwroty? O, no są. Jak mieliśmy wege, w tym tygodniu to było zwrotów, bo dzieci nie chciały takiego czegoś jeść.
W szkole podstawowej numer 81 w Łodzi był z mikrofonem Bartosz Kondziałka. No my nie byliśmy z mikrofonem w żadnej szkole, ale Kondziałkę wysłaliśmy. Wysłaliśmy Kondziałkę, tak, dziękujemy panu Kondziałce za wizytę w łódzkiej szkole.
No ale my pytamy naszych słuchaczy, młodszych i starszych, jak zmieniło się jedzenie w szkolnych stołówkach. Najlepiej to wiedzą młodzi, którzy chodzą do szkoły, ale rodzice może też to obserwują, pytają, czy rzeczywiście jest mniej tego mięsa i tej przetworzonej żywności. Czy były zwroty? Zwroty zawsze są. No niestety zdarzają się zwroty, tak. No ale zmieniło się rzeczywiście to jedzenie, przynajmniej takie były założenia przed nowym rokiem szkolnym. Czy dobre założenia? I czy to w ogóle jest realizowane, czy tylko to takie założenie, a... A, a i jak było, to jest podobne. Tak, czekamy na państwa w tej i w każdej innej sprawie.
Są już pierwsze komentarze. Pan, który przedstawia się na naszym profilu facebookowym jako Łodyniec Trybunalski, napisał tak: Dlaczego sami nie wprowadzą sobie diety planetarnej w stołówce i restauracjach parlamentarnych? O, to w trosce chyba o naszych parlamentarzystów pan Łodyniec napisał, że rzeczywiście o ich zdrowie też trzeba byłoby zadbać. Sami powinni zadbać o swoje zdrowie, a jednak nie. Tacy to są ludzie. Dbają o innych, pomogą innym, a sobie odejmą od ust. Proszę państwa, czekamy w tej i w każdej innej sprawie.
Czy mamy jeszcze zaproszenie na Demono? Sprawdźmy. Nie mamy. Ktoś nam zabrał chyba. Nie widzę. Ale poszukam.
Od 1 września sporo miało się pozmieniać, no i czy się pozmieniło w naszych szkolnych stołówkach, ale nie tylko. W tych szkolnych sklepikach też miało się sporo zmienić. Rozporządzenie sklepikowe reguluje dwie kwestie. Po pierwsze posiłki, które dziecko otrzymuje w szkole, jak one mają być skomponowane, zbilansowane. Po drugie asortyment produktów dostępnych w sklepikach szkolnych. Dzieci bardzo chętnie korzystają ze sklepików szkolnych i często to, co jest dostępne, decyduje o tym, co dziecko zje na przykład na drugie śniadanie lub też czasami na obiad, jeżeli, bo nie wszystkie dzieci jedzą obiady w szkole. I tutaj rzeczywiście to rozporządzenie ogranicza produkty z dużą zawartością cukru, z dużą zawartością soli, z dużą zawartością tłuszczu, więc te produkty niezdrowe na korzyść takich podstawowych produktów jak kanapki, sałatki. I to jest niewątpliwie dobry krok, natomiast trochę trudniej regulować środowisko poza szkołą, bo wiem, że rzeczywiście dzieci, które już same wracają do domu, często wstępują do lokalnych sklepików i dokonują tam wyboru.
To była pani Anna Liber, pediatra, czyli jedzenie w szkolnych stołówkach też miało się zmienić. Nie będzie pączków, nie ma pączków? Jak to wygląda? W szkolnych, nie tylko stołówkach, ale sklepikach, bo w niektórych szkołach są takie sklepiki. No czy pączków nie będzie, chipsów nie będzie, Coca-Coli, Pepsi-Coli nie będzie? Alkoholu? No nie, chyba nie było. Tak mi się wydaje, że za moich czasów nie było. Za moich czasów też nie, ale czasy mają to do siebie, że się zmieniają. No czekamy na państwa.
Dzień dobry, witam również serdecznie. No, nie da się słuchać, że to jedzenie to jest w ogóle ohydne, dzieci nie chcą tego w ogóle jeść. Same warzywa, no przecież bez przesady. Dwa razy w tygodniu mięso jest, to nie jest tak, że same warzywa. No ale te warzywa podobno są, no, że to nie do jedzenia się nie nadaje w ogóle. A to do czego się nadaje? Do wyrzucenia. Może dla królików? O, też może.
No dobrze, ale czy pani próbowała w ogóle, czy pani? Pani, tylko... No ja do dołu nie chodzę, wnuczki chodzą. No i co wnuczki mówią? No, że jest niedobre. Chodzą, nie wychodzą. Patrzą, co jedzą i wychodzą.
No to może zadamy jedno pytanie: czyja to jest wina? To ja już mówiłam. Że? Że Tuska. I to też to jedzenie też jego wina. Nie wiem, właśnie mnie to zastanawia w ogóle, dlaczego nikt się nie zapyta, czy rodziców, czy kto wprowadzi, czy tam... To jest tylko tak, każdy sobie ustanawia to samo jest z tymi piecami, czy z jedzeniem, czy z innymi rzeczami. Co chcą, to robią. To z nami robią, co chcą. A ludzi mają w nosie. No ale co, zliżą rządu Tuska. No wiadomo. No dobrze, dziękujemy pani bardzo. Dziękuję. Co oni z nami wyprawiają. Nic nie możemy się odezwać, nie możemy... Znaczy możemy się odezwać, ale post factum. Ale nikt nas nie słucha. O Boże, Boże.
Dzień dobry. Słuchamy. Ja chciałam wypowiedzieć się na temat jedzenia obiadów w szkole dzieci. Tak. Otóż tak, ja to obiady. I oczywiście zawsze mówił, że są niedobre, ale nawet nie spróbował. Także nie oceniajmy pań, które tu gotują, że one źle gotują. Uważam, że gotują dobrze, tylko po prostu te nasze wnuczki tak jedzą. Skoro ja ugotuję zupkę dobrą, a on nie spróbuje... Nawet nie spróbuje, tylko mówi od razu, że jest niedobra. A więc uważam, że dziecko też powinno spróbować i ocenić smak, a babcia twierdzi, że dziecko nie je obiadków, bo niedobre. O nie, nieładnie. Dziękuję bardzo.
Dziękujemy bardzo. No tak, no tak bywa, że dzieci tam chyba nie są tak bardzo pilnowane, no nie jedzą niedobre i nie będą dzieci jadły. No ale jak smakuje to nowe jedzenie, tak możemy powiedzieć nowe jedzenie, bo przecież nastąpiły poważne zmiany w szkolnych stołówkach, w szkolnym jadłospisie. Tak, je było założenia, ale chcemy sprawdzić po pierwsze, czy te zmiany rzeczywiście nastąpiły i czy jest tak zgodnie z tymi nowymi wytycznymi na każdej stołówce. Co to takiego ta dieta planetarna? O tym jeszcze będziemy rozmawiać z ekspertkami.
Od 1 września obowiązują nowe zasady zarówno w szkolnych stołówkach, jak i w szkolnych sklepikach. A jakie są podstawy prawne tych nowych zasad? Z tym pytaniem zwracamy się do Bartłomieja Krasińskiego, radcy prawnego. Dzień dobry, witamy pana. Dzień dobry.
No właśnie, jakie są podstawy prawne zmiany tego jadłospisu, tego regulaminu jedzeniowego czy żywieniowego, nie wiem jak to można nazwać? To wynika z rozporządzenia ministra zdrowia z 16 lutego 2016 roku. Było trochę czasu na to, żeby się do tego przygotować. Jest to rozporządzenie w sprawie grup środków spożywczych przeznaczonych do sprzedaży dzieciom i młodzieży w jednostkach systemu oświaty oraz wymagań, jakie muszą spełniać środki spożywcze stosowane w ramach żywienia zbiorowego dzieci i młodzieży w tych jednostkach. Także to rozporządzenie określa również to, jakie produkty mogą być sprzedawane w tak zwanych sklepikach szkolnych, jak i to, jakie produkty mogą być wykorzystywane do żywienia całodziennego bądź też tylko obiadowego w placówkach oświaty czy przedszkolach i szkołach.
To rozporządzenie zastępuje podobne rozporządzenie z 2016 roku, które wtedy już wprowadziło ograniczenia co do pewnych produktów, które można sprzedawać w sklepikach szkolnych, w tym duże ograniczenia produktów zawierających cukier. Teraz ustawodawca zdecydował się na to, żeby jeszcze doprecyzować, jak często pewne grupy produktów, czyli mięso, ryby, produkty warzywne, mają być podawane dzieciom.
Zastanawiamy się, czy to jest dobra zmiana. Jak pan uważa? Czy to jest dobra zmiana? Myślę, że bardziej należałoby pytać dietetyków. Natomiast z własnych doświadczeń wiem, że zarówno posiłki zawierające mięso, jak i zawierające ryby i niezawierające ani mięsa, ani ryby potrafią być smaczne i chętnie jedzone również przez młodych obywateli. Także prawdopodobnie jest to jednak wymóg tego, żeby żywienie dzieci było zdrowsze. I co jest w mojej ocenie ważne w tym rozporządzeniu, to jest wymuszenie stosowania przy gotowaniu między innymi obiadów produktów świeżych, na przykład w przypadku mięsa, że to mają być obiady ze świeżego mięsa, że nie można stosować mrożonek. Ja nic przeciwko mrożonkom, ale jednak konieczność stosowania świeżych produktów przy żywieniu zbiorowym dzieci uważam, że jest dobrym rozwiązaniem.
Mamy to rozporządzenie ministra zdrowia, o którym pan wspomniał, a czy to jakoś będzie weryfikowane, sprawdzane, czy rzeczywiście wszystkie te szkolne stołówki, czy też wszystkie placówki się do tego zastosowały? No właśnie, czy będą jakieś kontrole prowadzone? Ja nie wiem, czy będą prowadzone kontrole, bo nie posiadam wiedzy w tym zakresie. Natomiast jeżeli jest rozporządzenie, które określa zasady żywienia, to jednostki, które to żywienie prowadzą, są zobowiązane do przestrzegania takiego rozporządzenia i odpowiedniego stosowania. I teraz organy, które kontrolują świeżość produktów, czystość i prowadzą takie regularne sprawdzenia, jak to żywienie przebiega, mają prawo oczywiście sprawdzić dane menu, które musi być określone na każdy tydzień, czy te zasady są stosowane, czy jednostki się przestrzegają tego rozporządzenia. Dziękujemy bardzo.
Radca prawny Bartłomiej Krasiński był w Maglu, dziękujemy. Dziękuję bardzo.
Zastanawiamy się rzeczywiście, czy to będzie przestrzegane, czy jest przestrzegane i czy będzie kontrolowane. W dawnych czasach to było trochę inaczej. Ja pamiętam, pamiętam, na przykład szkolny sklepik prowadził nauczyciel u nas przysposobienia obronnego i jednocześnie WF-u, więc jeśli kupiłeś pączka, to otrzymałeś piątkę. Do której szkoły chodziłeś? Zastanawiam. Halo, dzień dobry. Dzień dobry. Słuchamy pana. Halo, halo, jesteśmy już na antenie, witamy serdecznie. Dzień dobry. Dzień dobry. Dochodzę do zdrowia. Bardzo się cieszymy z tego.
Byłem w szpitalu na Rakowskiej. Jakie tam jest okropne jedzenie, to nawet mój pies by nie chciał jeść tego jedzenia. Tam może by ktoś wszedł i sprawdził tę żywność. Kartofle, proszę pana, obierane w takie paseczki i marchewka, o. I to ani zapachu, ani smaku, ani nic. A na jakim oddziale pan przebywał? Na urologii. Urologii. A, na urologii. Podobnie, że na chirurgii jest lepiej. Lepiej. No dobrze, dobrze. Być może, ale to chyba jest catering tak podejrzewam, że to nie jest przygotowywane. To się różni rzeczywiście. W ogóle herbata to jakby była ze ścieków jakichś i taki ma smak. Może jest potrzebne takie rozporządzenie w sprawie tego jedzenia w szpitalach. To jeszcze inna sprawa, tam przechodzone były remonty. No tak. Ale jak leżą na sali, byłem w różnych szpitalach, to jest dzwonek, jest ubikacja, dzwoni się, przychodzi, obsługa jakaś, ktoś przychodzi i jak nie mogę chodzić, to mnie poprowadzi. A tam związają, okręcą pampersami i ja do dzisiaj ledwo chodzę. Zostały mi się stawy, spuchły. No dobrze, dziękujemy panu bardzo i życzymy dużo zdrowia. Spuchły, spuchły właśnie i dopiero się rehabilituję. No to życzymy panu powrotu do zdrowia, takiego pełnego powrotu do zdrowia. Dziękujemy bardzo. Żeby ta rehabilitacja poszła bardzo dobrze. No tak, żeby wszystko się udało.
Natomiast jedzenie w szpitalach, na to jedzenie od zawsze narzekamy. No to rzeczywiście tutaj może też potrzebne jest jakieś rozporządzenie ministra zdrowia. Przecież on się tym zajmuje. Dziękujemy panu bardzo.
Głos w dyskusji zabierze pani Adriana. Dzień dobry. Dzień dobry. Dzień dobry wszystkim, pozdrawiam z Łodzi. O, dobrze nas słychać w Łodzi? Bardzo dobrze, ale mieszkanka praktycznie podkrakowa. Ja mam spojrzenie z dwóch stron, to znaczy ze strony szkoły, gdzie moja córka zaczęła uczęszczać i o dziwo nie narzeka. Na jedzenie. Ja rozumiem, że są pewne wymogi, tak, że idziemy w kierunku tego, żeby jednak nasza młodzież rosła zdrowo. Tylko zastanawiam się, czy nie powinno się zacząć od podstaw, czyli od wychowania fizycznego, którego po prostu powinno być więcej. Oczywiście sklepiki typu właśnie patony, gdzie jest tego bardzo dużo, tych słodkich napojów, to absolutnie powinno zniknąć z placówek. Natomiast no tu musimy się zastanowić, tak, czy to nie ruch nie będzie tu bardziej wskazany, jeśli ta żywność i przemycenie tej zdrowej żywności w tle nie nosi znamion tego, że po prostu mamy problem i musimy mówić o tym, że jednak ta młodzież ma nadwagę, więc na różnych frontach powinniśmy walczyć. Natomiast jeśli chodzi o szpitale, to jest temat stary jak świat. Oczywiście. Żywności. I czy to jest oddział urologii, czy tak jak lata temu byłam na porodówce, czy na ginekologii, to naprawdę to odbiegało od norm, ale tutaj się kłania cała reforma zdrowia, tak, bo są kraje skandynawskie, gdzie można powiedzieć, że tam człowiek chciałby się nawet położyć do szpitala, bo nigdzie nie miałby takiego wyboru menu, tak. Ktoś przychodzi, mówi jaką dietę, tak, co pani sobie życzy. I naprawdę zdjęcia stamtąd, jak gdzieś tam przeglądam, no to tylko jednoznacznie mówi mi, że mamy jeszcze bardzo dużo do zrobienia. A szkoda, bo jednak ludzie, którzy się kładą do szpitala, uważam, że dieta też im dostarcza, wiadomo, wymaganych kalorii, potrzebnych, żeby po prostu ten pacjent powrócił do zdrowia. Więc to nie możemy się obrażać tylko na to, że jedzenie jest złe, bo ktoś też za to jedzenie odpowiada. Wiadomo, że idziemy w kierunku cateringów, bo jest to na pewno tańsze, ale powinien być ktoś. Kto będzie badać jakość jedzenia i najlepiej, żeby to po prostu nie był pacjent, który później właśnie napisze skargę na szpital. Bardzo pani dziękujemy serdecznie. Przekazać. Dziękuję. Bardzo dziękujemy. Pozdrawiamy wszystkich naszych słuchaczy w Łodzi, bo wiemy, że mamy swoich odbiorców. Bardzo za to dziękujemy.
Już od ponad miesiąca obowiązują nowe zasady na szkolnych stołówkach, w szkolnych sklepikach. No i sprawdzamy, czy wszędzie obowiązują. Po pierwsze, a po drugie, czy to są zmiany na lepsze. No i w ogóle co się zmieniło. Z nami teraz pani Katarzyna Bosacka, dziennikarka. Witamy serdecznie.
Dzień dobry pani. Dzień dobry. To była dobra zmiana? Możemy to już podsumować po ponad miesiącu? Myślę, że każda zmiana, która ogranicza cukier, wprowadza większą ilość warzyw strączkowych i w ogóle warzyw w diecie nie tylko dzieci, ale również dorosłych, jest zmianą na lepsze, więc zdecydowanie tak. To, co się tak naprawdę zmieniło, to jeden posiłek, który właśnie ma być na bazie warzyw strączkowych. Ja pamiętam pierwszy program, który wprowadziłam w roku 2010 na antenie TVN Style, ?Wiem, co jem?. Jeden z pierwszych programów był poświęcony warzywom strączkowym, że trochę jemy ich za mało w Polsce, a one są genialnym źródłem białka, bardzo dużo witamin z grupy B, składników mineralnych. Moim zdaniem trzeba zachęcać wszystkich, żeby właśnie wprowadzili więcej czy zielonego groszku, czy fasolki, czy humusu w swojej diecie, więc moim zdaniem jest to zmiana na lepsze.
A jak zachęcić dzieci i młodzież, no bo słyszymy czasami, że dzieci mówią, że to jest niedobre i nie będą tego jadły. Nie, że lepsze jest KFC. Ja myślę, że to jest też kwestia bardzo duża rodziców, bo jeśli w domu mamy sytuację taką, że tata mówi czy mama: Jedz więcej warzyw, a w samochodzie dziecko odkrywa torbę z pozostałościami po fast foodzie albo napój energetyczny... To takie rozdwojenie jaźni jest bardzo często. Oczywiście wszyscy najlepiej chcielibyśmy jeść frytki, chipsy, kotlety w panierce i w ogóle na bogato różne takie smaczne rzeczy, bogate w cukier i sól, bo to nam najbardziej smakuje. Ale zdrowy rozsądek w czasie wychowania dzieci to też jest pilnowanie tej domowej kuchni. I wiem, co mówię, ponieważ sama mam czwórkę dzieci i proszę mi wierzyć, moje dzieci nie jadły tylko śruty i borówek i nie były wychowane na fasolce i wyłącznie na warzywnych potrawach, natomiast ja bardzo pilnowałam tego, żeby odżywiały się zdrowo. I gdyby pan zechciał w tej chwili zaprosić moje dzieci do fast foodu, to one by powiedziały: dziękuję bardzo, ale nie, ponieważ wolimy lepsze jedzenie. To jest też kwestia rodziców.
No tak, jasne. I pewnie nauczycieli też, ale z reguły jest tak, że to, co dobre, jest niezdrowe, prawda? To, co nam najbardziej smakuje, jest... No tak nam się wydaje. Tak nam się wydaje przynajmniej. Oczywiście, dlatego że nasze kubki smakowe przyzwyczajają się do pewnego stylu. Na przykład bardzo często słyszę: no wie pani, no przecież dzieci nie powinny jeść surowych ryb. Ja chciałam zapytać, a co jedzą dzieci Japończyków? Surowe ryby, wodorosty, bardzo różne takie owoce morza, bardzo często właśnie na surowo, tak? Wszystko też zależy od stylu życia. My nie możemy mieć takiego rozdwojenia jaźni, że w domu jest kuchnia na bogato, tłusto, mama z tatą mówią: dobra, to dzisiaj w ramach nagrody idziemy sobie do fast foodu i zjemy sobie. Tak nie może być. Musi być jednak jakiś zdrowy rozsądek, chociaż z drugiej strony oczywiście wata cukrowa, cukierki, od czasu do czasu hamburger czy pizza ? jest to to tak zwane jedzenie rekreacyjne i nikt od tego nie umrze, ale jednak mimo wszystko ten przekaz z domu powinien być taki, że staramy się wszyscy jeść zdrowo. Jeśli będziemy jeść zdrowo wszyscy, no to wiadomo, że będziemy żyć dłużej, czuć się lepiej. Te dzieci nie będą miały takiego rozwoju jakichś, bo nie można zrzucać wyłącznie odpowiedzialności na szkołę. Rodzice są niesłychanie ważni, co pokazała na przykład Szwecja. W Szwecji wprowadzono właśnie jeszcze bardziej restrykcyjne zasady żywienia w szkołach. Tam rzeczywiście ten wskaźnik otyłości i nadwagi u dzieci spadł, ale wiązało się to też z edukacją rodziców. To jest niesłychanie ważne.
Bardzo pani dziękujemy. Katarzyna Bosacka, dziennikarka, była z nami w Maglu. Dziękujemy serdecznie. Pozdrawiam wszystkich najsmaczniej. Pozdrawiamy panią również smacznie.
No właśnie, czyli wiele zależy od rodziców, żeby te nawyki przekazywać, dobre takie zwyczaje żywieniowe od małego, już małym dzieciom.
Halo, dzień dobry. Dzień dobry. Tak, słuchamy pana. Proszę panów redaktorów, a nie prościej by było, jak się wspierać, kto ma rację z tym żywieniem? Może jakieś dwa zestawy w szkole, jeden taki tradycyjny, a drugi dietetyczny i wtedy będzie bez problemu. Każdy będzie jadł, co będzie uważał za to, co chce. To nie można tak kogoś przymuszać. Żyjemy w wolnym państwie i każdy je to, co chce. To jest jego zdrowie, jego życie. Do widzenia panu. Dziękujemy bardzo.
No ale założenia są jednak inne. Dzieci chyba najbardziej lubią to, co niezdrowe, zresztą obawiam się, że dorośli również. No tak może być. A potem są takie wnioski, że te nasze dzieci są coraz bardziej pulchne. Takie są pulchne, czyli kiedyś dziecko pulchne uznawane było za zdrowe, a dzisiaj jest dokładnie odwrotnie.
Obiecaliśmy, że porozmawiamy z dietetykiem, z panią dietetyk, no to teraz porozmawiamy. Pani Agnieszka Tokarska z nami. Dzień dobry po raz drugi w tym tygodniu, witamy serdecznie. Dzień dobry.
O co tak naprawdę chodzi w nowym modelu żywieniowym w szkołach? W dużym skrócie. Otóż Narodowy Fundusz Zdrowia podkreśla, że te nowe przepisy do szkół, które są obecnie wprowadzane i do przedszkoli również, kładą nacisk na wdrażanie zasad diety planetarnej, właśnie w tych wszystkich placówkach edukacyjnych. I dieta ta to konkretny taki model żywienia, który łączy troskę o zdrowie z troską jednocześnie o środowisko. I jedno z takich głównych założeń to większy udział produktów pochodzenia roślinnego. I dieta ta planetarna ma na celu zmniejszenie negatywnego wpływu produkcji żywności na klimat. Jest skierowana do osób ogólnie zdrowych, to jest bardzo ważne, i uwzględnia duży udział produktów roślinnych, warzyw i owoców, produktów zbożowych pełnoziarnistych, nasion, roślin strączkowych, orzechów. I oficjalne zalecenia NFZ wskazują na konieczność ograniczenia produktów odzwierzęcych, czyli mięsa, jaj, nabiału, ryb, ale także cukrów i tłuszczów nasyconych. Zdaniem NFZ, ale też ogólna wiedza jest taka i wynikająca z nauki, że zastępowanie mięsa czerwonego białkiem roślinnym pomaga w zapobieganiu chorobom układu krążenia, cukrzycy typu drugiego oraz niektórym nowotworom. Ale NFZ podkreśla też przy tym, że nie musisz całkowicie wykluczać mięsa i innych produktów odzwierzęcych ze swojego jadłospisu, wystarczy jeśli po prostu...
No dobrze, ale jak to wygląda w praktyce? Teraz zastanawia. No właśnie. Z samych opinii dzieci wiem, zachwycone raczej tym modelem nie są. Tutaj w częstochowskich szkołach słyszałam, że pojawiają się na przykład makarony z ciecierzycy. Sama tego nie lubię. Dzieci, myślę, że tym bardziej nie do końca są takimi smakami, trochę wynalazkami zachwycone. I teraz tak, sam kierunek może jest i dobry, oczywiście, że tak, ale jeśli byśmy niezwykle skrupulatnie przestrzegali tych zasad diety planetarnej u dzieci, wzrasta wówczas ryzyko i to jest bardzo ważne, niedoboru energii, ponieważ jeśli mocno ograniczymy mięso, nabiał, jaja i te produkty, uwaga, wysokoenergetyczne, dziecko może po prostu jeść za mało, ponieważ aby produktami roślinnymi dobić do tej kaloryki, która jest niezbędna, to tak naprawdę jest ogrom jedzenia, a żołądki dzieci są zdecydowanie mniejsze niż u dorosłych, to jest oczywiste. Kolejna rzecz to niedobór białka. Znowu tu się pojawia sprawa ilości. Aby osiągnąć taką samą ilość białka jak na przykład w 100 gramach kurczaka, należałoby zjeść blisko dwie szklanki soczewicy, to jest 250 gramów. I tu znowu pojawia się sprawa małej objętości żołądka u dziecka i zbyt dużej ilości jednocześnie ciężkostrawnego jedzenia właśnie z tych produktów nasion roślin strączkowych. A wiadomo, że u dzieci bardzo ważna jest odpowiednia ilość białka, ponieważ organizm...
No dobrze, jeszcze zapytamy o to, czy ta dieta nie grozi nadmiarem błonnika. Tak, to też kolejny problem, ponieważ dziecko znowu ma mały żołądek. Jeśli dostanie zbyt dużo warzyw, pełnych ziaren, strączków i innych produktów bogatych w błonnik, może zbyt szybko się nasycić, zanim dostarczy odpowiednią ilość energii. Bardzo pani dziękujemy.
Agnieszka Tokarska, dietetyk kliniczny, wyjaśniała nam, o co chodzi w diecie planetarnej. Czyli jednak są minusy z tego, co ja słyszę. Niedobór energii grozi dzieciom, niedobór białka. Przestawimy się tylko na warzywa czy tam owoce. Rzeczywiście. No to jak to pogodzić? To jest zastanawiające.
Pewne nieścisłości się wkradły w nasze wiadomości, przynajmniej w jedną informację i zapowiedź. Rzeczywiście, to prawda, no ale i najlepszym zdarzają się małe potknięcia. Nie powinniśmy się z nich śmiać, tylko my się nie śmiejemy, my je po prostu poprawimy. Otóż piłkarki ręczne Kraso Niemka S. Piotrków zagrają w drugiej rundzie Pucharu EHF z MKS-em Evolt Lublin, ale nie w sobotę, tylko w niedzielę o godzinie 16. Gorzej jest, jeśli ta informacja dotarła do Lublina i te zawodniczki przyjadą tu w sobotę. No przyjadą, pozwiedzają sobie piękne miasto. Tak, Piotrków też piękne miasto. Nie, też dużo piękniejsze niż Lublin. Zostaną do niedzieli. No może tak, może to jest jakaś metoda, żeby je zmęczyć przed tym meczem rewanżowym. Przypominamy, mecz Piotrków w niedzielę o 16. Trzeba je jakoś podstępem podejść, bo tam wysoko wygrały u siebie. Tak, trzeba spróbować różnych metod.
A teraz poważnie, na koniec Magla temat numer jeden, czyli zmiana modelu żywieniowego w szkołach, zmiana w szkolnych stołówkach, dieta planetarna. To się pozmieniało i jak słyszeliśmy od przynajmniej rodziców niektórych, że no nie wszystkim dzieciom ta dieta pasuje. No dobrze, ale czy znasz takie dzieci, którym ta dieta pasowała także przed laty? Byłeś takim dzieckiem? Gdyby tam na przykład było kinder bueno, czekolada, Oreo, to by pasowało. Plus frytki i burgery, oczywiście. Ale jest inaczej. Więcej roślin, więcej tak zwanego zdrowego jedzenia.
Pan Szymon na naszym profilu facebookowym napisał, że zdrowe jedzenie jest lewackie. No pan Szymon nie tylko jeden post, bo tych postów kilka zamieścił. Właściwie w czym problem? Chodzi tylko o to, żeby dzieciaki w stołówce dostały czasami fasolkę czy kalafiora i to ma być jakiś duży problem. Z kolei pan Mateusz napisał tak: Płacisz za to jedzenie, którego dziecko wcale nie chce jeść. Po prostu to jest marnotrawstwo. Płacisz za dziecko i tak tego nie je. To opinia pana Mateusza. Są też inne opinie zwolenników i przeciwników. Pani dietetyk też zwróciła uwagę, że no niby to jest zdrowa dieta, no niby, na pewno zdrowa dieta. Na pewno. Ale czy dla tak małych dzieci, czy to wystarczająca ilość energii, którą dzieci potrzebują? Tak, bo ta dieta grozi niedoborem energii, niedoborem białka, żelaza, witaminy B i nadmiarem błonnika, bo powoduje to, że jest takie nasycenie tego żołądka.
Zastanawiałem się, dlaczego ta dieta jest nazywana dietą planetarną, a tu się okazało, że chodzi o to, że po prostu ten model żywieniowy stworzony został z myślą o przyszłości naszej planety. Która płonie. Która płonie i jakoś musimy przynajmniej dietą ugasić. Ugasić ten pożar.
Dziękujemy Państwu za dzisiejszy Magiel. Jutro kolejny dowód na to, że jesteśmy rozrzutni. Dwa zaproszenia Państwu rozdamy do kina Helios i na koncert grupy Demono. To wszystko jutro w Maglu. Tak, bo ten koncert, przypominamy, już jutro o godzinie 19 w Sulejowie.