Magiel
•
22.09.2026
Nie, nie, wszystko jest w porządku, proszę się nie martwić. Oczywiście są sponsorzy i jesteśmy. Witamy. Marcin Cecotka. Robert Gala, witamy w przedostatnim dniu lata, 22 września. Zdaje się, że jutro równonoc, tak? No tak, no w nocy tej najbliższej rozpocznie się astronomiczna jesień. Rozpocznie się? Zakończy się astronomiczne lato i rozpocznie jesień. Kilka minut po drugiej, już nie pamiętam, ale na razie jeszcze mamy ostatni dzień lata.
Tak, i to jest, uwaga, Światowy Dzień Bez Samochodu. Tak, będzie można za darmo jeździć naszą komunikacją, przynajmniej w Piotrkowie. Taki mamy gest. Mamy, oczywiście, Piotrków słynął z hojności. No i jest to także dzisiaj Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy. U nas nie ma takiej potrzeby. Nie ma takiej potrzeby. Nie ma, bo te podwyżki są naturalne, ale być może są gdzieś jakieś firmy, gdzie trzeba to poćwiczyć, zanim pójdzie się do szefa i poprosi o tę podwyżkę. Jeśli są takie firmy, to prosimy o sygnały, bo u nas, tak jak powiedziałeś, coś takiego po prostu nie wchodzi w grę. Bo to się naturalnie dzieje, te podwyżki. Oczywiście, że tak.
No dobrze, to może teraz przejdźmy do kalendarium, bo zazwyczaj o tej porze przechodzimy do kalendarza. Zazwyczaj. I to jest rok 1735. Wtedy Robert Walpole jako pierwszy brytyjski premier zamieszkał w rezydencji przy Downing Street 10. No i do dzisiaj tam brytyjscy premierzy zamieszkują, jeśli zostaną powołani na to stanowisko. Ciekawe, czy duch Roberta Walpole'a tam się gdzieś przechadza ulicami, nie ulicami, tylko korytarzami. Nie tylko tego premiera, bo tam tych premierów było sporo.
Rok 1929. Wtedy to Radio Kraków przeprowadziło pierwszą w naszym kraju transmisję radiową z meczu piłkarskiego. Wisła Kraków grała z Cracovią. No doskonale pamiętamy, Wisła wygrała wtedy wyraźnie 5 do 1.
No i teraz filmowe i serialowe rocznice, bo w 1975 premiera filmu Noce i dnie Jerzego Antczaka, swoją drogą czekam na ekranizację Netflixa Nocy i dni, bo co prawda na to się na razie nie zanosi, ale po sukcesie Lalki tak może być. A w 1997 na antenie telewizyjnej Jedynki rozpoczęto regularną emisję serialu Klan. Klan jest, wyobraź sobie, emitowany do dzisiaj. Ile tych odcinków? Ponad 4 700. A skoro to jest tak dobry serial, no to jest emitowany do dzisiaj.
I jeszcze jedno wydarzenie związane z kinem i z telewizją. Dokładnie 40 lat temu mieliśmy premierę komedii filmowej w reżyserii Janusza Majewskiego. Tej oto komedii. Co to jest? Kura. Na pewno kura? Na pewno. A może pan się myli, może to nie jest... Kura, dajmy na to pies? To nie jest pies, to jest kura. Niech się pan dobrze przypatrzy. Twierdzi pan kategorycznie, że to nic innego jak tylko stworzenie nazywane kurą. Twierdzę kategorycznie, że to jest osioł. Niech pan się nie przepraszał powiedzieć kura. Osioł? Nie, przejęzyczyłem się, to jest kura. A skąd panu przyszedł do głowy osioł? No właśnie, skąd mu przyszedł do głowy osioł, no bo to rzeczywiście na zdjęciu była kura, z tego co pamiętam. A to był film C.K. Dezerterzy.
I jeszcze jedna data z dzisiejszego kalendarium. W roku 2000 zakończono produkcję Fiata 126p, czyli malucha, jakby na to nie patrzeć. Wciąż są w naszym kraju aktywni wielbiciele małych Fiatów, są organizowane nawet specjalne zloty. Tak, są też oczywiście ci, którzy jeżdżą tymi samochodami.
Pan Jacek Krzyżański, z którym teraz się łączymy, jeździł takim samochodem, nawet brał udział w takich zlotach. Dzień dobry, panie Jacku. Dzień dobry, witamy pana. Dzień dobry, witam serdecznie.
Panie Jacku, co takiego jest w maluchach, czy było w maluchach, że wciąż cieszą się taką sympatią tych, którzy kiedyś nimi jeździli?
Ja w 1984 roku zrobiłem prawo jazdy i też właśnie akurat ojciec kupił mi malucha, ale to po prostu był samochód do jeżdżenia takiego rodzinnego. Ale w tych nowoczesnych czasach, powiedzmy, no to się na tyle zmieniło, że te samochody już generalnie nikt za bardzo nimi nie jeździł, no i stały się takimi ikonami praktycznie PRL-u. No i dużo osób te samochody sobie tak kupiło kolekcjonersko.
No my mieliśmy też różne kluby tutaj w Poznaniu. Ja w tej chwili już nie jestem takim czynnym miłośnikiem, ale generalnie się zainspirował mi taki jeden kolega, który, świętej pamięci Czester, który miał bardzo dużo tych maluchów, miał ponad dziesięć u nas. No i zaczęliśmy po prostu jeździć, pokazywać się tymi samochodami i się okazuje, że ludzie w różnych miastach bardzo się tak, można powiedzieć, zakochali. I to było tak popularne, że te samochody wróciły do takich łask, bardziej kolekcjonerskich, tak żeby ludziom uświadomić, jak to było kiedyś. No i praktycznie rzecz biorąc do dzisiaj te samochody sobie jeżdżą na zlotach.
Myśmy mieli fajny zlot, nas też zainspirowali Holendrzy, bo się okazuje, że najwięcej takich klubów małego Fiata to jest w Holandii. Mieliśmy takiego kolegę, Sergea de Jonga, który po prostu też zaprosił kiedyś do Holandii, jechaliśmy. Myśmy potem zrobili rewanż tutaj w Kórniku.
Ale proszę powiedzieć, dlaczego akurat w Holandii tych maluchów najwięcej?
No tak, się pytaliśmy zawsze, czemu w Holandii tak dużo. Jest tam mały teren, te ulice, jak się okazuje, te jezdnie też nie są za szerokie, no bo mieliśmy okazję trochę zwiedzić tam północną część i im praktycznie pasował ten samochód, tak z tego co nam mówił, z tym że oni mieli te samochody zawsze z takiej wyższej półki, można powiedzieć, bo oni bardziej z Niemiec kupowali. No także te samochody mieli z Włoch bezpośrednio. Oni do dzisiaj sobie jeszcze nimi jeżdżą, ale no wiadomo, na takie różne spotkania. Nas to też zadziwiło, że czemu tam najwięcej i jest taki popularny ten samochód.
A na takich zlotach, które się odbywały i wciąż odbywają, to co wybiera się najładniejszy, najlepiej utrzymany samochód, są jakieś takie...
Tak, tak, tak. To są różne konkursy, konkursy samochodowe. No ja się mogę pochwalić akurat, bo ten mój maluch, który miałem z 1978 roku w wersji standard, czyli to był taki podstawowy, ale jeszcze na tych chromowych zderzakach. I mogę powiedzieć, że mieliśmy pięćdziesięciolecie małego Fiata w Bielsku-Białej w 2023 roku, w czerwcu, tak jak data wskazuje, z tego czerwca z taśmy zszedł pierwszy zmontowany maluch. Na częściach włoskich, ja też go jeszcze miałem na częściach włoskich.
No i mój maluch, co prawda już nie byłem właścicielem, ale byłem tam też zaproszony, nowy właściciel go zaprezentował i muszę państwu powiedzieć, że został najładniejszym maluchem pięćdziesięciolecia w Bielsku-Białej. To był ogromny zaszczyt dla nas, dla mnie przede wszystkim, dla tej pani również, do tej pierwszej właścicielki, która go tutaj w Poznaniu kupiła.
No to jeszcze na koniec, panie Jacku, zapytamy o to: gdyby nam wpadł do głowy taki pomysł, mielibyśmy dużo pieniędzy i chcieli po prostu tak dla fanu kupić sobie taki samochód, to ile trzeba byłoby wydać?
No to to już są ceny dość pokaźne. No tak mniej więcej. W przypadku tego mojego malucha to jest mniej więcej gdzieś koło pięćdziesięciu tysięcy. Z tymi dokumentami, którymi oryginalnymi jest w tej chwili, z tymi certyfikatami, rachunkami, które miałem, to były zresztą w legendach PRL-u u Patryka Mikiciuka. Także ja szacuję ten maluch. Ale są też maluchy na pewno o wiele tańsze, no bo to zawsze był taki samochód dla młodzieży, który mogli zaczynać takie spotkania z samochodem. Za pięć tysięcy też się kupiło, ale to najwyższe półki naprawdę to już są ceny pokaźne.
Bardzo panu dziękujemy. Jacek Krzyżański był z nami, człowiek, który posiada najładniejszego malucha. Posiada, posiada. Dziękujemy bardzo. Dziękuję, pozdrawiam.
Dwadzieścia sześć lat temu w Bielsku-Białej zakończono produkcję samochodów Fiat 126p, czyli Malucha. Przy okazji warto przypomnieć dzisiaj dzień bez samochodu. Tak i dzisiaj możemy zostawić swoje samochody i skorzystać z naszej komunikacji miejskiej zupełnie za darmo. Tak, a my pytamy w Maglu, kto jeszcze pamięta Fiata 126p? Co takiego było w tym samochodzie, że organizowane są co jakiś czas zloty miłośników? W niedzielę odbył się taki zjazd na przykład w Łodzi. Coś musi być w tych samochodach, że pamiętamy o nich, że wspominamy. Są jeszcze osoby, które miały i to nie jednego Malucha. Tak, było, było, tak. I takie wspomnienia, proszę państwa, na naszej antenie.
Właśnie teraz zapowiadaliśmy taki specjalny felieton człowieka, który posiadał kilka takich samochodów. Oto Artur Wolski. Jako były właściciel czterech Maluchów przygotowałem dla tych, którzy nigdy nie mieli takiego cacka, parę informacji.
Fiat 126p, samochód, który udowodnił, że do przewiezienia czterech osób, zakupów na cały tydzień i teściowej nie potrzeba dużego bagażnika. Wystarczy odpowiednia technika pakowania. Maluchem można było pojechać wszędzie, no prawie wszędzie. Pod górkę trzeba było tylko wcześniej rozpędzić się od sąsiedniej gminy.
A jednak Maluch przez lata był dla milionów Polaków czymś znacznie więcej niż samochodem. Był pierwszym autem, rodzinnym kombi, samochodem dostawczym, pojazdem wakacyjnym, limuzyną na wesele i w zależności od potrzeb mobilnym magazynem wszystkiego, co akurat trzeba było przewieźć. Największym wynalazkiem Malucha nie był zresztą silnik ani konstrukcja nadwozia. Była nim umiejętność wykorzystania każdego centymetra przestrzeni. Przedni bagażnik, tylna półka, przestrzeń za siedzeniami, nogi pasażerów, kolana kierowcy, wszystko miało swoje zastosowanie. Do dziś budzi uśmiech, wspomnienia i pytanie, jak my się wszyscy do tego Malucha mieściliśmy.
Mój kolega wspominał swego czasu podróż maluchem do Stambułu na zakupy. Autem pojechały cztery osoby. Zrobili zakupy ciuchów na bazarze i wrócili. A ja, dokładając bagażnik na dach, przewoziłem meble ze starego do nowego mieszkania. Takie to było auto.
Dzisiejsze samochody wystarczy otworzyć, nacisnąć przycisk start i gotowe. Żadnej filozofii, ale stary Fiat 126p miał własne zasady. Zwłaszcza zimą odpalenie malucha potrafiło być wydarzeniem, które angażowało całą rodzinę. Najpierw trzeba było dostać się do samochodu, odśnieżyć go, skrobać szyby, sprawdzić, czy wszystko jest na swoim miejscu, a później przychodził najważniejszy moment: uruchomienie silnika. I tu pojawiała się ona. Szczotka. Dla niewtajemniczonych mogła wyglądać jak zwykły element wyposażenia garażu. Dla właściciela starego malucha była jednak niemal częścią fabrycznego wyposażenia. Trochę szczotką, trochę ręką, czasem delikatne stuknięcie tu i tam i można było próbować ponownie. Kluczyk. Pierwsza próba. Druga próba. I wtedy człowiek już wiedział, że jest nadzieja. Jeszcze jedna próba, trochę ssania, odpowiednie wyczucie gazu i nagle jest. Maluch odpalił.
Właściciel nie cieszył się jednak długo. Teraz trzeba było poczekać, aż silnik trochę popracuje i nabierze temperatury, bo przecież nie można było od razu ruszać. A gdy już ruszył, trzeba było pamiętać, że zimny silnik miał swoje humory. Za dużo gazu źle, za mało też źle, za szybko puszczone sprzęgło jeszcze gorzej. Ale kiedy w końcu maluch ruszył z podwórka, człowiek czuł satysfakcję, jakby właśnie uruchomił prom kosmiczny.
Dzisiaj mamy podgrzewane fotele, kamery 360 stopni, automatyczne światła, czujnik martwego pola i samochody, które same potrafią zaparkować. A kiedyś szczotka, kluczyk, ssanie i wiara. I najważniejsze pytanie każdego zimowego poranka: odpali? Jeśli odpalił, dzień już był udany. Dziękujemy bardzo za trud.
A z nami pani Małgorzata. Dzień dobry.
Dzień dobry.
Pani była posiadaczką malucha?
Proszę pana, myśmy mieli malucha. Prywatnie się uczyłam jeździć i w 1992 roku zdawałam prawo jazdy na maluchu. Także później troszkę żeśmy pojeździli, tylko nie była zmiana samochodu, wiadomo, ale na maluchu się uczyłam jeździć i prawo jazdy na maluchu w 1992 roku zdawałam.
Za pierwszym razem się udało?
Za pierwszym razem, tak.
Na co takiego jest w tym samochodzie, czy ewentualnie było, że do dziś jest wspominane?
To znaczy, on był mały, wszędzie można było z nim wjechać. Nie jest tak jak teraz, są samochody duże, że trudności są z parkowaniem, niektórzy mają, jak widzę. A maluszkiem można było wszędzie wjechać. Problemowo.
A ile palił taki maluszek, pamięta pani?
No, koło pięciu litrów, tak jak któryś pan wspominał.
No, pięć litrów. Potwierdzę pani. A co się stało z tym pani maluchem?
A później teść go wziął. I długo on w ogóle funkcjonował, długo jeździł ten maluch?
Oj, koło piętnastu lat jeździł, teść jeszcze jeździł nim.
Dziękujemy pani bardzo za te wspomnienia. Dziękuję również. Miłego dnia życzę.
Miłego dnia pani życzymy.
Kto jeszcze jeździł maluchem? Do jakiej prędkości taki maluch się rozpędzał, tak się zastanawiam. Wtedy nie było takich autostrad jak w tej chwili, ale można było się rozpędzić. Ale do ilu? No właśnie, to jest pytanie, czekamy.
Dzień dobry, witam wszystkich. Proszę państwa, nawiązując do tematu przewodniego maluszka, czyli 126p, to bym powiedział tak: no miałem dwa maluszki, jednego wylosowałem w pierwszym losowaniu, które były na przedpłaty, drugiego...
Ale czy może pan nam to wyjaśnić, na czym to polegało? Pan wylosował na przedpłaty, o co chodzi?
Były przedpłaty ogłoszone przez bank PKO. Trzeba było wpłacić pewną sumę zaliczki i była to forma taka, że było losowanie tych przedpłat. Tak jak w lotto. Tak, losowanie. I kto wylosował ten tak zwany talon, to wtedy był zawiadamiany i była możliwość odebrania tego maluszka w którymś z punktów zbytu. Ja odbierałem w Łowiczu. Aby było tam pojechać, odebrać samochód z Łowicza.
A ile kosztował, pamięta pan?
W tej chwili nie mogę sobie przypomnieć. Pamiętam tylko cenę z Pewexu, bo później były w Pewexie, to było 800 dolarów, kosztował w Pewexie.
800 dolarów. Tak. I to był jedyny samochód w tym czasie, w latach 70., 80., którym można było przewieźć dwa telewizory kolorowe produkcji radzieckiej Rubin. Telewizor Rubin ważył 70 kilogramów, miał dosyć potężne gabaryty i w maluszku po wyjęciu przedniego siedzenia pasażera można było umieścić kolorowy telewizor marki Rubin na tylnym siedzeniu, a drugi telewizor na podłodze. Żaden inny samochód osobowy nie był w stanie przewieźć tego telewizora.
No dziękujemy bardzo za to wspomnienie. A wtedy był czas taki, że należało telewizor, jak się zepsuł, trzeba było zawieźć telewizor do mechanika. Wiadomo. Między innymi taki zakład prowadził wytworny pan Stachaczyk na ulicy Starowarszawskiej.
Ale czy pan mówi o tym samym panu Stachaczyku?
No taki wytworny, w okularach z wąsami.
A to wytworny, to tak. Tak, tak, lustrował klienta, który był godny przekroczyć apartament progu warsztatowego. To nie było takie proste. Nie było takie proste, z ulicy się wchodziło tam. Nie, nie, nie. To trzeba było, to były nobilitacje trzeba mieć. Także pozdrawiam wszystkich, wszystkiego dobrego.
Dziękujemy bardzo.
No nie znaliśmy pana Tomasza z tej strony, że on lustrował i... To, że wytworny, to tak. To, że wytworny, to dzisiaj, natomiast że lustrował i decydował, czy ktoś może wejść do warsztatu, czy nie, no nie znaliśmy akurat z tej strony.
Jeszcze jedna rozmowa. Pan Adrian Knapik z nami. Tak, z warsztatu Aldi Car w Piotrkowie. Pan Adrian zna się na fiatach nie tylko 126p, ale także 125p. Jak mało kto. Dzień dobry.
Dzień dobry, witam serdecznie.
Panie Adrianie, nurtuje nas taka jedna sprawa, znaczy nie jedna związana z maluchem, ale akurat tego jeszcze nie wiemy. Do jakiej prędkości potrafił rozpędzić się maluch?
No to tutaj ciekawość. Z lat takich ubiegłych, kiedy byłem jeszcze młodym człowiekiem, od ojca brałem maluszka, prawa jazdy nie miałem, z kolegą jeździliśmy. Powiem taką ciekawostkę: 145 kilometrów na godzinę.
145. A tam na liczniku chyba było 140 przynajmniej.
Dokładnie, także poza skalę wychodziło. Dodam jeszcze, że były felgi 13 od BISA, więc może dlatego troszkę tej prędkości dodawało. Ile maluch... Ale prędkość taka, że tak powiem, bezpieczna i komfortowa.
W zeszłym roku jeszcze maluszkiem byłem pod Manufakturą na takim zlocie, który się cyklicznie co roku odbywa. Na autostradę wyjechałem, no troszkę wstyd, 95 na godzinę, wszyscy mnie wyprzedzali. Nawet TIR mnie wyprzedzał, ale no... A autostradą nie można tam.
No nie, nie, nie. A ile pan miał tych maluchów w swoim życiu?
No w swoim życiu myślę, że gdzieś około dziesięciu.
Dziesięć? Ostatniego miałem rok temu, sprzedałem. Posiadaczem jestem w tej chwili Fiata 125p i Poloneza Borewicza.
No to nieźle. Ale proszę powiedzieć, bo przecież były różne modele tych maluchów, prawda? Ja pamiętam BIS, taki był taki model w latach 90. chyba do użytku.
Pewnie, BIS był bardzo komfortowym samochodem, bo miał z tyłu silnik oddzielony półką i dobrze wygłuszony, no i przede wszystkim miał koni troszeczkę więcej i ogrzewanie porządne, bo na płyn było już, obieg płynu.
A jakie jeszcze modele pan pamięta, modele Fiata 126p?
No na pewno ten standard, tak. Ja mam prawie 50 lat, więc ten standard taki na tych blaszanych zderzakach, no myślę, że to są takie najładniejsze te maluchy, w tej chwili dosyć drogie. No później FL-e były eleganty, bisy po drodze, no i były takie prototypy, które nie były wdrożone, na przykład taki bąbel, który myślę, że był najładniejszym maluchem niewdrożonym do seryjnej produkcji.
My wiemy, ci, którzy pamiętają tamte czasy i ci, którzy posiadali malucha, ale na malucha czasami mówiono kaszlak. Może pan przypomnieć dlaczego?
No przede wszystkim odpalanie na rozrusznik, na linkę dawało taki specyficzny odgłos. No i po drugie, jak odpalił, te marne dwa cylindry najpierw chodziły na jednym cylindrze, później włączał się drugi, no i tym samym oddawało taki odgłos, no tak jakby dopiero z zagrobu wrócił ten samochód.
No ale proszę powiedzieć, co takiego jest w tych maluchach, że one cieszą się takim uznaniem wielu osób? Na przykład pamiętamy taką historię, jeden z najlepszych aktorów wszech czasów, Tom Hanks, otrzymał malucha i był bardzo z tego zadowolony.
Oczywiście, że tak. Po pierwsze, że bardzo ładnie narysowany samochód. Po drugie, był to dla nas taki samochód, który motoryzował Polskę i był w największej ilości produkowany w Polsce. No i po trzecie, teraz taka nutka wspomnień, łezka kręci się w oku. Każdy z chęcią wraca do tych samochodów, które kiedyś albo miał, albo chciał mieć, albo pamięta z wcześniejszych czasów.
Odbywają się zloty, pan brał udział w takich zlotach, a tak zastanawiamy się, gdyby ktoś chciał odkupić takiego malucha, dobrze utrzymanego, to ile trzeba wydać?
To zależy od rocznika, od serii, od tego, jak jest w stanie? Oczywiście od serii. Pierwsze maluchy, takie z tego 73., 74. roku, niektóre nawet były jeszcze na częściach włoskich sprowadzane, w Polsce składane, no myślę, że to są pieniądze rzędu, przecież znamy historię, w garażu znalazł się maluch z zerowym przebiegiem.
Tak jest, no było, było. Dobrze pamiętam, za sto tysięcy poszedł dziesięć lat temu.
Sto tysięcy, to całkiem nieźle.
No naprawdę nieźle. Tak, nawet na TVN Turbo oglądałem parę dni temu licytację, był nowiutki, z zerowym przebiegiem, elegant. Tylko że elegant jeszcze nie wszedł akurat w tą strefę samochodów bardzo docenianych, no to były za trzydzieści trzy tysiące wyceniony.
A był rzeczywiście Fiat 126p w wersji kombi, czy to jakieś fajki? Znaczy, no narysowany może był, może jakiś jeden prototyp powstał, był nawet maluch z silnikiem z przodu, z takim ryjkiem, ryjek się chyba nazywał. No było wiele rzeczy narysowanych, ale no niestety, no nie było dojść i żeby to weszło do produkcji.
Bardzo panu dziękujemy za te wszystkie informacje. Adrian Knapik z salonu, z warsztatu Aldicar z Piotrkowa był z nami i wspominał Malucha. Dziękujemy bardzo.
Serdecznie dziękuję, pozdrawiam.
Czy pamięta pan jeszcze Fiata 126p?
Oczywiście, że pamiętam. Miałem nawet.
Jaki to był samochód? Sprawował się, dobry był?
Bardzo dobry, bardzo dobry. Jak ja jeszcze trzydzieści ponad lat temu jeździłem do dziewczyny, to prawie miską olejową zawadzał, bo takie koleiny były, ale trzeba było dojechać. Bardzo dobry samochód, nie narzekałem. I to dosyć. Później pracowałem i służbowy samochód Malucha też miałem. Jeździł po tych knajach, po tych dziurach wszędzie.
A dlaczego według pana Fiat 126p tak zapisał się w naszej historii, bo nie ukrywajmy, że jednak każdy o nim słyszał, każdy go pamięta. Dlaczego on się tak zapisał u nas w kulturze?
Jako samochód to był mocny, no że małe były to jest fakt, no ale dla dużych ludzi to były za ciasne trochę, bo to niektórym to głową do dachu prawie sięgał, no ale jako tako to były dobre, bo miałem malucha, jeździłem, ponad sto tysięcy zrobiłem, później musiałem sprzedać, no bo już nie było wyjścia, rodzina założona, to no to już dzieci przyszły, no to trzeba było sprzedać. I jeszcze sprzedałem jeszcze na giełdzie i jeszcze ktoś tam jeździł nim, cieszył się. Był to tani samochód, droższy i kosztowo, może pan pamięta? Tego to już nie pamiętam. Sześćdziesiąt tysięcy chyba. Sześćdziesiąt, bo i syrena, i to coś w jednej cenie była, no.
Dzień dobry. Witamy. Proszę pana, na te samochody były przedpłaty, na duże fiaty i na maluchy. Były. Rata na malucha wynosiła tysiąc złotych, pamiętam. I było losowanie, bo przedpłaty się wcześniej robiło i kto nie wylosował, to były ogromne dyskusje, bo chcieli ludziom oddać pieniądze. Ale był poseł taki Ryszard Bugaj, on bardzo za tymi ludźmi był, żeby dostali. No i my też żeśmy dostali, bo nie było wylosowane. Ale dali nam jednak samochody wszystkim, kto nie wylosował nawet.
No dali, trzeba było zapłacić za te samochody, nie?
Tak, ale wie pan, dali tym, których wylosowali, a reszcie mieli oddać pieniądze. Ale ten pan Ryszard Bugaj, no to tak był za tymi ludźmi, że im się też należą, też, no i do tego doszło.
Dziękujemy pani bardzo. Dziękujemy serdecznie. Przedziwne czasy. Nie dość, że trzeba było zapłacić, to trzeba było jeszcze mieć szczęście w losowaniu. Szczęście w losowaniu, gdybyś dziś tak u dilera, tak, żeby jeździć kaszlakiem. Nieprawdopodobne historie.
Taka piosenka o małym Fiacie powstała pod koniec lat 90., kiedy wiadomo było, że produkcja będzie wygaszana. To grupa Big Cyc. Tak, no mały Fiat był bohaterem i piosenek, i książek, i komiksów, i w wielu filmach zagrał. Tak, i zagrał w wielu filmach, a produkcję zakończono dokładnie 26 lat temu. Dzisiaj wspominaliśmy wspólnie z naszymi słuchaczami te czasy. Można jeszcze powspominać przede wszystkim na naszym profilu na Facebooku. I tam coraz więcej komentarzy, a nawet z tego, co widzimy, zdjęcia.