Ale To Już Było
•
27.04.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było. 40 lat temu, w nocy z 25 na 26 kwietnia 1986 roku, w czarnobylskiej elektrowni jądrowej w ZSRR doszło do najpoważniejszego wypadku jądrowego, jaki ujrzała ludzkość. Pokrótce, podczas nieudanego testu bezpieczeństwa w reaktorze numer 4 typu RBMK, w wyniku błędów proceduralnych i wad konstrukcyjnych doszło do gwałtownego wzrostu mocy, eksplozji oraz pożaru rdzenia, co doprowadziło do uwolnienia ogromnych ilości substancji promieniotwórczych do atmosfery.
Skażenie objęło znaczną część Europy, a skutki zdrowotne i środowiskowe odczuwalne są ponoć do dziś. Władze Związku Radzieckiego początkowo próbowały ukryć skalę katastrofy, co dodatkowo pogłębiło jej konsekwencje. Ale życie toczyło się przecież dalej, także w Polsce i oczywiście w Piotrkowie Trybunalskim.
Prezydentem Piotrkowa w czasie wybuchu był Stanisław Kwapiński, który sprawował tę funkcję od 1985 do 1990 roku. Tak sprawę natomiast wspomina Antoni Sokalski, również prezydent Piotrkowa, ale w latach 1976?1981. W 1986 roku pełnił funkcję zastępcy dyrektora Wojewódzkiego Zarządu Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich.
U nas, jak w całym, powiedzmy, bloku socjalistycznym, o tym się nie mówiło.
Natomiast pierwsze informacje przyszły ze Szwecji, wspomina Antoni Sokalski, który pierwszą informację dostał od szwagra, marynarza z Gdańska. Mówi: Słuchaj, jest taka i taka sytuacja, marynarze ze Szwecji, z Wielkiej Brytanii przychodzą, że był wybuch w Czarnobylu, no i jest skażenie środowiska.
A Trybunalski Gród felernego kwietnia szykował się do jednego z najważniejszych świąt za komuny, czyli Święta Pracy przypadającego na 1 maja. Wtedy to było delegacje ze wszystkich zakładów pracy czy szkół pod delikatnym przymusem władzy maszerowały między innymi przez... Przez słowackiego z czerwonymi sztandarami i wzniosłymi hasłami, nie do końca zdając sobie sprawę z niewidzialnego, bezsmakowego i bezzapachowego zagrożenia, jakie wybiło z Czarnobyla.
Mowa oczywiście o radioaktywnym izotopie cezu-137, który dotarł nad Polskę.
Dopiero jak był pochód 1 maja, weszła, to był dzień czwartek, daliśmy na Narutowicza, no naprzeciwko Bernardyn i doszedł do mnie dyrektor ZOZ-u, nieżyjący już, chwilę obecnie, i mówi: Słuchaj, jest taka i taka sytuacja, w poniedziałek przyjdź, powiedzmy sobie do przychodni na Wysokiej, wtedy była moja przychodnia, żeby tam wypić tego płynu Lugola.
Picie dzieciom płynu Lugola to radziecka Coca-Cola. Szyderczo mówiono podczas akcji podawania dzieciom brązowego płynu, jaki miał ograniczyć małe tarczyce przed wchłanianiem radioaktywnego izotopu.
Czy pomogło? Być może, bo badania nie mówią o wzroście zachorowań, choć naukowcy dziś wskazują, że akcja była, co tu dużo mówić, spóźniona.
Sprawa czarnobylska odbiła się też na całkowitym upadku zaufania do władz PRL i ZSRR. Nic dziwnego, skoro nawet były prezydent Sokalski musiał się dowiadywać o wybuchu przez szwagra marynarza, a ówczesne media informowały z opóźnieniem i cenzurą, ograniczając się do uspokajających komunikatów.
Dopiero naciski międzynarodowe i wykrycie skażenia za granicą wymusiły bardziej konkretne informacje. Ale to już było, a teraz mamy wolne media i przepływ informacji. Pytanie, czy od ich ilości teraz poważnie potraktowano by zagrożenie i nie wyrosłyby ruchy anty-Lugolowe.