Ale To Już Było
•
25.02.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było.
Stare kombinaty, dziewiętnastowieczne ceglane fabryki i hale, rury, stal, kominy i beton przyciągają oko swoją postindustrialną monumentalnością. Jeszcze w latach 90. i na początku XXI wieku takie obiekty, gdy fabryczne życie zostało w nich zgaszone przez zmiany ustrojowe i twardą rękę wolnego rynku, były raczej powodem do wstydu. Z czasem jednak zauważono w nich ogromny potencjał.
Jednym z najlepszych przykładów, jak tchnąć życie w zmurszałe ceglane mury, była zapewne rewitalizacja Manufaktury w Łodzi. Cztery lata pracy, niemal dwa i pół tysiąca pracowników i oszałamiające 200 milionów euro sprawiły, że ruiny fabryki Izraela Poznańskiego z miejsca schronienia dla osób w kryzysie bezdomności, drobnych złodziei złomu i wszelkiego rodzaju patologii stało się symbolem i perełką dawnej ziemi obiecanej.
W Polsce znajdziemy więcej takich przykładów. W niedawno kojarzącym się raczej z biedą i biedaszybami Wałbrzychu dawna kopalnia Julia została przebudowana na Centrum Nauki i Sztuki Stara Kopalnia. Na modłę ze Stanów Zjednoczonych stare zakłady przerabia się nie tylko na obiekty usługowe czy muzealne, ale też nowoczesne lofty, by jeszcze niedawno niechciane przestrzenie sprzedać po kilkanaście tysięcy złotych za metr jako luksusowe apartamenty.
A przecież Piotrków Trybunalski pełny jest perełek architektonicznych, które, no cóż, popadają w coraz większą ruinę. Europa, Huty Wanda, Sigmatex czekają na swoje pięć minut i szansę finansowania oraz remontu. Choć trzeba przyznać, że czasem się udaje. Przykładem na pewno jest realizacja Starego Aresztu czy Hali Targowej, ale wróćmy do Sigmatexu.
Można powiedzieć naszej małej wersji manufaktury w Łodzi. Po upadku fabryki na przełomie wieków obiekt zaczął popadać w coraz to większą ruinę. Za rządów prezydenta Waldemara Matusewicza prawa do użytkowania wieczystego sprzedano za grubo ponad milion złotych. W 2006 roku przeprowadzono czyszczenie cegieł elewacji. Na chwilę wszyscy rozmarzyli się o nowoczesnym obiekcie. Obiekcie w duchu manufaktury właśnie.
W 2010 roku miasto obiegł news o inwestorze, który chciał w Bawełniance zrobić galerię handlową na 60 sklepów i parking na 300 samochodów. Jednak z tego nic również nie wynikło.
W 2015 roku miasto znów zadrżało. Tajemniczy Lech Sulima wrócił do Piotrkowa po 10 latach, aby rozwalić miasto kulturowo. Zamarzyło mu się, aby w Sigmateksie za pomocą remontu z pozostałości sklejki i gruzu stworzyć galerię sztuki niczym w Nowym Jorku. Miejsce miał otwierać raper Liroy. Miała być galeria, scena muzyczna, a nawet nowoczesne studio radiowo-telewizyjne. Na sklejce i gruzie temat się zakończył. Tajemniczy Lech poszedł w podszywanie się pod Radio Piotrków, a Sigmateks na kolejne lata pozostał pustostanem, zasiedlonym jedynie przez naszego lokalnego zbieracza, który wypełnia sukcesywnie kolejne piętra odpadami komunalnymi.