Ale To Już Było
•
04.02.2026
Filip Zieliński, zapraszam na program Ale to już było.
Gdy radni Rady Miasta Piotrkowa Trybunalskiego pytają się dyrektora Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego o możliwość wprowadzenia na miejskie linie małych autobusików, jakie miałyby poprawić kondycję piotrkowskiego zbiorkomu, nie można nie powiedzieć: ale to już było.
Przecież jeszcze 20?30 lat temu w Piotrkowie prywatny transport ludzi był rozwinięty chyba do granic swoich możliwości, a historia jego rozkwitu i upadku wiąże się z przemianami polityczno-gospodarczymi, problemami miejskich i państwowych instytucji oraz walki wolnego rynku z rozrastającą się biurokracją, jaka ten wolny rynek chciała ukrócić i ustabilizować.
Gdy komuna upadła, MZK w Piotrkowie zaczął podupadać finansowo. Brakowało na nowy tabor, a stary trzeba było naprawiać, kanibalizując autobusy. Prywatna przedsiębiorczość natomiast zaczęła rozwijać się w najlepsze. W mieście za sprawą m.in. biznesmena Krzysztofa Kurczyny i jemu podobnych zaczęły pojawiać się prywatne małe autobusy zwane u nas regionalizmem minibusy.
Na początku polskie Nysy 522, często z drewnianymi ławkami, później sukcesywnie zastępowane sprowadzanymi z Niemiec Mercedesami T1, zwanymi kaczkami. Minibusy opanowały miasto. W najlepszych czasach jeździło ich po mieście ponad 60. Prywatni przewoźnicy byli na wszystkich liniach i w atrakcyjnych cenach przewozili mieszkańców Piotrkowa. Podczas godzin szczytu minibusy z przystanków odjeżdżały co kilka minut.
Wszystko jednak działo się w czasie, gdy regulacje prawne, przepisy i wszelkie pozwolenia narzucane przez samorząd nie działały. Tak twierdzili m.in. związkowcy z MZK, PKS czy piotrkowscy taksówkarze. Pojawiły się akcje protestacyjne. W 1997 roku przewoźnicy i związkowcy zablokowali Urząd Miasta, sprzeciwiając się minibusom i żądając ograniczenia pozwoleń dla prywaciarzy.
Kierowcy minibusów też nie byli zadowoleni, bo po różnych działaniach rajców... oraz wyroku Sądu Rejonowego, który stwierdził, że bez zezwolenia jeżdżą nielegalnie, minibusiarze również zaczęli strajkować.
W pewnym momencie sprawą został zainteresowany Janusz Korwin-Mikke, wolnorynkowy król i lider Unii Polityki Realnej, przyjechał do Piotrkowa, przyglądać się sesji Rady Miasta, gdzie debatowano o prywatnej komunikacji miejskiej. I jak możemy przeczytać w Tygodniu Trybunalskim z 1997 roku, właśnie miał przeorganizować piotrkowską komunikację. "Gdyby 300 lat temu radni Nowego Jorku słuchali związków zawodowych, to dzisiaj w tym mieście kursowałyby dyliżanse" ? mówił Korwin.
Lata mijały, pojawiały się nowe przepisy ograniczające wolność rynku transportu zbiorowego ludzi. Wstąpiliśmy do Unii Europejskiej, pojawiły się pieniądze na inwestycje w MZK, a mieszkańcy Piotrkowa uzbrajali się w coraz więcej prywatnych samochodów.
Tak powoli skończyło się Eldorado minibusów, które sukcesywnie niemal całkowicie zniknęły z ulic Piotrkowa Trybunalskiego. Biznesmeni gdzie niegdzie przenieśli się, głównie na linie podmiejskie, zastępując tam umierające PKS.
Czy teraz minibusy odrodzą się pod marką MZK? To pokaże czas. Jednak historia kołem się toczy i troszkę te wydarzenia z lat 90. przypominają walkę wszelkiego rodzaju Uberami czy przewozami na aplikacje. I śmiało można powiedzieć: ale to już było.