Ale To Już Było
•
13.10.2025
Filip Zieliński, zapraszam.
Kiedyś w Piotrkowie, w czasach przed murkiem za 900 tysięcy złotych, Rynek Trybunalski wyglądał całkiem inaczej. Nie było pięknych donic z kwiatami i drzewami, wszędzie panowała trlinka i przede wszystkim nie było żadnych tabliczek z zakazem wjazdu. Za to samochody, całe mnóstwo samochodów. Rynek był wtedy czymś w rodzaju nieformalnego parkingu. Kierowcy parkowali nie tylko przy krawężnikach, ale też na środku placu, bo przecież na chwilkę, tylko po bułki i zaraz wracam. W centrum miasta panował swojski gwar silników, klaksonów i rozmów, a gołębie znały każdy model Poloneza z widzenia.
Ale rok 2005 przyniósł zmianę. Jak czytamy w Tygodniku Trybunalskim z 29 września 2005 roku, właśnie zaczęła się rewitalizacja Starego Miasta. Ambitny projekt, który miał odmienić serce Piotrkowa. Przebudowa objęła cały Rynek Trybunalski. Zamiast trlinki miała pojawić się nowa kostka i płyty granitowe, aby odzyskać dawny charakter.
Wraz z kamieniami przyszły też nowe zasady ruchu. Dotychczasowy tętniący życiem rynek, pełen samochodów i codziennego chaosu, miał stać się miejscem dla pieszych. Zdecydowano, że wjazd samochodem będzie zakazany. Wyjątek zrobiono tylko dla mieszkańców i dostawców. Kto nie zastosował się do zakazu, ryzykował mandatem w wysokości 500 złotych. Straż miejska zapowiedziała, że będzie ściśle egzekwować przepisy. Jak czytamy w artykule, koniec z traktowaniem rynku jak parking. Od teraz: dyscyplina, kultura, porządek.
Nie wszyscy mieszkańcy byli zachwyceni. Dla wielu rynek był przecież centrum codziennego życia. Tu się parkowało, spotykało, robiło zakupy, rozmawiało. Niektórzy mówili: Rynek bez samochodów to nie rynek, tylko scena teatralna. Inni przyklaskiwali zmianom. Wreszcie będzie ciszej, ładniej, bardziej europejsko. Jak w Krakowie, tylko bez smogu. No, może z mniejszym smogiem.
Konserwator zabytków miał powody do dumy. Zniknęły ślady oleju i opon, a pojawiły się nowe donice z kwiatami. Zabytkowe mury, jak pisano w gazecie, odzyskały dawny blask. Tylko kierowcy musieli znaleźć sobie inne miejsce na szybkie parkowanie.
Wraz z rewitalizacją przyszła nowa estetyka. Rynek stał się wizytówką miasta. Z czasem znów zapełnił się kawiarnianymi ogródkami, muzyką uliczną i turystami. Zamiast rzędu samochodów rząd stolików. Zamiast klaksonów, dźwięk koncertów i wydarzeń kulturalnych.
Dziś trudno sobie wyobrazić, że kiedyś rynek był pełen aut, ale wystarczy zapytać starszych piotrkowian. Pamiętają wszystko. To były czasy. Głośne, swojskie, bez rewitalizacji, bez znaków zakazu wjazdu i bez murka za 900 tysięcy złotych. Dziś rynek lśni pięknie, swojsko, europejsko, ale gdzieś pod tą nową kostką wciąż drzemie echo dawnych silników i zakopane resztki ratusza.