Z Innej Strony
•
17.10.2026
Z innej strony. Witamy Państwa bardzo serdecznie z innej strony. Dziś moim gościem jest Bartek Gumulec, po prostu. I teraz, Bartku, dzień dobry w ogóle. Dzień dobry, witam.
Powiedz mi, ja już kiedyś ci zadawałam to pytanie, ale tych funkcji ci przybywa, przybywa. Powiedz mi, jaką byś chciał mieć funkcję? Ja jestem dosyć ostrożny, bo słyszałem i myślę, że ci, którzy mnie lubią, to ich serdecznie pozdrawiam, ale pewnie są też tacy, którzy na mnie patrzą tak z lekka, z ukosa. I jak słyszą, że to jest znowu kolejna jakaś funkcja, to pomyślą: O matko, ten to już wszystko robi.
Ja sam, kontynuując ten wątek, często powtarzam, że zresztą wszyscy wiemy, jak ktoś jest do wszystkiego, to się okazuje być do niczego, ale ja się trochę obronię, bo ja tak naprawdę poruszam się w jednej dziedzinie. Mówimy o tej artystycznej dziedzinie, więc od kabaretu jest blisko do estrady, od estrady jest blisko do teatru. Sam skończyłem szkołę teatralną, więc jakby wszystko się zgadza. A to, że dyrektoruję festiwalowi, to po prostu moja miłość. To, że wspieram Kabaret Chyba jako menadżer, to jest kolejna moja miłość, bo tam pracuje moja żona, mój brat i też są tam moje marzenia gdzieś ulokowane w tym, co oni robią, więc proszę państwa, to nie jest tak, że jest mnie wszędzie pełno, tylko staram się robić rzetelnie to, co sobie wyznaczyłem.
To ja teraz zdementuję, wcale nie jest ciebie pełno, bo mimo tych wszystkich funkcji, które pełnisz, to nie jest tak, że otwieramy telefon, otwieramy lodówkę i tam jest Bartek Gumulec. Ale też znam miejsce w szeregu, wiem, co to jest pokora, także też dziękuję ci za to.
Ale wiesz, jak to jest, czasami słyszy się za plecami różne komentarze, ale oczywiście to są komentarze różne i też nie po to, żeby je garściami brać i się do nich przywiązywać, bo na szczęście są też te, które nas wspierają. Mówię: mnie, przyjaciół naszych, Stowarzyszenie Busola, bo mamy takie poczucie, że dla wszystkich... Wszystkich na naszym poletku jest miejsce i wszyscy zrobimy dobre rzeczy, jeżeli tylko będziemy chcieli.
Bartku, to wybacz mi kolejne pytanie, bo z jednej strony, no może jest to pytanie, które niekoniecznie będzie ci pasowało, ale z drugiej strony ono mnie frapuje od dłuższego czasu. Jesteś człowiekiem zdolnym, jesteś człowiekiem, który osiągnął tu w Piotrkowie naprawdę sporo, jeśli nie dużo i jeszcze dużo jest przed tobą. Czy czasem nie czujesz się, że jesteś w cieniu na przykład swojego brata, czy swojej teraz żony, która też występuje gdzieś i po świecie, i w różnych miastach? Nie masz czasem takiego wrażenia, bo ten potencjał masz. To nie jest tak, że oni są zdolniejsi, a ty musisz z pokorą przyjąć, że tyle nie potrafisz. Nie czujesz się czasem tak?
Czuję. Czuję się czasem, ale nie pominięty, nie w cieniu, ale czuję się... Elementem tej uchwałki, która się trochę nazywa Gumulce, ale tak pozytywnie, naprawdę proszę.
Bo ty świadomie wybrałeś to, że jesteś w Piotrkowie, bo ja pamiętam taki moment, kiedy miałeś propozycję i wcale nie musiałeś w tym mieście zostać, natomiast zrobiłeś to świadomie. Ale właśnie ten sentyment, przywiązanie do miasta i to znowu nie jest tak, że o matko, został i teraz nie wiadomo co. I marudzi, żal mu.
Absolutnie, bo naprawdę robię to ze szczerego serca i z taką prostotą, bo wtedy, na ten czas, myślę, robiliśmy w Piotrkowie bardzo ciekawe rzeczy, takie, które trochę też otwierały nasze miasto. To były kolejne edycje festiwalu, to były nasze koncerty z cyklu Kamienica, które naprawdę cieszyły się ogromną popularnością. Żeby wspomnieć ten ostatni z Marią Sadowską w piotrkowskim amfiteatrze, gdzie ponad tysiąc osób, bo sam amfiteatr mieści tam 999, a ludzie siedzieli na schodach, wiem doskonale, bo z panem Zajką liczyliśmy, ile to jest osób, bo za to się niestety płaci. Było ich ponad tysiąc, tysiąc sto prawie i to był ewenement w skali Piotrkowa, że koncert robiony w sumie siłą piotrkowian zgromadził tak dużą rzeszę i zresztą ludzie tęsknią i za tymi koncertami, za projektami, które robiliśmy w naszym mieście i wcale nie tylko markowanymi Stowarzyszeniem Busola, ale ogólnie energią naszego miasta.
Czyli ty się spełniasz w tym mieście, mimo tego, że mógłbyś robić dużo różnych innych rzeczy i byłbyś może w telewizji, może byłbyś człowiekiem bardziej znanym w całej Polsce? Niekąt tak, aczkolwiek wybierając taką, a nie inną drogę, muszę mieć świadomość, że pewnych rzeczy już nie zrobię, bo na pewne rzeczy jestem po prostu za stary.
Ale pogodziłeś się z tym? Tak, jest mi dobrze, jest mi dobrze, bo tak jak mówię, wspieram, bardzo wspieram i Madzię, i Piotrka, i w ogóle to środowisko, z którym od jakiegoś czasu pracuję, czyli środowisko estradowo-kabaretowe, które wydawałoby się takim środowiskiem tylko do śmiania i tylko do zabawy, natomiast to są niezwykle pracowici ludzie i podpatrywanie... Tego, jak oni muszą zarabiać na chleb, bo muszą to zrobić sami, tudzież praca w telewizji i podglądanie tego, jak się pracuje, jak się tworzy programy na żywo, nie na żywo, programy nagrywane, programy rozrywkowe, to jest niesłychanie interesujące i to dużo mi daje.
Wspierasz Kabaret Chyba, jesteś ich menadżerem i można by to było mówić dużo o tym wszystkim.
No właśnie, ale wróćmy do twojego brata, bo ostatnio zaistnieliście we dwójkę. Jak nie oglądam tego programu, to powiem ci, że z przyjemnością czekałam i pokazaliście się naprawdę, przynajmniej dla mnie, z bardzo fajnej strony. Jesteście bardzo do siebie podobni. Ty jesteś starszy.
Ja jestem starszy, a to był pomysł produkcji programu Taniec z Gwiazdami, bo byłem czwarty w kolejce, także spokojnie, proszę państwa. To nie tak, że ci od razu brat wygrał. Że byłem ten pierwszy i jedyny, bo w programie poświęconym rodzinie, powiedzmy gwiazdy w cudzysłowie, tudzież artyście biorącym udział w programie, zawsze jest ten moment na spotkanie z rodziną. No i w pierwszej kolejności była żona, Piotrka, Marta, później być może córka, ale ponieważ oni stronią trochę od tego świata mediów, to kolejnym wyborem była Madzia, moja żona, Magda Gumulec, z którą Piotrek pracuje na co dzień i która tak trochę naturalnie, z racji tego, że jest bratową, no jest w rodzinie, uznaliśmy wszyscy, że to będzie wybór najlepszy.
Ale tu się okazało, że produkcja programu wymyśliła, ponieważ też zna nas, kojarzy, wymyśliła ten patent braci bliźniaków. Ale myślę, że bardzo fajny patent. Niestety też w kontekście mojej żony, której się, że tak powiem, nie udało się wziąć udziału, twierdzę, że niestety bardzo dobry pomysł, bo widziałem też ten... Taniec, jak zwał, tak zwał, ten odcinek programu dopiero w nocy, nad ranem o czwartej wróciwszy do Piotrkowa, byłem w stanie to dopiero zobaczyć, ale tak mówię, kurde, fajne to było wymyślone, naprawdę.
Nie, fajne i myślę, że udało wam się w tę konwencję świetnie wpasować. Przecież program jest na żywo, to, że wy ćwiczyliście raptem chyba tydzień, prawda?
No trzy dni.
Ty to nawet trzy dni.
Pojechałem po raz pierwszy do Warszawy. Też to jest szaleństwo, drodzy państwo, no bo jadę, wracam do Piotrkowa, muszę iść do pracy, wrócić, znowu pojechać do tej Warszawy, zatańczyć, wrócić, zobaczyć, poznać tych ludzi. Wiecie państwo, no to jest cudowna energia, przy tym wspaniałe doświadczenie, chociaż moment, kiedy po raz pierwszy stanąłem i włączono kamery, te czerwone światełka się zaświeciły i padło aksamitnym głosem pana, że za chwilę zatańczy pan. Ja myślałem, że zwariuję. Wtedy odcięło mnie totalnie. Nogi miałem z gumy, z waty, nie wiem z czego, z gumy wypadałoby powiedzieć, ale tutaj trzeba zachować... To nie była taka guma, jakby sobie czegoś wyobrażał. Tak, tak. A przecież trochę takich rzeczy artystycznych robię, wydawałoby się, że jestem bardziej lub mniej odporny.
Ale udało ci się szybko nauczyć tego tańca, bo z tego, co twój brat mówił, Piotrek, to nie jest umiejętność tańca jako tańca, tylko to jest choreografia, do której trzeba się przystosować.
Trochę tak.
Kto jest zdolniejszy, ty czy Piotrek?
Nie wiem tego, ale na pewno się wspieramy w tym, bo on tutaj występował w pozycji już trochę takiego nauczonego tego tańca. Julia Suryś, jego partnerka, była naszą nauczycielką, mistrzynią, był Jacek Gierszke, choreograf. No i to było niesłychan...
Dla mnie najcudowniejsze było podglądanie, jak tancerze tańczą. Ja po prostu zamierałem, kiedy oni pokazywali, bo to jak tańczą, jak te ciała...
Ale zobacz, jakie to jest w ogóle dla nich wyzwanie. Mają przed sobą amatora, którego muszą szybko nauczyć tańczyć i muszą być tolerancyjni, bo jak mają partnera swojego, no to powiedzmy mogą mieć wymagania, a wy jesteście mimo wszystko laikami.
Jesteśmy laikami, którzy mają poczucie rytmu.
A to też różnie z... Więc właśnie, trochę coś zaśpiewamy, ale jak już państwo śledzą program, jak już trzeba ruszyć biodrem, to mój brat tutaj nie należy do tych ruchawych. Ale przechodzi z programu na program. Z drugiej strony jest lubiany, co uważam jest dla niego bardzo ważne, bo pokazuje go trochę z innej strony. W kabarecie chyba on jest tym, który zawiaduje, który musi o wszystkim pamiętać, który czasami ma srogą minę, bo to, to, to i to jest do załatwienia, a nagle okazuje się, że on nie musi, a może. I nagle z takiego gomułca, który po prostu zarządza firmą Kabaret Chyba, jest człowiekiem, który może się bawić i tego mu życzę, żeby było to jak najdłużej.
To ja zapytam teraz o twój strój, bo mieliście jednakowe koszule. Piotrek wspominał, że te ubrania nie do końca są takie wygodne, dopasowane. Miałeś trzy dni na to, żeby w zasadzie przygotowali dla ciebie tę koszulę. Ciasna była, niewygodna.
Przymiarki odbywają się w czwartki wieczorem. I ktoś szyje szybciutko. I ktoś szyje, wszystkim zawiaduje Martyna.
Wygodne było?
Znaczy to są śliskie materiały. Takie sztywne chyba, nie? Mówiąc o tym, że podałem jakiś zły rozmiar pasa i spodnie, które założyłem w czwartek o 19 po prostu były na nas dwukrotnie wziętych, więc nagle trzeba było na sobotę na próbę generalną to wszystko...
To dobrze, że nie w tę stronę, bo byś miał kompleks, że utyłeś przez dwa, trzy dni, a to był... Natomiast to wszystko jest bardzo widowiskowe, jak się widzi te dziewczyny, tych panów tancerzy w tych strojach, to nagle to jest... A powiem ci, że dla widza jest to też pewnego rodzaju wyzwanie, bo jeżeli sobie zdałam sprawę, że jest to program na żywo, gdzie wpadki też są wpisane w ryzyko, to powiem ci, że wyzwanie dla producentów musi być niesamowite.
Ogromne, jest to ogromne przedsięwzięcie takie logistyczne, artystyczne, bo faktycznie nadawać coś na żywo... A nagrywanie to duża różnica.
Tak, dla kilkumilionowej... My nagrywamy program "Kabaret na żywo". My teraz też. Także też o tyle jest łatwiej. W trybie nagrania jest nam łatwiej, więc wiem, jak wygląda nagrywanie takiego programu, ale też dzięki temu doświadczeniu wiem, jak trudnym jest realizowanie programu na żywo, z czym to się wiąże, z iloma próbami, czasami wyrzeczeniami, ale przede wszystkim też nie zapominajmy, że to jednak jest program telewizyjny, więc my poza tańcem, który musieliśmy wykonać, musieliśmy jeszcze reagować na kamerzystę, na steadicama, który wbiega na ten parkiet, który kręci się wokół pary i za którym stoi ja, którego muszę przepuścić, którego... Wiecie, to dla nas... To niby to jest takie proste, ale jeśli się to robi nie na co dzień, to rzeczywiście. Ale doświadczenie wspaniałe, bardzo dziękuję, że mogłem. I też dziękuję w ogóle Piotrkowi, bo jest mi bardzo miło, jak widzę znajomych, którzy: O, fajnie wam poszło, świetnie było, nieźle, więc to jest bardzo miłe i tego bym chciał, żebyśmy się trzymali.
I teraz chcę tę ostatnią część poświęcić temu, co robisz od wielu lat, to jest to w zasadzie twoje kulturalne dziecko: Trybunały, Trybunały Uśmiechu, Trybunały Kabaretowe. Mimo tych wszelkich trudności, bo to i finansowych, i logistycznych, i na pewno krytyki, hejtu, bo to nie uniknie się, idziecie do przodu, robisz to, dalej robisz.
Tak, robimy i myślę, że kilka lat temu nastąpiło takie nowe otwarcie Trybunałów, a co do początków, to ja, Magda Gumulec, moja żona, i Michał Połubski, o tym nie zapominamy, i to jest ten tercet, który wpadł na pomysł, że w Piotrkowie może... No jest ten tercet, który Piotra dostał. Tak, tak.
Właściwie ja pamiętam, jak zaczynaliście jako kabareciarze, te drogi się potem rozeszły, każdy poszedł w inną stronę. Magda kontynuuje to po latach, ty w zasadzie jesteś tak na granicy, bo wiesz, o co chodzi. No i Michał, jednoznacznie. A Michał, tak, tak, pracuje w rozrywce, pracuje w komedii. Czyli tu się wychowaliście i jednak nie poszło to na marne.
Nie poszło, zresztą mam takie poczucie graniczące z pewnością, że w ogóle Piotrków jest... wybitnym miejscem, jeśli chodzi o to, co się dzieje, że to jest jak kabaret, tak? Też, ale nie, nie, nie. Raczej myślę, że jesteśmy taką kolebką naprawdę wyjątkowych artystów, bo jeżeli sobie spojrzymy na tych śpiewających aktorów, grających, nawet na tych? To mamy naprawdę tutaj dużo osiągnięć. Naprawdę dużo osiągnięć, wspaniałe nazwiska i to nie w odległości trzech, czterech pokoleń, tylko w odległości jednego, dwóch pokoleń. To jest kilkanaście osób. Ale to, co ty powiedziałeś, to są te dusze artystyczne, ale również mamy w innych dziedzinach. Później okazuje się, że ten był Piotrkowianinem, ten tutaj ktoś był z Piotrkowa albo z okolic, więc my mamy naprawdę te perełki, one idą w świat.
Tak, ale to też myślę, że świadczy o tym, że możemy w tym Piotrkowie, teraz trochę z takiego punktu busolowo, powiedzmy, nauczycielskiego, gdzieś potrafimy te perełki znaleźć, wyzyskać, bo one przecież są. Ale mają dobrych nauczycieli, Bartku, bo ty pracujesz z nastolatkami, takimi no w zasadzie, które dopiero zaczynają być nastolatkami. I wiem, jak to jest ważne, żeby umieć odnaleźć w nich i udowodnić im, że mają ten potencjał, że warto się tym zająć, mimo że początki są trudne. No ale jak oglądamy nagrania artystów bardzo znanych, to zawsze to był ten etap, moment wejścia.
To teraz powiedz z perspektywy tego czasu, co dla ciebie było najtrudniejsze w tworzeniu tego dziecka, nazwijmy to kabaretowego, i tym przemianom, którym ty towarzyszyłeś, które sam robiłeś przez te lata, co było najtrudniejsze?
To też się zmieniało. Nie mogę powiedzieć, że za każdym razem przez 23 lata to był jeden problem, z którym się borykaliśmy, bo tak nie jest. Na początku pewnie były to środki finansowe.
No tak, bez pieniędzy nic się nie da zrobić. Byliśmy powiedzmy bezpieczni, udało się pozyskać grono cudownych sponsorów i tu im bardzo dziękuję, jeśli słuchają, to wszystkich państwa całuję, gdzie się da i dziękuję wam za to, że jesteście z nami. Brzmi to dwuznacznie.
Dwuznacznie, ale słuchajcie państwo, całujemy i bądźmy otwarci dla siebie, bo wiadomo, że bierzemy cud? Tak, kabareciarzami. Bardzo dziękuję wszystkim Państwu, dziękuję prezydentowi, dziękuję pani marszałek, którzy obejmują honorowym patronatem to wydarzenie.
Więc ten, powiedzmy, problem istniejący kiedyś mamy zażegnany. Pojawia się drugi problem: nasycenia kulturą Piotrkowian. To nie jest już tak, że Trybunały są wydarzeniem, którym było na początku, którym były 20 lat temu, bo faktycznie ludzie czekali na październik.
Naprawdę ty już to robisz 23 lata?
23 lata.
To rzeczywiście, Bartek. Dziękujemy tobie za wytrwałość. Dziękuję Państwu, że jesteście z nami, bo jednak robimy to dla Was i to jest dla nas. W zasadzie zaczęliśmy sobie tu wszyscy dziękować wszystkim, ale taka prawda jest, Bartek, że zacząłeś, zaczęliście coś, ale gdyby nie było tych wszystkich ludzi i twojego tego zaangażowania, to nic by z tego nie było, bo pieniądze też nie wszystko.
Oczywiście. I z perspektywy czasu widzę, że cudownie jest zaczynać, cudownie jest coś wymyślać, trochę wystrzelić jak supernowa, ale najtrudniejsze jest utrzymać, pozostać, jeszcze utrzymać ten poziom i robić rzeczy. I myślę, że nam się to nieskromnie udaje. Od kilku lat robimy coś, co jest wyjątkowością naszego festiwalu, są to benefisy, które zrzeszają całe środowisko kabaretowe. Sala jest pełna po brzegi, bo wszyscy przyjeżdżają do Piotrkowa. Mówię o gościach, mówię o artystach, mówię o tych, którzy podglądają takie wyjątkowości festiwalowe. Za nami benefis Tomka Jachimka, Michała Wójcika z Kabaretu Ani Mru-Mru, Agnieszki Litwin, Marylki. W tym roku nieco inaczej, bo zamiast jubileuszu robimy wyjątkowy wieczór wspomnień o Asi Kołaczkowskiej, ale nie smutny, radosny, z chłopakami z Kabaretu Hrabi, z Wojtkiem Kamińskim, czy Jadzią Turandot, więc to będzie, taka mam nadzieję, rodzinna rozmowa pełna uśmiechu.
Czyli, Bartku, musimy kończyć, natomiast słuchaj, no myślę, że jest to okazja, żeby powiedzieć, że fajnie, że jesteście od tylu lat tu w Piotrkowie, że nie uciekliście stąd. No i wyjątkowy Bartek Gumulec, który będzie tutaj dzisiaj gościem, a w najbliższym czasie będziesz zapraszał ludzi stojąc w drzwiach Miejskiego Ośrodka Kultury.
I zapraszam Państwa jeszcze, bo przed nami naprawdę aż sześć wydarzeń i wszystkie są wyjątkowe. Myśmy to sprawdzili, po prostu nam zaufajcie. Czyli każdy coś sobie znajdzie dla siebie. Dziękujemy bardzo. Do usłyszenia. Z innej strony.