Loża
•
19.10.2026
Z uśmiechem na ustach, życzliwością w głosie i przymrużeniem oka komentujemy lokalną i nie tylko lokalną rzeczywistość. Loża, poniedziałek, godzina 12.30. Marcin Cecotka, zapraszam.
Takie od nas dziwne wrażenie, że ja się nie słyszę.
Nie wiem, czy mnie słychać, ale...
Aha, to to jest pocieszające. Natomiast tak, takie buczenie.
Chcielibyśmy państwa przywitać. Dzień dobry.
Cały czas mam wrażenie, że się... Nie słyszymy się. Musimy mówić...
Ale widzimy się.
Ale widzimy się. To bardzo ważne.
Dobrze, to może zdejmijmy to i będzie lepiej.
Jak przerwać kłótnię głuchoniemych?
Jak się zrobiło przyjemnie, no. Wie pan, jak przerwać kłótnię głuchoniemych?
Wystarczy zgasić światło i my teraz tak będziemy...
Loża w wersji ławeczka, czyli Stanisław Piotr Gajda, dzień dobry.
Witam serdecznie, panie redaktorze.
I Paweł Kowalski.
Dzień dobry.
Panie Piotrze, też witam pana redaktora.
Tak, oto co przed nami w loży.
Nocna prohibicja obejmie całą Polskę. Dlatego, że dobrze poinformowane wiewiórki w tym mieście i nie tylko mówią, że to on był właśnie sygnalistą w tej sprawie.
Są sytuacje w życiu, które wymykają się spod kontroli. Traf chciał, że brat w tym roku reprezentuje brać kabaretową z kolei w tym programie. Piotr.
Tak, tak to wszystko wygląda w wielkim skrócie. Czasem technika zawodzi. Zdarza się nawet najlepszym.
Zaczniemy może od takiej oto informacji, która jednych może ucieszyć, ale drugich, czyli czytaj Skarb Państwa, może zmartwić. W Polsce szybko przybywa abstynentów, pod tym względem jesteśmy w unijnej czołówce. Codzienne picie alkoholu deklaruje zaledwie pół procenta pytanych, cotygodniowe niecałe trzy procenta, a raz w miesiącu po coś mocniejszego sięga 17 procent. Najwięcej z nas pije sporadycznie, ponad 44,5 procenta, a całkowitymi abstynentami jest 35 procent.
Przybywająca liczba osób, które w ogóle nie piją alkoholu, jak zauważa Puls Biznesu, który przytacza dane Eurostatu, może częściowo tłumaczyć budżetowe kłopoty z wpływami z podatków akcyzowych.
Czyli tak w wielkim skrócie, bo wiem, że panowie nie do końca to słyszeli i to wcale nie... To było, nasz dźwięk nie oznacza.
Jak o piciu słyszeliśmy wszystko. O piciu było tyle, że coraz więcej Polaków nie pije alkoholu, czyli stajemy się abstynentami.
Kłamią, kłamią. Kłamią na potrzeby po prostu sondaży.
Na pewno mniej ludzi pije. Znaczy mocniejsze alkohole mniej pije.
A słabsze pije się więcej? No piwo, wino.
Wina pije.
Tak, wyższa kultura jest po prostu.
Ale wyższa kultura picia, tak?
Tak.
Czy w ogóle wyższa kultura? Nie, wyższa kultura picia. Czyli mamy postęp cywilizacyjny.
Tak, tak. Nadal jestem na etapie, że zaczynamy kulturalnie, a kończymy patologicznie. Czyli od drinka...
Tak, delikatnie drink, lampeczkę wina, a potem dyskusja. Bo generalnie to chodzi o to, żeby porozmawiać o pierścieniach na Saturnie.
Ale oczywiście, że tak, jak najbardziej. One są rzadsze teraz.
Czyli panowie też zauważyli tę tendencję, że coraz więcej Polaków staje się abstynentami. Mało tego, coraz więcej przyjeżdża na imprezy, sami są kierowcami. Tu jest kłopot.
Znaczy nie, no to nie jest kłopot, bo oni później wracają.
Część wina na te imprezy.
Nie, nie przyjeżdżają.
Przyjeżdżają, odjeżdżają.
Czyli to dobrze, dobry znak. Rzeczywiście to się zmienia, muszę powiedzieć.
No to skąd tyle tych pijanych kierowców, policja łapie na drogach? Bo jednak nie wszyscy potrafią odmówić.
Chodzi o asertywność.
Wszyscy mają tę asekurtywność, bo każdy myśli, że jak wypije jeden kieliszek, prawda, no to tak jest na imprezie, że go namawiają. A niech się nie kończy na jednym. Jak jest pan na diecie, to wszyscy mówią: Zjedz, nic ci nie będzie. To samo jak jest się na imprezie, każdy mówi: Wypij jednego, nic ci nie będzie. No i tak jednego na jedną nóżkę, drugiego na drugą nóżkę.
A ja nie wsiadam za kółko.
No nie, nie, nie.
Panowie, było o tym, że coraz więcej Polaków rezygnuje z alkoholu, tak nawet w stu procentach, ale z drugiej strony pojawia się taka oto propozycja ze strony państwa. Nocna prohibicja obejmie całą Polskę. Sejm przyjął ustawę zakazującą sprzedaży alkoholu w sklepach od godziny 22 do 6 rano. Nowe przepisy przewidują też całkowity zakaz reklamowania alkoholu, w tym piwa, oraz podnoszą opłaty za zezwolenia na jego sprzedaż. Zmiany mają wejść w życie 1 stycznia przyszłego roku.
Tak, czyli ta prohibicja, którą my znamy w Piotrkowie od dobrych kilku lat, ma obowiązywać na... swoje skutki ogólnokrajowe.
Terenie całego kraju, czyli cały kraj weźmie przykład z Piotrkowa.
Ja pamiętam takie wydania Loży sprzed lat, kiedy nasza piotrkowska władza miała w planach prohibicję i pan Piotr wtedy bardzo głośno protestował, bardzo głośno, bo pan twierdził, że to jest zamach na pana wolność.
No pewno, że to jest zamach na moją wolność. Ale to nie znaczy, że ja po 23 będę pił, że pójdę, polecę do sklepu i będę chciał się napić. Broń Boże. Ale... Zamach jest, zamach jest. Świadomość.
No ale jakoś w większości wyszło to na dobre.
Ale jak na dobre? No na dobre jest mniej rozrób na ulicach pod sklepami.
No bo rozrabiają zawsze do dwudziestej drugiej.
Tak.
Faktem, że była uciążliwość na osiedlach, kiedy ten alkohol był sprzedawany, to pamiętam, że przy ulicy Wyzwolenia, no to pito pod balkonami, prawda, no bo jak deszczyk kropił, to wchodzili sobie ci po prostu smakosze i no i tam pili też. Tam, prawda, nie było toalet, no więc podlewali te drzewka i one nie wszystkie żyją.
No ale myślę, panowie, że ta prohibicja, tak zwana nocna prohibicja, wejdzie w życie?
Myślę, że wejdzie.
Myślę, że wejdzie. Będzie spokojniej. Chyba nie ma innego wyjścia.
Nie, jest wyjście. Będziemy protestować z kolegą Piotrem, prawda, sobie pójdziemy tutaj, na dwóch nawet, nie? No bo protestować trzeba.
Ja tylko się obawiam, żebyśmy nie poszli, to znaczy my, żeby rząd nie poszedł dalej i nie zechciało mu się wprowadzać prohibicji w trakcie dnia i na przykład powrót godziny trzynastej byłby, proszę pana.
Ale przeżyliśmy to.
No przeżyliśmy. Za dziesięć minut. Ile kreatywności trzeba było wykazać, proszę panów, żeby się napić. Obudzić babcię. A ile babć właśnie wtedy zarabiało pieniądze. Jak się poszerzył ten rynek. To były czasy. Rozwijał działalność. To były czasy.
Teraz ja nie wiem, czy to będzie słychać, co za chwileczkę zaprezentujemy, ale zaprezentujemy fragment głośnego wywiadu, którego udzielił nam radny Przemysław Winiarski.
Skąd to całe zamieszanie wokół pana jako radnego?
Redaktorze, o to pewnie należałoby spytać pana przewodniczącego.
Dlaczego?
Dlatego, że dobrze poinformowane wiewiórki w tym mieście i nie tylko mówią, że to on był właśnie sygnalistą w tej sprawie.
Ale w jakiej sprawie? Może wyjaśnijmy naszym słuchaczom, bo nie sądzę, żeby wszyscy wiedzieli, o co chodziło tak dokładnie.
A chodzi o moją służbę publiczną, bo nie obawiam się tak tego nazwać, służbę publiczną dla miasta i mieszkańców. Służbę polegającą na współpracy z policją, a często również z prokuraturą w kwestii stwierdzania zgonów.
To nie jest... Panie redaktorze, no to żeby nie było tak tylko o panu przewodniczącym, no to popatrzmy na inne zjawiska w naszym mieście.
Popatrzymy, popatrzymy, oczywiście.
Ale popatrzmy. No proszę bardzo. Proszę mi pozwolić o tym powiedzieć. Mianowicie chociażby stanowisko polityczne koordynatora WMZK.
Tak. I co pan na to, panie Pawle? To do pana pytanie, ponieważ pan też zasiada w Radzie Miasta. Czy pan Przemysław Winiarski ma rację, nie ma racji, ma trochę racji? Czy pan z tymi wiewiórkami rozmawiał, proszę pana?
No właśnie chodzi o te wiewiórki. Jak to wiewiórka, jak to wiewiórka. Coś mi zupełnie nowego się pojawiło w debacie publicznej. Tak, wiewiórki donoszą.
A mówiłem, że to są... Skończymy ratowanie wiewiórek i dokarmianie zimą. Zakończymy ten... No co jest z tym panem Winiarskim w tej radzie?
Ja myślę, że tu jest spore nieporozumienie. To jest spore nieporozumienie i wydaje mi się, że pewnie radny Winiarski jest rozżalony.
Ale z jakiego powodu?
No właśnie z takiego, że po prostu idzie w kierunku wygaszania tego mandatu radnego jego właśnie za...
No to ma prawo się czuć rozżalony, nie?
No czuje się rozżalony, oczywiście. On tylko stwierdza zgony. Tak, no ktoś musi. Oczywiście, że tak.
Ja myślę, że tutaj jest po prostu jakiś merytoryczny błąd, w sensie załatwienia tego może zaraz tuż po wyborach albo wcześniej, prawda. Natomiast uważam, że ja bym czekał na ostateczny werdykt i po prostu odwołania radnego.
No to ten werdykt wydaje... wojewoda.
Wojewoda, ale później mi się wydaje, że radny... Ale jeszcze będą odwołania.
A w Wielkiej Senacie?
No właśnie, ja dzisiaj żadnej nie spotkałem.
Ale swoją drogą nie wiedziałem, że Przemysław Winiarski ma takie dobre kontakty w świecie przyrody, bo wydawało mi się, że raczej w świecie lekarzy, w światku lekarzy. Znaczy na pewno nie lubi dzików i nie lubi, jak jelenie mu przychodzą na działkę i tam zaglądają przez płot, tak. No ale w Jeleniowie wiórek nic nie ma.
Ale wielkiego lubi. Grzegorza Brauna lubi pan Przemysław Winiarski na przykład?
No słusznie. Ja za chwilę będę też chyba lubił, bo jestem rozżalony.
Dobrze, ale to już zupełnie inna sprawa, bo teraz Krzysztof Rutkowski to jest były detektyw.
A dlaczego były? Dlatego, że stracił licencję za swoje przewiny.
Ale pan Krzysztof zawitał do Piotrkowa i posłuchajmy, w jakiej sprawie. Krzysztof Rutkowski i jego współpracownicy pojawili się ponownie w Piotrkowie. Chodziło o sprawę Forda Transita, który według detektywa miał zostać przywłaszczony przez byłego partnera właścicielki. Kobieta złożyła zawiadomienie na piotrkowskiej policji, a mężczyznę Krzysztof Rutkowski określa mianem tulipana z Wąbrzeźna.
W sprawie pojawił się jednak nietypowy problem. Wiadomo było, że samochód może znajdować się w Piotrkowie, ale początkowo nie było pewności, o który Piotrków chodzi.
Ja sądzę nie. Nie wiadomo.
Nie było w związku, że był to Piotrków Trybunalski czy Piotrków Kujawski. Po prostu kobieta, która podejrzewała tulipana z Wąbrzeźna o to, że pojazd może być... Wiedziała, że w Piotrkowie i skojarzyła, i myślała, że jednak jest to Piotrków Trybunalski, ponieważ mężczyzna twierdził, że Wąbrzeźna ma dwie godziny na dojazd, czy dwie i pół, i to by się zgadzało.
Dalsze ustalenia doprowadziły już do Piotrkowa Kujawskiego. Tam samochód został odnaleziony i według relacji Krzysztofa Rutkowskiego zabezpieczony przez policję. Krzysztof Rutkowski podziękował również funkcjonariuszom obu miejscowości za działania w tej sprawie.
Ja myślę... Licencję czy nie ma, ale on tutaj wyedukował jak Sherlock Holmes. Ale z geografią to tak średnio.
Przepraszam, ale z fryzurą dobrze. Z fryzurą tak, ale Michael Jackson też taki był ciekawy, prawda? Cały czas dążył do doskonałości. Ja mam tutaj właśnie podobieństwo. Ostatnio nawet takie memy były, prawda, z kołodziejczakiem przechodzący się pan Rutkowski, tak, i to takim krokiem, takim Michaela Jacksona.
No to prawda. A propos Kołodziejczaka, czyli pany się tam jakieś pojawiły. Czyli byłego wiceministra, to pan Krzysztof Rutkowski, nie wiem jak broni, czy też... Nie wiadomo co. No nie wiadomo co, ale pomaga Michałowi Kołodziejczakowi, bo ten to trochę narozrabiał, jak pewnie panowie słyszeli.
A w jaki sposób?
To nic nie narozrabiał, tylko te kobiety.
Kobiety.
No tak, te kobiety, tak. Kobiety oskarżają pana Kołodziejczaka o to, że narozrabiał i częstował ich różnymi rzeczami.
Na przykład?
No takim jakimś białym czymś i powiedział, że to jest kokaina. Chciał się popisać.
Nie, chciał się popisać, był proszek do pieczenia.
Ale teraz posłuchajmy, w jaki sposób Krzysztof Rutkowski pana Kołodziejczaka broni.
Są sytuacje w życiu, które wymykają się spod kontroli. Jest alkohol, jest wino, jest prosecco, jest szampan, jest wesoło, jest muzyka, jest miłość sympatyczna, a kończy się zazwyczaj jak zwykle. No i o tym mówiliśmy, zaczyna się winko, prosecco.
Tak, mówiłem, a kończy się patologią. Kończy się patologią, proszę państwa. To u nas jest.
Ja już od pewnego momentu przestałem włączać telewizor.
Bardzo słusznie.
Tak, bo po prostu, no ja nie wiedziałem, że ja w takich czasach będę po prostu żył. Pana próg wrażliwości... Nie, już się zakończył. Ja już wiem, mówię, dlaczego nie ma zim, już to mówiłem. Po prostu te wszystkie matki muszą jeść ten śnieg, żeby tych bałwanów urodzić, bracie. I to jest tragedia.
No dobrze, to teraz może coś przyjemnego i przyjemniejszego. Bartosz Gumulec, znają panowie, wszyscy znamy Bartka. To jest organizator Trybunału Uśmiechu, człowiek kabaretu, ale także nauczyciel. Wystąpił w Tańcu z Gwiazdami.
A dlaczego? Proszę bardzo. Traf chciał, że brat w tym roku reprezentuje brać kabaretową z kolei w tym programie. Piotr.
Długośmy go namawiali, bo taniec jest absolutnie mu obcy, ale jak się okazuje, jest to teraz strefa, a propos Strefa FM, strefa, w której zaczyna się czuć coraz lepiej. Cudowna atmosfera tam panuje i formuła programu zakłada, że w czwartym bądź piątym odcinku jest spotkanie z rodziną.
I wcale nie byłem pierwszym wyborem, byłem trzecim wyborem. Małgotę? Małgda? Oczywiście, nie, nie, nie. Żona Piotra, była Marta, ewentualnie córka i Magdzia moja była wyborem numer trzy, czyli okazuje się, że byłem poza podium, ale tak wymyśliła to też produkcja, która wpadła na pomysł, że jesteśmy do siebie podobni zupełnie nie wiem dlaczego. I naprawdę, przecież znają mnie państwo i no jestem jakoś podobny, ale nie aż tak.
On jest do ciebie bardziej podobny.
Natomiast tam faktycznie był rodzaj takiego zafiksowania się na to nasze podobieństwo, stąd ten pomysł, żeby nas ucharakteryzować. Ale z sukcesem, bo byliście nie do odróżnienia dla postronnego obserwatora. Brat się postarzał, a ty się... Bardzo się cieszę. Pomysł odmłodniałeś.
Tak, pomysł był fajny, starałem się zrobić to jak najlepiej. Oglądaliście, panowie, ten odcinek?
Tańczyli?
Nie, nie, nie, to jest ten program Twoja twarz brzmi znajomo.
Nie, to jest zupełnie inny program.
No co pan teraz w ogóle? To jest ten program, gdzie tańczą... A mówiłem, że nie włączam telewizora. Gwiazdy tańczą z innymi gwiazdami, tak? Oceniane są te gwiazdy. Dlaczego nas nie ma? Panie Piotrze, dlaczego nas tam nie ma? Nas tutaj, nie wiem jak to do czego to polegało. Jako gwiazda z gwiazdą. I był odcinek rodzinny i... No właśnie. Ja byłem... bo ja jestem grubszy. W każdym razie to jest kolejny sukces rodziny Gumulców.
A na koniec zostawiamy sobie... A partnerka była?
Była też partnerka.
A jak się nazywa?
Niestety nie wiem. Ale też nie oglądała. Ale wiem, no nie oglądała. Ale tak, gdyby go o to poprosić, to by na pewno... Ciekawe, czy on tańczył z gwiazdami, nie?
Nie, nie. Tak. Być może. No bo chyba wszyscy już tańczyli, nie? No bo on taki współczesny Elvis.
Na koniec zostawiamy sobie rywalizację sportową. Pierwsze od ponad 30 lat derby piłkarskie w Piotrkowie, derby ligowe, bo były też pucharowe. Polonia grała z Concordią w sobotę, pełny stadion.
A gdzie grali?
Obojętne.
Nie, grali właśnie na początku grali na stadionie Polonii. Zaraz panu powiem, bo najpierw posłuchamy pana prezydenta.
W tej chwili w województwie łódzkim jest to, że w ogóle są derby, bo w żadnym mieście w naszym województwie derbów nie ma.
Tak. No cóż, teraz można by się do tego... Derby, jak pan mi wytłumaczył, to jest wtedy, kiedy drużyny z tego samego miasta grają sobie mecz.
Ale jeśli na przykład... Ostatnie jakieś były?
No właśnie. Ostatnie były 34 lata temu. Ustawki.
A ustawki czy były?
Ustawki. Nie mam słuchawek, więc nie słyszę. Ustawki może i były, ale no tam, wie pan, kibiców Polonii jest znacznie więcej, więc taka ustawka nie miałaby sensu.
Natomiast nie wiem, czy panowie zwrócili uwagę na fleksję słowa derby.
No oczywiście, no oczywiście. Dobrze, nic więcej nie powiem. Ja nie mogę.
Dobrze, to tyle, ale powiem panom, co mnie najbardziej zaintrygowało w tym meczu i w oprawie stadionowej, bo oglądałem zdjęcia. I tam jest taki baner kibiców Polonii, gdzie jest dużo tych kibiców: Piotrkowska patologia. Tak jest napisane na tym banerze.
Ale kto?
No ci kibice tak sobie piszą.
O sobie tak piszą, czyli oni się raczej szczycą.
Znowu mówimy... Czyli to jest ta końcówka. Zaczęli kulturalnie, skończyli patologicznie. To jest końcówka, obawiam się końcówka naszej cywilizacji.
Ale cóż zrobić, panie Marcinie, radio przetrwa, a my najwyżej będziemy gdzieś z kosmosu nadawać. Zobaczymy. Na całe szczęście, że my nie jesteśmy jeszcze patologią.
Bardzo panom dziękuję.
Niech pan mówi za siebie. Daliśmy radę mimo tego, że te kłopoty nas pożerają i myślę, że... Patologia.
Proponuję na jakiś czas zakończyć nadawanie loży, ponieważ tak się jakoś dzieje, że kiedy się loża zaczyna, to coś się tutaj dzieje takiego dziwnego.
No to jest loża.
Myślę, że to są znaki.
No pewno, spiski, kurde. To są proste sprawy. Stanisław Piotr Gajda.
Ale trzeba Rutkowskiego zaprosić, żeby to prześledził.
I Paweł Kowalski.
Gdzie jest lud, który tutaj zawiódł? Do widzenia, do usłyszenia, miejmy nadzieję.