Faktograf
•
16.09.2026
Faktograf. Filip Zieliński, witam w programie Faktograf. Łoś spacerujący po Piotrkowie Trybunalskim doczekał się już nawet internetowego imienia: Zbyszek. W mediach społecznościowych pojawiają się kolejne nagrania dużego samca przemieszczającego się po mieście.
Czy słyszały panie o tym, że łosie pojawiły się u nas w Piotrkowie Trybunalskim?
Nie, w telewizji nawet nie mówili, że w Piotrkowie.
Ty, ale oni coś mówili, że się pojawił, ale o Piotrkowie to ja nie słyszałam.
Nie słyszałam. Właściwie to nie wiem, czy one są groźne dla ludzi, nie wiem, naprawdę.
Wydaje się panu, że to pojawienie się łosi w Piotrkowie jest takim troszeczkę elementem do strachu, do takiej niepewności?
No wie pan, jestem dużym facetem, to mnie chyba taki łoś by nie zaatakował, ale jak inne osoby, mniejsze postury, może by się mogły przestraszyć.
Czyli są one niebezpieczne dla mieszkańców?
Podejrzewam, że każde dzikie zwierzę jest niebezpieczne dla mieszkańców.
Okazuje się jednak, że jego obecność w Piotrkowie nie jest szczególnie zaskakująca. Co więcej, Zbyszek najprawdopodobniej nie znalazł się tutaj przypadkiem. W mieście wcześniej pojawiła się bowiem klępa z młodym.
O tym, co może sprowadzać teraz do Piotrkowa samca, mówi Paweł Kowalski, kierownik Leśnego Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt w Kole.
Powiem tak, normalne, ponieważ ja obserwowałem tutaj, pierwsze telefony były do Radia Strefa FM właśnie w sprawie ulicy Gęsiej i klępy, która z młodym chodzi w tamtych okolicach. No i ona tam się utrzymywała, ponieważ jest szereg po prostu niekoszonych fragmentów pól i ona sobie tam spokojnie leżała. No ale jak widać, nie ma zamiaru opuścić naszego miasta, jej się podoba.
Natomiast co ważne, w tej chwili trwa ruja, bo klępa weszła w okres godowy, to się nazywa buczenie, bo łosie buczą. I powiem szczerze, tego samca widywano tutaj wcześniej w okolicach Korytnicy, on wędrował, ale myślę, że w tym okresie właśnie ten samiec przyszedł na ruję. I najlepiej nie przeszkadzać mu. I właśnie nieprzeszkadzanie jest tutaj najważniejsze. Łoś nie jest zwierzęciem, które z zasady szuka konfliktu z człowiekiem.
To jednak ogromny ssak, dlatego nie należy próbować podchodzić do niego dla lepszego zdjęcia czy nagrania. Szczególną ostrożność powinni zachować kierowcy. Oczywiście łoś nie jest zwierzęciem mocno agresywnym, żeby nas atakował. Też nie podchodźmy za blisko, bo to jest duże zwierzę, zwierzę, które się niczego tak naprawdę nie boi. Natomiast jest to zwierzę generalnie łagodne, z tym że musimy po mieście po prostu jeździć tak, jak mówią przepisy, a więc do 50 kilometrów na godzinę, bo taki łoś nagle może nam się pojawić przed samochodem.
Według Pawła Kowalskiego obecność łosi w mieście może potrwać jeszcze około miesiąca. Później zwierzęta powinny rozpocząć wędrówkę na zimowiska. Nie należy jednak próbować zachęcać ich do pozostania w mieście jedzeniem. Absolutnie nie dokarmiamy. W ogóle łoś jest zwierzęciem, które jest bardzo delikatne i jeśli chodzi o skład pokarmowy, po prostu dieta łosia jest bardzo skomplikowana. Najlepiej, jak on sobie sam dobiera. Nie próbujmy dawać ani bułek, ani na przykład ziemniaków. To też skrobia, węglowodany w odpowiednich ilościach; bo łoś naprawdę, tu jeśli chodzi o jego dobór składników pokarmowych, to są pędy roślin, to są pędy krzewów, drzew. Nie należy absolutnie go dokarmiać pokarmem, który jedzą ludzie.
I właśnie tutaj nasza historia o łosiach mogłaby się skończyć, tyle że podczas nagrania materiału w ośrodku pojawił się kolejny gość, Jakub Czerwiński, znany w internecie jako Irytujący Historyk. Przywiózł ze sobą jeża. Zwierzęta znalazł w miejscu, w którym, jak mówił, zagrażały im między innymi psy.
Całą noc je znosiłem, bo pies sąsiadki polował. Postawiłem pudło, jeden był cwany, wykombinował, miał całą noc na to rozpór to pudełko. Rano wchodzimy do piwnicy i tak: jeden w piwnicy, drugi w garażu, a trzeci w tej dziurze w narożniku, w takiej pozycji zawieszony i się tak patrzy, oblizuje w niebo beznadziejnie, bo wie, że jemu jednemu się nie udało uciec. Teraz widzisz, jak kombinują? Cały czas się do góry wyciągają.
Jak się okazało, nie była to pierwsza taka interwencja Jakuba Czerwińskiego.
Nie pierwsza. Cieszy nas ta postawa, taki wolontariat, prawda? I ważne jest to, że ta wrażliwość tutaj Kuby jest bardzo duża, zresztą wychowany od dziecka wśród zwierząt. Myślę, że on też tutaj w obawie przed tym, żeby nie stała się tym jeżom krzywda, bo tak jak mówi, nie widział matki, nie może jej znaleźć, polują psy sąsiada na te jeże, więc on je zbiera, przywozi do nas, my staramy się je sprawdzić, czy wszystko jest okej, odchwycić, odrobaczyć, no i ewentualnie wypuścimy na zimowisko.
Tu jednak pojawia się ważne pytanie: czy każdego małego jeża znalezionego jesienią należy zabrać i zawieźć do specjalistów? Okazuje się, że nie. O tym, kiedy nasza pomoc jest rzeczywiście potrzebna, mówi Alina Sobczyk, główny opiekun Leśnego Ośrodka Rehabilitacji Zwierząt w Kole.
Wszystko teraz zależy od sytuacji, bo niestety, ale duży procent jeży, które do nas dojeżdżają, jest to niestety przywiezienie takie niepotrzebne. Człowiek, widząc spacerującego jeża, uznaje, że jest to coś niepokojącego i powinno się go po prostu za chwilkę zabrać i do nas dostarczyć. Przeważnie tym zwierzętom nic nie dolega, one są po prostu w dobrej kondycji, przemieszczają się i trafiają niepotrzebnie, ale są też takie sytuacje, gdzie zdarzają się jeże, które na przykład są pogryzione przez psy, są potrącane przez pojazdy. Zdrowego jeża najlepiej więc pozostawić w spokoju. Możemy natomiast sprawić, by nasz ogród stał się dla niego dobrym miejscem do przezimowania.
My jesteśmy zwolennikami, żeby jeża zostawiać w spokoju jak najbardziej i nie należy na siłę ingerować w ich życie. Owszem, możemy stworzyć im miejsce, jeżeli mamy ogrody czy jakieś ogródki działkowe, stworzyć im jakieś fajne takie miejsca, gdzie jest dużo liści, suchy jakiś duży gałązek, jakieś wyższe trawy. Znajdują sobie te miejsca na swoje zimowiska. Czasami ludzie preferują stawianie domków. Można też to stosować, natomiast uprzedzam, nie każdy jeż sobie to wybierze.
Natomiast podobnie jak w przypadku łosi, dobre chęci mogą przynieść odwrotny skutek, gdy zaczynamy dzikie zwierzę dokarmiać. Nie dokarmiamy jeży. Jest jeszcze taka pora roku, że one sobie zdobywają bez problemu same pożywienie. Karmy niestety, które my podajemy, nie są naturalnym pożywieniem dla jeży i też często mają problemy z tym związane. Można dokarmiać ewentualnie, jeżeli się jeż przebudzi gdzieś zimą, co się też bardzo rzadko zdarza, ale zdarzają się takie sytuacje, można dokarmić albo od razu po prostu do nas przywieźć, bo to też jest bardzo istotne. Póki jest pogoda, póki jest jeszcze naturalny pokarm dla jeży, to jak najbardziej nie dokarmiamy, tylko możemy postawić płaski spodeczek z wodą, żeby gdzieś, gdzie nie ma dostępu do wody, jeżom dać. I broń Boże nie stosujmy żadnych kocich karm.
Inaczej postępujemy, kiedy zwierzę jest ranne, osłabione, zostało potrącone albo pogryzione. Wtedy warto je zabezpieczyć, ale zamiast próbować leczyć je na własną rękę, jak najszybciej trzeba je przekazać specjalistom.
Zaczęło się więc od Zbyszka, który najprawdopodobniej przyszedł do Piotrkowa na łosiową randkę, a skończyło się na jeżach przywożonych do Koła przez mieszkańców. I choć te zwierzęta różnią się rozmiarem, dość radykalnie, rada specjalistów pozostaje podobna. Jeśli dzikie zwierzę nie jest ranne i nic mu nie zagraża, najczęściej lepiej po prostu pozwolić mu być dzikim zwierzęciem.